Bloog Wirtualna Polska
Są 1 263 234 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Ul. Obiegowa

wtorek, 17 lutego 2015 17:13

P5020035.JPG


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Ul. Obiegowa

wtorek, 17 lutego 2015 16:56

P5020032.JPG


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Pożary

niedziela, 29 stycznia 2012 21:46

18.                          Pożary.       

Olsztyn, jak każde miasto średniowieczne, stłoczony był w obrębie murów miasta, na niewielkiej przestrzeni. Zamożni obywatele mieli domy z cegły, inni gnieździli się się w budynkach drewnianych, bo lasy były naookoło lub też ze ścian z dylów, które czworograniaste lub trójkątne przegrody wypełniano gliną. Przy takim zagęszczeniu domostw, stale istniało niebezpieczeństwo pożarów. Były zorganizowane sprawne służby przeciwpożarowe, do której obowiązani byli do pełnienia wart przez 24 godziny na dobę, wszyscy dorośli mężczyźni, w ustalonej kolejności. W każdym domu były w pogotowiu sikawki i wiadra z wodą. Samowolne porzucenie warty, lub wyręczanie się innymi osobami, surowo karano. Dachy nie mogły być kryte słomą. Przy zapalonych świecach nie wolno było prząść, młócić lnu, żąć sieczki. W czasie alarmu pożarowego, wszyscy męźczyźni stawali do dyspozycji władz miejskich. By zapobiec rozprzestrzenianiu się pożaru, burzono domy, a poszkodowanym rada miejska płaciła właścicielowi odszkodowanie. Gdy ktoś wykazał się odwagą i inicjatywą, miasto przewidywało nagrody.Przepisy te uwieczniano w wilkierzu olsztyńskim z 1568 r - był to rodzaj ordynacji regulującej życie społeczności. Powtarzał je w skrócie, specjalnie dla biedoty wilkierz budnicki w języku polskim: "Jak prętko budnicy w bemben bicie usłyszą albo inszą jako pogłoskę, dco się dzieje, gdy sie lasy palą albo gdy ogień gdzie indziey wznieci, tak zaraz każdy Budnik powinien z wiadrem swoim, opuściwszy wszystkę robotę przed Panem Burmistrzem stanąć y czym prędzey tam biec, gdzie mu zaznaczona będzie, jeżeliby zaś tego nie uczynił lub nie wypełnił, takowy nie tylko surową karę, atoli robantową otrzyma, lecz nareszcie inszym na ukaranie z miasta wygnany . W 1620 r.lub wyświecony będzie... Zakazuje się, żeby przy świecy żadnego lnu albo konopi nie klepano albo wiązano w budach, także nie wolno cudzy len albo konopie przez noc w budach zachować pod winą sześciu grzywien... Żaden budnik nie ma sieczki przy świecy rżnąć ani słomy na górach chować, tudzież z zapaloną drzazgą po górach, stajniach albo ulicach chodzić pod twardym robantem...Jak najbardziej rygorystyczne przepisy i surowe kary nie uchroniły Olsztyna przed klęską ognia. W lutym 1620 r. ogromny pożar zniszczył całe miasto. Padły nawet ofiarą płomieni, nawet położone poza murami: kościółek Św. Krzyża na Górnym Przedmieściu, ratusz, bramy miejskie, a od żaru rozpadły mury obronne się w wielu miejscach. Ocalały jedynie zamek, kościół parafialny i zaledwie kilka czy kilkanaście domów.   W 1657 r. w czasie okupacji szwedzko-branderburskiej ponownie miasto się spaliło.    W 1669 r. ogień znowu pochłonął prawie połowę miasta,m.in. Bramę Górną. W 1712 r. Olsztyn leżał jeszcze w zgliszczach, i od czasu zarazy mało kto zamieszkiwał, gdy znów wybuchł pożar - strawił tylko 5 domów.   Pogorzelców z lat 1708 i 1712, pragnących odbudować swe domostwa, kapituła warmińska zwolniła wszystkich od wszelkich podatków na okres 3-ch lat.   Tak więc w ciągu 90-ciu lat – od 1620 do 1712 roku – mieszczanie olsztyńscy 4 razy musieli budować swe miasto od nowa. Wilkierz z 1568 r. zakazywał pod karą 3-ch grzywien krycia strzechą domów i stajni, z rygorem zerwania takich dachów na koszt włąściciela. Widocznie jednak przepis ten nie był respektowany, gdyż uzupełnienie do wilkierza, wydane w 1597 r., ponawiało zakaz krycia dachami ze słomy domów, bud i stajni. Przepisy wilkierzy nadal. Jak się okazywało, w wielu rzeczach były przekraczane i nienależycie dotrzymywane. Dlatego w 1696 r. wydano dodatek do wilkierza, nakazujący znowu m.in. pokrycie domów dachówką.   Choć co roku odczytywano z ratusza przepisy wilkierzy, zubożałym mieszczanom brakło siły, by ich skrupulatnie przestrzegać. W 1773 . rada stwierdziła, że tutejsi mieszkańcy z powodu skrajnej biedy nie są w stanie doprowadzić swych domów do należytego stanu, tym bardziej zaś nie mogą wybudować nowych. 24 maja 1771 r. rada wydała nowe przepisy przeciwpożarowe. Utworzono wtedy stałą komisję czy też straż pożarną. Postanowiono postarać się o dwie wielkie i dwie średnie drabiny, 6 bosaków, sikawki itp. Każdy dom miał odtąd posiadać ręczną sikawkę oraz jedno albo dwa skórzane wiadra na wodę. 12-stu wartowników oraz 6 koni miało stale w pogotowiu czekać na rozkaz. Wskutek klęski, jaką był zabór Warmii przez Prusaków w 1772 r., nie doszło do realizacji tych planów. W 1773 r. cały sprzęt przeciwpożarowy Olsztyn składał się z jednej sikawki i jednego jeszcze gorszego węża, z czterech bosaków oraz z trzech znajdujących się w prywatnym posiadaniu wiader skórzanych. W 1803 r. nowy wielki pożar zniszczył znaczną połać miasta: trójkąt zabudowy między ulicami Prostą i Krzywą oraz południową ścianą Rynku. 

  Według: Andrzej Wakar – Olsztyn-dzieje miasta.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Wojny: 2-ga szwedzka, północna i 7-letnia.

niedziela, 29 stycznia 2012 21:44

17. Wojny: 2-ga szwedzka, północna i 7-letnia.   

Ludzie żyli krótko w czasach, które moglibyśmy określić jako normalne. Ale przecież często padały na Olsztyn 4 klęski dawnych wieków: "powietrze", głód, ogień i wojna. Wówczas śmierć zbierała jeszcze obfitsze żniwo. Mury obronne miasta i zamku mogły być jeszcze nie do zdobycia dla Krzyżaków w epoce Kopernika. Później nie stanowiły dla wrogów istotniejszej przeszkody, choć wartość fortyfikacji uznawano jeszcze w 1627 r., a dla kapituły warmińskiej zamek olsztyński był wtedy ultimum refugium. Jednakże Olsztyna nie zdobywano już szturmem, tak jak za czasów krzyżackich.   W czasie 100-letniego pokoju, jaki nastąpił po ostatniej wojnie z Zakonem, mieszczan olsztyńskich nękały jedynie burdy i zajazdy graniczne. Były to głównie spory ze szlachtą Prus Książęcych lub ze starostami książęcymi, powstałe wskutek obopólnego naruszania zasad dobrego sąsiedztwa: gdy wypasano bydło na cudzych łąkach lub łowiono ryby w cudzych wodach. Wystarczała jednak zwykle groźba skargi do króla polskiego, by sprawie nadać pomyślny bieg.    Wojna zbliżała się do bram Olsztyna wówczas, gdy wojska Gustawa Adolfa wylądowały nad Zalewem Wiślanym. I tym razem miasto zostało oszczędzone, choć jego okolice ucierpiały podczas przemarszu wojsk, które dopuściły się wielu aktów samowoli. Dopiero fala wojenna szwedzkiego "potopu" (1655-1660) zalała Olsztyn. Miasto okupowały wojska brandenburskie i szwedzkie. Pojawili się tu nawet Austriacy sprzymierzeni z Polakami. W latach 1673 i 1674 kwaterowały w Olsztynie wojska śpieszące na wojnę turecką. W 1697 r., podczas wojny domowej wywołanej podwójną elekcją Augusta II i księcia Contiego, plądrowały niezdyscyplinowane oddziały saskie i polskie.  Najgorzej działo się podczas wojny północnej (1700-1721). W mieście i okolicy grasowały kolejno i na przemian wojska saskie szwedzkie, pruskie i rosyjskie. Później Warmia, aż do czasów napoleońskich, nie była widownią działań wojennych, niemniej, bezsilna Rzeczpospolita nie mogła przeszkodzić porywaniu rekruta z Olsztyna i z pobliskich wsi przez wojska pruskie (1734) oraz 4-letniej okupacji Warmii przez Rosjan (1758-1762) w czasie wojny 7-letniej.   W wiekach XVII i XVIII Olsztyn nie był ani razu zdobywany, a jednak wiele razy dotkliwie odczuwał ciężar wojen. Jeszcze nie dotarł do bram wróg, a już grabili swoi. Wojska zaciężne składały się z awanturników i straceńców, którzy nieraz zaciągali się, by ujść przed grożącym za różne sprawki stryczkiem. Te zdziczałe watahy nie robiły zbyt wielkiej różnicy między krajem własnym a nieprzyjacielskim i były prawdziwa plagą spokojnych mieszkańców (1613, 1630, 1697). Jeszcze gorzej postępowali sprzymierzeńcy. Cóż dopiero wrogowie! 17 lutego 1656 r. hr. Fabian zu Dohna pisał z Olsztyna do elektora branderburskiego: Można użalić się, że ten piękny kraj został przez kwatery zimowe doprowadzony do upadku. Żołnierze szwedzcy i brandersburscy zrabowali wtedy mieszkańcom komornictwa olsztyńskiego przeszło 1.000 koni. Wkrótce potem Olsztyn został spalony przez okupantów. Mimo to nakładali oni na mieszkańców kontrybucje i dopiero w 1658 r., po wyzwoleniu Warmii, król polski uwolnił miasto na 4 lata od wszelkich ciężarów wojskowych. Jednakże już w tym samym 1658 r. sprzymierzeni z Polakami Austriacy wyrządzili Olsztynowi i jego okolicom niesłychane szkody . Potem przez kilkadziesiąt lat wojny nie nękały tych stron, ale mieszkańcy nadał łożyli kilkaset florenów rocznie na kwatery zimowe dla wojsk, a podczas przemarszu wojsk branderburskich w latach 1665 i 1673 jeszcze dodatkowe kwoty, Tylko jeden raz, po wielkim pożarze w 1669 r., umorzono miastu trzecią część daniny rocznej. Podczas wojny północnej mieszczanie olsztyńscy płacili kontrybucje na rzecz wszystkich wojsk przewalających się przez miasto. Już w 1702 r. rada stwierdziła, że wyegzekwowanie od mieszczan zaopatrzenia dla żołnierzy saskich jest niemożliwe. W 1703 r. biedni ludzie w Olsztynie byli przez wojnę całkowicie ogołoceni ze wszystkich zasobów. Niemniej jednak, dowódca szwedzki domagał się ogromnej kontrybucji grożąc ogniem i mieczem. Gdy ultimatum nie pomogło, kazał aresztować burgrabiego i radę. W 1705 r. dług wojenny miasta wynosił przeszło 27.000 talarów. W następnym roku polscy oficerowie uwięzili burgrabiego i rajców Olsztyna, chcąc w ten sam sposób co Szwedzi, egzekwować daninę na kwatery zimowe. W 1708 r. Olsztyn spłonął podpalony przez Szwedów. Wkrótce potem spadła na miasto epidemia, całkowicie je wyludniając. Nie powstrzymało to jednak dowódców wojskowych od wymuszania dalszych kontrybucji.   W czasie wojny 7-letniej Polska była krajem neutralnym, jednakże Olsztyn kilka razy musiał płacić kontrybucję rosyjskim wojskom okupacyjnym. Kozacy rabowali mieszkańców.   Kontrybucje, rekwizycje, rabunki, pożary... W ciągu niesłychanie krótkiego czasu niszczyły one dobrobyt mieszkańców budowany długimi latami znojnej pracy. Wojny pozbawiały poza tym mieszkańców Olsztyna podstawowych źródeł zarobku. W czasie pokoju towary kupców i rzemieślników olsztyńskich wieziono lądem i wodą w odległe strony. Podczas wojen życie gospodarcze Olsztyna zamierało. W 1656 r. stwierdzono, że od czasu wojny ludzie nie budują domów, lecz przeciwnie, pozwalają im upadać i rozwalać się. W 1708 r., tuż przed wielkim pożarem miasta i wielką zarazą, burmistrz Olsztyna Jan Grosz i sekretarz Piotr Radik przybyli do Fromborka, aby kapitule warmińskiej w imieniu rady i gminy przedstawić pisemnie nędzny stan miasta, do jakiego ono doszło wskutek nakładanych kontrybucji i nieprzyjacielskich napadów. Stwierdzali oni, że w Olsztynie pozostał właściwie jedyny przedstawiciel zawodu kupieckiego, że wskutek braku łączności z miastami hanzeatyckimi handel jest bardzo utrudniony, a w wyniku takiego położenia miasto zmuszone jest do zaciągania olbrzymich pożyczek. W czasie okupacji rosyjskiej w latach 1758-1762, w miejskiej księdze protokołów handlowych nie odnotowano w Olsztynie ani jednego aktu kupna-sprzedaży. Pozbawieni dochodów z handlu i rzemiosła mieszczanie olsztyńscy mogliby od biedy utrzymać się z rolnictwa, bo przecież aż do połowy XIX stulecia, Olsztyn był miastem na pół rolniczym. Ale gdy zarekwirowano im bydło albo gdy zaczęło ono padać od zarazy, gdy do tego nie udały się żniwa, wówczas głód zaglądał mieszczanom w oczy. Największy panował bodaj w czasie wojny 7-letniej. Kraj zdziczał do tego stopnia, że sławna anegdota tych czasów o wilkach, które zjadły burmistrza na środku rynku, mogłaby pasować także do Olsztyna. Wygłodniałe stada tych zwierząt parokroć podchodziły pod samo miasto. Rajcy olsztyńscy pisali, że myśl o upadku miasta wyciska im łzy z oczu. Zwrot a lacrimis vix temperare possumus powtarzał się wówczas po parę razy niemal w każdej petycji władz miejskich Olsztyna do kapituły warmińskiej. Oczywiście, nie można traktować losów Olsztyna jako odosobnionych. Dzielił on je z całym krajem, cofniętym w swym rozwoju wskutek przesunięcia układu sił w handlu europejskim, krajem wyniszczonym przez wojny i zarazy oraz przez chaos wewnętrzny.   W XVIII w. w Olsztynie wzniesiono dwa pomniki upamiętniające klęski owych czasów. Jeden - poza Górnym Przedmieściem (ul. Kopernika, obok kościoła) - to figura Chrystusa trzymającego w ręku kulę ziemską, posiadająca na cokole napis: Domini Qui salvas et nostri Salvator Miserere Ad 1737. Drugi - to tak zwana Bożamęka, Chrystus upadający pod krzyżem. Ta figura umieszczona na Targu Końskim, tuż za murami miejskimi (skrzyżowanie ul. Warszawskiej, Śliwy i Jagiellończyka), nosiła polski napis „Idź za mną”. Trzeci tego rodzaju pomnik ufundowano w Olsztynie już w XIX w. - krzyż z napisem na postumencie: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas, Panie”. (ul. Grunwaldzka przy Kaplicy Jerozolimskiej).                    

  Olsztyn – dzieje miasta. – Andrzej Wakar.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Upadek miasta

niedziela, 29 stycznia 2012 21:42

16.         Upadek miasta   

W ciągu pierwszych pięciu stuleci dziejów Olsztyna, jego obszar nie ulegał zmianom. W wiekach średnich mury obronne stanowiły naturalną granicę dla rozwoju miasta. Później zaczęto budować także i poza nim. Powstały w ten sposób: Dolne Przedmieście tuż za mostem na Łynie, przy drogach do Olsztynka i Miłakowa oraz Górne Przedmieście z przeciwnej strony, za fosą. W 1783 r. obydwa liczyły 60 dymów i stanowiły mniej więcej piątą część miasta. Jednakże, otaczając zwartym pasem drogi równoległe do murów,  nie odmieniały one sylwety miasta oglądanej ze wzgórz pod Jarotami czy znad jeziora Ukiel.    Nad miastem górowały potężne budowle zamku i kościoła parafialnego. W cieniu tych budowli, na przestrzeni, która je dzieliła od siebie, toczyło się w wiekach XVII i XVIII życie mieszkańców Olsztyna. Z północy kresem miasta było Górne Przedmieście tuż za Bramą Górną, a z południa Dolne Przedmieście położone za Bramą Dolną.   Wszelako ta sceneria tylko pozornie wydawać by się mogła niezmienną. Sylweta miasta wyglądała przez wieki tal samo, identyczny był układ ulic i nawet podział parcel budowlanych. Jednakże inny widok rzucał się w oczy przybyszowi, który wjeżdżał do Olsztyna w początku XVII stulecia, a inny temu, który przybył pół wieku, wiek, czy półtora wieku później. Pierwszy oglądał pyszne renesansowe kamieniczki, drugi - rozpadające się rudery.    Liczba ludności Olsztyna podlegała w ciągu tych dwu wieków dużym wahaniom. W 1772 r. Olsztyn liczył 1770 mieszkańców, 1781 r. 2071. Dla lat wcześniejszych brak danych statystycznych. Niekiedy można było wyprowadzić wnioski na ten temat, np. na podstawie kwot kontrybucji płaconych przez miasto w czasie wojen. Jednakże takie ewentualne szacunki pochodziłyby, podobnie jak i opisy Olsztyna z lat 1772 i 1783, z czasów upadku miasta. W 1772 r. spośród 262 budynków mieszkalnych Olsztyna, tylko 36 były to kamienice mieszczańskie. Resztę stanowiły rozłożone na całej parceli "połówki" i "ćwiartki" (to znaczy domki zajmujące pół lub ćwierć parceli) orz budy drewniane. Jedenaście parceli było wtedy nie zabudowanych. W 1773 r. 24 budynki mieszkalne uznano za grożące ruiną, 107 - za wymagające naprawy. Co ulica to pole, co rynek to pustki. Sławne powiedzenie z sejmu konwokacyjnego z 1765 r. można do Olsztyna odnieść dosłownie. W 1769 r. rada zakazała zaorywania uliczek w mieście.   Inaczej musiało tętnić życie w Olsztynie u progu opisywanej epoki, gdy wznosiły się tu nawet trzypiętrowe domy, gdy brakło wolnych placów, gdy perfas et nefas zabudowano nawet parcelę naprzeciw zamku, która według przywileju lokacyjnego po wsze czasy miała być pusta. Możemy śmiało przypuścić, że przed serią klęsk żywiołowych, która w Olsztynie rozpoczął pożar z 1620 r., miasto osiągnęło liczbę ludności, jakiej nie udało mu się przekroczyć, aż do pierwszych dziesięcioleci XIX wieku. Nie omylimy się chyba, jeśli określimy ją na 3.000.   Rozwój liczebny ludności Olsztyna w wiekach XVII i XVIII ilustrować winna zatem nie krzywa powolnie wznosząca się ku górze, lecz linia łamana mająca punkt najwyższy na początku, a najniższy zapewne po zarazie z lat 1708-1710, podczas której zmarło podobno aż 2.000 mieszkańców.   W początku XVII w. w środkowej Europie miasta o takim zaludnieniu, jakie miał wówczas Olsztyn, uchodziły za dość duże. W końcu XVIII stulecia Olsztyn był małym miastem także i według ówczesnych kryteriów.   W wiekach XVII i XVIII Olsztyn podlegał silnym migracjom ludności. Można je śledzić już w XVI w. na podstawie losów jednostek. Opuścili wtedy miasto gorliwi zwolennicy reformacji, m.in. wielcy kupcy, Donat Sachs i Marcin Lack, oraz Łukasz David, później znany historyk. Po zarazie z 1572 r. przybyli do Olsztyna nowi obywatele, co wywoływało silne konflikty społeczne w sprawie podziału ziemi we Wsi Miejskiej (Buergersdorf).   Po wojnie 30-letniej, gdy w Niemczech zapanował pokój, Polska nękana była natomiast raz po raz wojnami i zamieszkami, sporo patrycjuszów olsztyńskich wyemigrowało, jak się wydaje do Rzeszy. Po zarazie z lat 1708-1710 nastąpił nowy napływ ludności do miasta. W końcu XVIII w. wielu mieszczan olsztyńskich emigrowało do Warszawy, gdzie też Antoni Blank zdobył sławę jako malarz i pedagog, a Dorota Sabellek, po wydaniu córki Wiktorii za hrabiego Grudzińskiego, spowinowaciła się z wieloma arystokratycznymi rodami polskimi, a nawet z domem carów rosyjskich. W końcu XVIII w. wśród mieszkańców Olsztyna prawie nie spotykało się rodzin mieszczańskich z początku XVII w. i vice versa.   Dwa wieki to okres długi. Wiele razy zmieniały się w ciągu niego liczba ludności Olsztyna, poziom życia w mieście, jego skład socjalny i narodowościowy, obyczaje i przyzwyczajenia mieszkańców.   Ludzie rodzili się i umierali. Żyli krótko. Księgi zgonów z parafii olsztyńskiej nie zachowały się, można jednak przypuścić, że wiek, jakiego dożywał przeciętny mieszkaniec Olsztyna w XVIII w., nie różnił się zbytnio od przeciętnego wieku, w którym umierali mieszkańcy Węgorzewa, Lamkowa czy Królewca. Mieszkańcy Węgorzewa umierali w 1781 r. przeciętnie w 16-tym roku życia, w 1782 r. - w 26-tym, w 1783 r. - w 21-szym, w 1784 r. - w 28-ym, w 1785 - 16-tym. W 1796 r. w Lamkowie chłopi umierali osiągając przeciętnie niespełna 25 lat, w katolickiej parafii Królewca zaś - 30. Pewnie, że przeciętną tę obniżała ogromna śmiertelność niemowląt. Jeśli jednak wyeliminuje się s tych obliczeń dzieci umierające w wieku do dwóch lat włącznie, przeciętna wieku dla 1796 r. podniesie się w Lamkowie do niespełna 38 lat, a w katolickiej parafii Królewca do niespełna 47. Tak samo krótko żyli w tych czasach na pewno też mieszkańcy Olsztyna. Jedynie dzięki wielkiej płodności kobiet powstała wtedy nadwyżka urodzeń nad zgonami, płaciły one wszakże za to dużą śmiertelnością przy połogach. Spośród niesłychanie licznej dziatwy, która co rok przychodziła na świat, niewielki odsetek dożywał lat 40-tu, 50-ciu. Wiek starczy był wyjątkiem.   

Według: Andrzej Wakar – Olsztyn-dzieje miasta. 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Władysław IV - król Polski

niedziela, 29 stycznia 2012 21:37

15.            Władysław IV – król Polski.   

Z 16 czerwca 1575 r. pochodzi pismo księcia Albrechta Fryderyka do administratora komornictwa olsztyńskiego, w którym to piśmie władca Prus Książęcych prosił o ułatwienie pracy na terenie Warmii Kacprowi Hennenbergerowi, sławnemu historykowi i kartografowi z XVI stulecia. Należy przypuszczać, że Hennenberger gościł wkrótce potem w Olsztynie. Być może, właśnie jego autorstwa jest stara mapa komornictwa olsztyńskiego, która w aktach kapituły warmińskiej przetrwała wieki.    Mapy Warmii mogły okazać się wkrótce użyteczne dla celów militarnych. Bo oto, po okresie stuletniego pokoju, jaki upłynął od ostatniej wojny z Krzyżakami, Warmia miała stać się na dwa wieki teatrem niemal nie przerywanych działań wojennych.    Inter arma silent Musae. Zamiast znakomitych ludzi pióra odwiedzać poczęli Olsztyn sławni wojownicy.   Ich poczet rozpoczął król polski Władysław IV. Gościł on na terenie Pomorza, Warmii i Prus Książęcych, w związku z wojną ze Szwedami.Pretekst do tej wojny stanowiły pretensje królów polskich z dynastii Wazów do tronu szwedzkiego. Cesarz i książęta niemieccy, król duński czy też car moskiewski takich pretensji nie zgłaszali, a mimo to na ich terytoriach lądowały desanty szwedzkie. Szwecja zamierzała bowiem konsekwentnie do opanowania całego wybrzeża Bałtyku, by przejąć kontrolę nad handlem bałtyckim i osiągnąć hegemonię w tej części Europy.   W lipcu 1626 r. Szwedzi zdobyli przyczółek w Piławie i stopniowo rozszerzali go, opanowali przejściowo Puck, a na dłużej Tczew, Elbląg, Braniewo i Frombork. Do Olsztyna nie dotarli, choć zapuszczali dalekie zagony aż za Kwidzyń i Brodnicę. W 1629 r. zawarli z Polską rozejm w Starym Targu (Altmak), mocą którego nadal okupowali zdobyte porty i miasta. Pobyt Władysława IV na Pomorzu przypadł na miesiące, w których 6-letni rozejm altmarski miał właśnie wygasać. W grudniu 1634 r. i w styczniu 1635 r. król przebywał w Gdańsku, w Tczewie i w Toruniu. Wrócił do Torunia  w połowie czerwca 1635 r. i stamtąd po miesiącu udał się do Królewca. Tam na 10 dni objął rządy Prus Książęcych w swoje ręce i wydawał rozkazy szlachcie i miastom z pominięciem księcia pruskiego. Tam – też z pominięciem księcia pruskiego – mianował swym namiestnikiem dla Prus Książęcych Jerzego Ossolińskiego. W ostatnich dniach lipca 1635 r. król wrócił do Torunia, skąd natychmiast wyjechał do obozu pod Kwidzyniem, gdzie z krótkimi przerwami przebywał do końca drugiej dekady września. Jeszcze raz wrócił nad morze w styczniu 1636 r., tym razem do Gdańska, skąd po z górą miesięcznym pobycie pojechał przez Krynicę Morską, Królewiec i Ragnetę do Wilna. Ze Szwecją był już wtedy (we wrześniu 1635 r.) zawarty w Sztumskiej Wsi rozejm na 26 lat. Wskutek tego Władysław IV stracił zainteresowanie dla Prus Książęcych i spraw morskich, tym bardziej że mocą układu rozejmowego okupowane do tej pory przez Szwedów miasta i porty zostały Polsce zwócone.    Inaczej zaś potoczyłyby się koleje historii, gdyby i nadal nad Pregołą wydawano rozkazy w imieniu króla polskiego i Rzeczypospolitej Polskiej.   Panuje pogląd, że Władysław IV jechał z Torunia do Królewca przez Olsztyn, Pruską Iławę i Miluzę. Ale to błąd oczywisty dla każdego, kto spojrzy na mapę i wie, że owa Miluza to Młynary (Muehlhausen). Takiej pokrętnej drogi nikt by nie obrał! Z listów Władysława IV natomiast wynika jasno, że król nie mógł ominąć Olsztyna w drodze powrotnej. Gościł tu zapewne 23 lipca 1635 r., bo już następnego dnia adresował list z Olsztynka. Władysław IV był jedynym królem polskim, który odwiedził Olsztyn w ciągu trzywiekowego polskiego władztwa  na Warmii. Prócz niego bywał w Olsztynie Stanisław Leszczyński, lecz pierwszy raz – jeszcze  przed koronacją, a drugi – jako król wygnaniec. Olsztyna dotyczy jeden list Władysława IV, disposicia do nieznanego adresata następującej treści: Gdy się będzie zbliżał czas wychodzenia inducyj, które od August I prorogowane są, chcemy żebyś W.T. żołnierza tego, który jest w Olsztynie, obrócił do Gutstadu (Dobrego Miasta), gdyż na tamtem miejscu jako bliskiem nieprzyjaciela jest potrzebniejszy niż w Olsztynie, który jest od nieprzyjaciela odległy. Stosować się tedy W.T. skutecznie do wolej naszej będziesz, i to uczynisz, co wielebny X. Biskup warmiński będzie rozumiał potrzebne i W.T. poda, starając się przy tem, żebyś miał zupełną liczbę żołdatów wedle listu przypowiedniego. W Toruniu, d. 21 Czerwca r.1635.              Według: Andrzej Wakar – Olsztyn-dzieje miasta.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Stanisław Hozjusz

niedziela, 29 stycznia 2012 21:33

11.                Stanisław Hozjusz 

 Dwa lata po śmierci Dantyszka biskupem warmińskim został Stanisław Hozjusz, ów poeta, który w 1525 r. poświęcił kilka strof hołdowi pruskiemu. Był to niewątpliwie jeden z najwybitniejszych mężów stanu XVI stulecia. Urodził się 5 maja 1504 r. jako syn mieszczanina krakowskiego. Po początkowych naukach w Wilnie zapisał się w 1519 r. na Akademię Krakowską, którą rok później przyznała mu tytuł bakałarza. Wkrótce potem rozpoczął twórczość literacką, drukując w 1525 r. u Wietora wiersze łacińskie Latina carmina, przepojone duchem renesansu. W 1529 r. udał się do Włoch, gdzie w sławnych uniwersytetach Padwy i Bolonii studiował prawo i literaturę klasyczną. W 1534 r. uzyskał tytuł doktora obojga praw.   Po powrocie do kraju był zrazu sekretarzem Piotra Tomickiego, znakomitego męża stanu epoki jagiellońskiej, wszystkich mądrych  ludzi protektora. W 1538 r. został sekretarzem królewskim, a w 1543 r. kierownikiem kancelarii koronnej.    Hozjusz już od 1527 r. był posiadaczem kilku dochodowych stanowisk kościelnych. W 1537 r. został kanonikiem warmińskim, a parę lat później dołączył do tego kanonie krakowską i sandomierską. Mimo to aż do 1543 r. był człowiekiem świeckim, nie przyjmował święceń i uchodził stale za zwolennika reformy Kościoła. W 1549 r. został wszakże biskupem chełmińskim, a dwa lata później biskupem warmińskim i w tymże czasie rozpoczął niesłychanie ruchliwą działalność, która uczyniła go głową obozu kontrreformacyjnego w Polsce, a wkrótce potem także jedną z czołowych figur tego obozu w całej Europie.   Dążył on do usuwania ewangelików z życia publicznego, domagając się zwołania soboru narodowego przez duchowieństwo polskie, słusznie obawiając się, że byłby to milowy krok o zerwania z Rzymem i utworzenia w Polsce Kościoła narodowego. Koncepcję Kościoła narodowego, posiadającą wówczas wielu zwolenników w Polsce w najwyższych kręgach świeckich i kościelnych, zwalczał niesłychanie ostro. W 1558 r. wyjechał do Rzymu. Podczas osboru w Trydencie, obrany w 1563 r. na jego przewodniczącego, bronił prerogatyw papiestwa i sprzeciwiał się jakimkolwiek ustępstwom wobec protestantów. Popierał świeżo założony zakon jezuitów i on to właśnie sprowadził ich do Polski, lokując w 1565 r. w Braniewie. W tymże roku wysuwany był jako kandydat na papieża. Po 5-letnim pobycie w Polsce wyjechał ponownie w 1569 r. do Rzymu. Od 1561 r. był kardynałem, w 1573 r. został mianowany wielkim penitencjarzem. Nadal starał się wpływać na sprawy polskie i z Rzymu słał do Stefana Batorego memoriały, by nie przestrzegał uchwal konfederacji warszawskiej z 1573 r. gwarantującej w Polsce wolność wyznania i sumienia. Zmarł 5 sierpnia 1579 r. w Capranica pod Rzymem.    Hozjusz poświęcił kilka lat życia na służbę dyplomatyczną dla Polski. W latach 1549 i 1550 posłował do Pragi, Niderlandówi Wiednia. W 1569 r. załatwiał we Włoszech sprawę spadku po Bonie. W nagrodę za tę działalność otrzymał w 1562 r. szlachectwo od Zygmunta Augusta. Otrzymał je później niż kapelusz kardynalski! Jawny to dowód niezależności ówczesnej Polski od Rzymu. Polski rządzonej wtenczas przez tego, który mawiał o sobie, że jest królem Polski, ale nie królem polskich sumień. Z perspektywy czasu także dyplomatyczną działalność Hozjusza ocenić trzeba ujemnie, ponieważ zmierzała ona do zbliżenia Jagiellonów z Habsburgami nie z racji interesów Polski, lecz z racji interesów Kościoła.  Hozjusz był znakomitym pisarzem. Wszakże od połowy swego życia ten niegdyś renesansowy poeta całkowicie poświęcił swe utalentowane pióro sprawie umocnienia katolicyzmu. Jego Confesio fidei catholicae christiana doczekała się 39 wydań jako programowe wyznanie wiary obozu kontrreformacji. Doczekała się też przekładów na francuski, niemiecki, angielski i czeski, ale nie na polski. Hozjusz pisał po łacinie. Język polski był jego zdaniem, tylko dla prostaków. Niemniej, trzy jego dzieła przetłumaczono jeszcze za życia autora na jego ojczystą mowę: Rozmowę o tym, godzi li się laikom kielicha, księżej żon dopuścić i służbę Bożą językiem przyrodzonym odprawować (1553), Księgi o jasnym, a szczerym słowie Bożym (1562) oraz Konfederacjej w Warszawie r. 1573 rozbieranie.   Z Warmią Hozjusz związał się od 1537 r. W tym czasie innym kanonikiem warmińskim był Mikołaj Kopernik, biskupem Jan Dantyszek, wkrótce przybyć miał tu tez Marcin Kromer. Ludzie ci spotykali się na ulicach warmińskich miasteczek.   W Olsztynie Hozjusz bawił kilkakrotnie przejazdem. W 1565 r. miał tu przeprowadzić inspekcję parafii, w końcu jednakże wydelegował wyznaczonych przez siebie wizytatorów. Sprawozdanie z tej wizytacji jest właściwie pierwszym obszerniejszym opisem ilustrującym życie Olsztyna. Kościół Św. Jakuba jeszcze nie miał wieży, na tak zwanym Dolnym Przedmieściu za Łyną natomiast wznosił się kościółek Św. Ducha i dwa małe szpitale. W bibliotece parafialnej wizytatorzy znaleźli prócz dzieł teologicznych, także poezje Petrarki. Budynek szkoły, położony przy murze obronnym, tuż za kościołem, wymagał naprawy.Szkoła miała charakter trivium. Uczyło się w niej 111 chłopców, przy czym biedniejsi „gratis”. Nauczycielem był jakiś Franciszek Rarkowski. Wikary parafii, ks. Sebastian Piegłowski z Mazowsza, co drugą niedzielę i we wszystkie święta uroczyste wygłaszał z ksiąg katolickich kazania polskie w szpitalu św. Ducha i w Gutkowie.  Hozjusz był chyba z wyników tej wizytacji niezadowolony. Proboszczem był tu dawny luteranin, dopuszczony do urzędu bez oczyszczenia z herezji.  Bractwa religijne zupełnie zeświecczały.  Bractwo Bożego Ciała bierze udział w piciu, nie troszcząc się zgoła o uczynki miłosierdzia. Statuty ich w większości są biesiadne i pijackie, te zachowują co do litery, te zaś, które dotyczą służby bożej,  pobożności i miłości bliźniego, przestrzegają zbyt opieszale i bez zapału. Powszechnie zawierano tak zwane matrimonia clandestina, to znaczy małżeństwa bez księdza i świadków, które Kościół z musu uznawał za legalne.   W 1565 r. Kościół nie sprawował zatem dyktatury duchowej nad mieszkańcami Olsztyna. Hozjusz i jego następcy poczęli zabiegać, by dyktaturę taką objąć.

Według: Andrzej Wakar – Olsztyn-dzieje miasta.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Jan Dantyszek

niedziela, 29 stycznia 2012 21:31

10.                  Jan Dantyszek 

 W 1528 r. został kanonikiem warmińskim z poręki biskupa Maurycego Ferbera. Ale z pewnością na życzenie króla Zygmunta Starego, inny znakomity człowiek tej epoki, pierwszy – jak o sobie mówił – poeta sarmacki, który uwieńczył swe skronie wawrzynem. Urodził się 1 listopada 1485 r. w Gdańsku. Jego ród był rzekomo szlacheckiego i rzekomo niemieckiego pochodzenia. Taki przynajmniej utrzymywał się mit w zbiedniałej rodzinie rzemieślniczej. Na ten mit tak dalece nikt nie zwracał uwagi, że już dziada poety nie nazywano owym szlacheckim nazwiskiem von Hoeffen, lecz wprost do jego zawodu – powroźnikiem, co gdańscy Niemcy tłumaczyli na Flaschbinder, a co poeta, gdy dorósł, przełożył zgodnie z modą na grekę: Linodesmon. Zarzucił jednak później i to nazwisko i podpisywał się Ioannes Dantiscus. Oznaczało to po łacinie Jana Gdańszczanina. Do historii przeszedł wszakże w polskiej wersji tego zlatynizowanego nazwiska jako Jan Dantyszek.   Trudno wyświetlić, czy w tej legendzie o szlacheckim i niemieckim pochodzeniu Dantyszka było jakieś ziarno prawdy. Szlachectwo dostał on później za swoje osobiste zasługi. Od najwcześniejszych zaś lat swego życia uczucie miłości do kraju i króla polskiego traktował jako zgoła naturalne, jakby wyssane z mlekiem matki.   Do powroźnictwa nie miał ochoty, za to wielką do nauki. W piętnastym roku zycia znalazł się na uniwersytecie krakowskim. Dzięki pomocy królewskiej odbył wielką podróż przez Danię, Niemy i Włochy, a potem Morzem Śródziemnym aż do Palestyny i Arabii. Po powrocie został sekretarzem koronnym i referentem spraw pruskich w kancelarii królewskiej. Natura mu wielki dowcip, applikacya niemniejszą naukę, długa peregrynacya większy poler przydała - pisał o Dantyszku Kasper Niesiecki. Tedy przez Zygmunta Starego został użyty do licznych posług dyplomatycznych. Brał udział w zjazdach króla z monarchami, przyczynił się do skojarzenia małżeństwa króla z Boną, jeździł w misjach politycznych do Rzeszy, Włoch, Anglii, Niderlandów, Hiszpanii i Francji. Był przyjmowany na audiencjach przez Henryka VIII i Franciszka I, a do cesarzy Maksymiliana i Karola V miał wolny wstęp. Zadaniem tych misji było pokrzyżowanie prób przymierza Habsburgów z Moskwą oraz przeciwdziałanie regeneracji zakonu krzyżackiego. Zadaniom tym sprostał świetnie. Jak  stwierdzano, dzięki poselstwom Dantyszka znaczenie Polski w świecie politycznym podniosło się znacznie. W latach 1524-1531 Dantyszek bawił w Hiszpanii na dworze Karola V jako pierwszy wprowadził szyfry do polskiej korespondencji dyplomatycznej.   Słusznie uchodzi Dantyszek za ojca dyplomacji polskiej. Sukcesy, jakie na tej drodze osiągnął dla Polski i dla siebie, były niebywałe i długo jeszcze miały procentować. Lecz on sam karierę polityczną traktował jako malum necessarium, jako zło konieczne. Inczej on, syn mieszczański, nie mógłby się wybić. Powołanie swego życia widział w służbie sztuce. Był poetą i marzył o tym, by imię jego jako poety pozostało nieśmiertelne.      Poezję uprawiano w Polsce już co najmniej wiek przed Dantyszkiem, ale on był pierwszym poetą polskim, który zdobył rozgłos w cłej Europie. Z rąk cesarza otrzymał wieniec laurowy, najwyższą nagrodę literacką dawnych czasów. Także szlachectwo dosta bardziej za swe triumfy poetyckie niż dyplomatyczne. Sukces zawdzięczał nie tylko niewątpliwie doskonaleniu opanowania formy wiersza. Także sposób wyrażania swoich idei potrafił świetnie dostroić do mody wprowadzonej świeżo przez humanistów. Popularności poezji Dantyszka i to sprzyjało. Że jej treścią były przeważnie aktualne etyczne i polityczne problemy. Pisana po łacinie, w języku międzynarodowym, poezja ta szybko, bo bez pośrednictwa tłumaczy, trafiała do czytelników od jednego do drugiego krańca Europy. Niestety, te walory, które uczyniły poezję Dantyszka drogą współczesnym, równocześnie przesądziły o nikłym jej znaczeniu dla potomnych. Po wiekach utworów poety nie da się czytać bez obszernego historycznego komentarza. Przy przekładzie z łaciny na języki nowożytne, posiadające inną melodię słów, poezja ta traci prawie cały swój czar. Humanistyczna maniera operowania metaforami zaczerpniętymi z mitologii greckiej i rzymskiej jest u niego wprost nieznośna. Z wierszy Dantyszka trwałą wartość mają chyba tylko niektóre jego elegie miłosne i pieśni patriotyczne.    Kochał on kobiety, wino i śpiew. Przyznawał się tylko do tego, że kocha śpiew, to jest poezję. Lecz już w Krakowie należał do środowiska, które nazywano bibones et comedones. Jego uczty hiszpańskie na które zapraszał wybitnych humanistów, gorszyły skąpą Bonę. Ślad jego licznych miłostek pozostał w wierszach. Piękny jest wiersz Do Grynei. W Hiszpanii z romansu z Izabelą del Gada miał syna i córkę. Kochał przyjaciół. Zaliczali się do nich Erazm z Rotterdamu, Tomasz Morus, Jerzy Sabinus i zdobywca Meksyku, Ferdynand Kortez.  Kochał ojczyznę. Cieszył się z jej zwycięstw, chlubił się nią przed obcymi, czcił jej króla.    Jakże wymowny był wiersz In exercitum Germanicum Polonos fugientem (Na wojsko niemieckie uciekające przed Polakami). Była to pieśń triumfalna z powodu zwycięstwa nad Krzyżakami, a jednocześnie szyderstwo z wojsk niemieckich, które w 1520 r. szły na pomoc Zakonowi, lecz pierzchły przed oddziałami polskimi. W tych samych dniach, w których Kopernik kierował obroną Olsztyna. Dantyszek znosił trudy życia obozowego w ostatniej wojnie przeciw Krzyżakom.   Dantyszek od lat był proboszczem w Gołąbiu, ale nominalnie. Nie przyjmował święceń kapłańskich i prowadził świecki tryb życia. Także kanonikiem warmińskim był właściwie nominalnie. Po powrocie jednak do kraju został w 1532 r. za protekcją królewską wybrany na biskupa chełmińskiego. Długo zwlekał z ingresem do Lubawy, co budziło podejrzenia. Oskarżano go o sprzyjanie herezji. Widywał się przecież z Marcinem Lutrem i Melanchtonem, przyjaźnił się z Erazmem, z Sabinem, krytykował papiestwo, gorszył się zatargami papieży z Florencją. Bronił go później Kasper Niesiecki: Żadna ztąd nota nie może paść na tego przezacnego prałata: bo z Erazmem i Łaski arcybiskupa Gnieźnieński i Krzycki [potem arcybiskup Gnieźnieński i Szydłowiecki kasztelan Krakowski kanclerz listownie korrespondowali, a przecież najmniejsza ztąd na nich cenzura nie padła, za cóż na Dantyszka?   W 1537 r. kapituła warmińska wybrała Dantyszka jako „osobę miłą królowi’ na biskupa Warmii. Powitanie nowego biskupa, połączone z hołdem stanów warmińskich, odbyło się 17 grudnia 1538 r. w Olsztynie. Następnego dnia Dantyszek był już w Lidzbarku Warmińskim. Potem raz jeszcze jechał w świat w misji dyplomatycznej. Kojarzył tym razem małżeństwo Zygmunta Augusta. Wracał w lipcu 1538 r. z Krakowa i znowu odwiedził Olsztyn. Prawdopodobnie gościł tu jeszcze wielokrotnie. 24 stycznia1541 r. pisał z Olsztyna list do kapituły warmińskiej, w którym dziękował za serdeczne ugoszczenie i hojne podejmowanie go na zamku olsztyńskim przez administratora. Pod Olsztynem znalazł się wtedy dla rozrywki, zwiedzał bowiem niektóre okolice komornictwa.    W Lidzbarku Warmińskim stworzył ośrodek nauki i sztuki. Posiadał tam wielką galerię malarstwa renesansowego. Chorował. Leczył go Mikołaj Kopernik. Istnieje fama o rzekomo złych stosunkach między tymi wielkimi ludźmi. Sławny wolnomyślny humanista Eneasz Sylwiusz Piccolomini, gdy został jako Pius II papieżem, powiedział: Aeneam recite, Pium recipite, odrzućcie Eneasza, przyjmijcie Piusa. Podobnej dewizy przestrzegał chyba i Dantyszek po konsekracji biskupiej. Przestał wielbić piórem wino, kobiety i śpiew, począł pisać hymny kościelne.On, który z powodu swych nieślubnych dzieci „wstyd połykał”. Rygorystycznie zmusił Kopernika do oddalenia kochanki, Anny Szyling, do której wielki astronom był szczerze przywiązany. Jednakże z 1541 r. pochodzi serdeczny list Kopernika do Dantyszka. W dziełku Kopernika o trygonometrii płaskiej i sferycznej, wydanym w 1542 r., zamiast przedmowy znajduje się wiersz Dantyszka, w którym autor zachęca młodzież do przestudiowania tej pracy jako wstępu niezbędnego dla zrozumienia astronomicznego dzieła uczonego z Fromborka. Dantyszek aprobował więc teorie Kopernika. Incydent z Anną Szyling, jeśli popsuł stosunki między nimi, to nie na długo.      Dzięki pomocy materialnej Dantyszka wielu młodzieńców z Warmii ukończyło studia. W ostatnich wierszach stawiał im siebie za odstraszający przykład. Jedynie służba Muzom jest w życiu coś warta, on zaś zbyt wiele hołdował Rozkoszy i Fortunie. Zmarł w Lidzbarku Warmińskim 27 października 1548 . Pochowano go we Fromborku.

Według: Andrzej Wakar – Olsztyn-dzieje miasta.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Olsztyn w dobie wojen polsko-krzyżackich. Związek Pruski. Traktat Toruński.

niedziela, 29 stycznia 2012 21:29

9.     Olsztyn w dobie wojen polsko-krzyżackich.

        Związek Pruski.

        Traktat Toruński.

Ziemie kościoła naszego – stwierdzał w połowie XV wieku dziekan kapituły warmińskiej, historyk Jan Plastwich – Zakonowi nie podlegają [...] Pan Wielki Mistrz i jego Zakon są tylko naszymi opiekunami. Miłości do tego opiekuna nie było. Już w akcie otwierającym dzieje Olsztyna, w dokumencie lokacyjnym z 1353 r., specjalnym przepisem wyłączono zakonników od prawa posiadania, nabywania i przyjmowania w darowiznę parcel i domów w mieście. Przepis był wprawdzie ogólny, lecz z pewnością ostrzem swym wymierzony przeciw Krzyżakom, podobnie jak wcześniejszy przepis wyłączający członków Zakonu od prawa zasiadania w kapitule warmińskiej. Niemniej, Olsztyn, podlegając nadzorowi wojskowemu Krzyżaków, został wplątany w wojny, które Zakon prowadził przeciw Królestwu Polskiemu.   Wśród kilkudziesięciu sztandarów, które legły w prochu i w pyle na pobojowisku grunwaldzkim, znajdował się także sztandar, pod którym walczyli rycerze z należących do kapituły warmińskiej komornictw Olsztyna i Pieniężna (Melzaku). W ten sposób Olsztyn trafił po raz pierwszy na karty historii polskiej. Wkrótce miał być zapisany na nich po raz wtóry.   Dwa dni po bitwie grunwaldzkiej, 17 lipca 1410 r., Jagiełło stanął pod Olsztynkiem. Zamek i miasteczko poddały się królowi bez walki. Tegoż dnia przybył do Jagiełły poseł biskupa warmińskiego z prośbą, aby król, uważając go za pokonanego i poddanego swojej władzy, nie dozwolił palić i niszczyć dóbr jego biskupich. Król w odpowiedzi posłańcowi rzekł, że do prośby biskupa przychylić się nie może, gdy sam poseł miany jest z człeka podejrzanej wiary, uczyni mu jednak zadość, jeśli biskup osobiście przybędzie i sam z nim dobrami swymi podda się jego władzy. Żądanie króla zostało spełnione dziesięć dni później, gdy przed zamkiem malborskim biskup w imieniu kapituły i poddanych potwierdził, że chce uważać Najjaśniejszego Księcia i Pana panującego Władysława, króla Polski i Najwyższego Księcia Litwy, Dziedzica Rusi itd. za prawowitego pana i właściciela ziemi pruskiej. Krzyżacy nigdy mu tego nie darowali. Nie podal   Tymczasem 18 lipca 1410 . przednie oddziały wojsk Jagiełły podsunęły się pod Olsztyn, który bez walki otworzył przed nimi swoje bramy. Natomiast sam król z główną częścią armii ruszył spod Olsztynka na Morąg i Pasłęk, a potem na Elbląg i Malbork, opuściło go szczęście wojenne, także – jak stwierdził Długosz – sławne owo i pamiętne pod Grunwaldem zwycięstwo na nic prawie, owszem, na sromotę wyszło, gdyż żadne królestwu polskiemu nie przyniosło korzyści.   Krzyżacy nie dotrzymali warunków pokoju. Wybuchła nowa wojna. 17 lipca 1414 r. Jagiełło pod Zakroczymiem złączył swe z oczekującymi go wojskami litewskimi, ruskimi i tatarskimi, które przywiódł Witold. Było to liczne i potężne wojsko, że ani we wcześniejszych, ani w późniejszych wyprawach nie miał król tak wielkich sił zebranych, nie było bowiem nigdzie dość obszernego pola, które by całkowity obóz mógł pomieścić mogło. Z tym wojskiem ruszył Jagiełło na Nidzicę. Zamek i miasto zostały zdobyte po 8-dniowym oblężeniu. Olsztynek poddał się natychmiast. Stamtąd przesunęły się wojska Jagiełły pod Olsztyn. Zamek i miasto jakiś czas opierały się królowi, wszelako przemagającą siłą zostały zdobyte. Według źródeł krzyżackich ułatwił Polakom zdobycie miasta Filip Wildenaw. Był on pewnie członkiem antykrzyżackiego sprzysiężenia, pochodził z Mazowsza. Także za jego sprawą Polacy zdobyli wówczas Pasym i Olsztynek.   Mieszkańcy Olsztyna narazili się czymś na gniew królewski, bo Jagiełło zawsze łagodny dla zwyciężonych a bezlitosny wobec swoich, którzy by chcieli plądrować i swawolić, tym razem wydał miasto wojsku na rabunek.   Pomni klęski grunwaldzkiej, Krzyżacy uchylali się bitwy w otwartym polu, zamykali się w potężnych warowniach, a młyny i magazyny, zwłaszcza w miejscach, przez które spodziewano się pochodu wojsk, podpalali, żeby wojska te narazić na niedostatek żywności. I tak wojna roku 1414 przeszła do historii pod nazwą głodowej.   Przez 5 dni stał król obozem pod Olsztynem, gdzie w najlepszych młynach na rzece Łynie (Halla) z jego rozkazu wojsko zaopatrzyło się w potrzebną żywność. Potem rzeczony zamek Olsztyn oddawszy w zarząd rycerzowi Dzierżkowi z Włostowic, postąpił pod warowne Dobre Miasto (Guttenstatt). Pod Lidzbarkiem Warmińskim znalazł się 15 sierpnia 1414 r., lecz zamku nie zdołał zdobyć. Potem rozpuściwszy zagony aż po Frombork, z głównym trzonem armii przesunął się pod Krzyżbork, następnie zaś  pod Pasłęk. Wojsko cierpiało wskutek głodu i chorób. Witold usunął się na Litwę. Jagiełło cofnął się na południe. Bliżej własnych źródeł zaopatrzenia. Zdobył Prabuty i Biskupiec Pomorski, obległ Brodnicę. Tam przyjął złożoną przez nuncjusza papieskiego propozycję polubownego załatwienia sporu przez sobór w Konstancji.   Pamiątką pobytu Jagiełły jest kilka nazw fizjograficznych pod Olsztynem. Las pod Olsztynkiem, w którym biwakował Jagiełło, nosi od wieków nazwę Jagiełek. Taką samą nazwę ma jezioro położone tuż przy tym lesie. Również nie opodal Olsztyna, na północo-wschód od Dorotowa, pewnie obok miejsca obozu Jagiełły z 1414 r., położone jest jezioro o nazwie Jagiełek (niem. Jagiellek, gwarowe Jogełek). W połowie XX stulecia zupełnie przypadkowo trafnie nazwano jedną z ulic olsztyńskich imieniem Władysława Jagiełły. W wieku XV bowiem, inaczej niż po stuleciach. Tamtędy właśnie przebiegał trakt z Olsztyna do Dobrego Miasta. Na tej ulicy więc przed wiekami, w 1414 r., podnosił się kurz spod kopyt konia, który niósł zwycięzcę spod Grunwaldu.
Związek Pruski. Obrona Olsztyna. Znowu w                                 rękach Krzyżackich.   Jagiełłowe kampanie z lat 1410 i 1414 nadwątliły siły Zakonu, ale ich nie złamały. Krzyżacy nie zwrócili niemal piędzi ziem zagrabionych Polsce. Dopiero pół wieku po Grunwaldzie gmach państwa zakonnego zawalił się z trzaskiem, bardziej zresztą nie od uderzenia z zewnątrz, lecz podminowany nienawiścią, jaką żywili do Krzyżaków ich poddani. Oni to właśnie związali 14 marca 1440 r. stowarzyszenie, by stać wiernie jedni przy drugich w sprawach słusznych dla obrony przed przemocą życia i mienia, po to, by nikt nie był uciskany z miast, mieszczan i mieszkańców wbrew prawu, wolności i listom. Pod aktem erekcyjnym tej organizacji zwanej Związkiem Pruskim, przywiesiło swe pieczęcie 53 przedstawicieli szlachty i 19 miast. Olsztyn przystąpił do Związku 5 maja 1440 r.   Między Zakonem a Związkiem Pruskim przez kilkanaście lat trwał stan zimnej wojny. Związek wzmacniał się, posiadał swe władze, finanse składające się z kwot łożonych na jego rzecz przez miasta. Zakon raz szukał kompromisu, to znów chwytał się represji. Wreszcie  w 1453 r. uzyskał wyrok cesarza. Związek miał być zdelegalizowany, członkowie jego skazani na wysokie kary pieniężne, a trzysta nie wymienionych z nazwisk przywódców Związku mieli gardłem zapłacić za swą działalność.   W odpowiedzi na to 4 lutego 1454 r. wybuchło w państwie zakonnym powstanie, a 20 lutego tegoż roku stanęło w Krakowie poselstwo reprezentujące rady 56 miast i szlachtę tych ziem. Przywódca poselstwa, rycerz spod Ostródy, Jan Bażyn (Bażyński), wygłosił do króla Kazimierza Jagiellończyka mowę, w której przedstawił gwałty i okrucieństwa krzyżackie oraz błagał, by król raczył przyjąć mieszkańców krzyżackiego państwa za Jego i Jego Królestwa wszystkich poddanych i hołdowników i wcielił na nowo do Królestwa Polskiego, od którego są oderwani.   W tym samym czasie powstał memoriał zawierający skargę miast na Zakon za jego wiele złych sprawek. Miasta uskarżały się na ucisk i samowolę krzyżacką. Stwierdzały, że Zakon w zamiarze podboju Polski wciągnął kraj do wielu niesprawiedliwych wojen, że zakonnicy krzyżaccy gwałcili żony i córki mieszczan itd. Skargę tę podpisała m.in. rada Olsztyna.   Tymczasem powstańcy zdobywali jeden zamek po drugim. Krzyżakom pozostały tylko Chojnice, Malbork i Sztum. W Olsztynie mieszczanie pod wodzą Baltazara ze Skajbot zmusili administratora komornictwa olsztyńskiego do wydania kluczy zamkowych przedstawicielom Związku Pruskiego. Jednakże Krzyżakom przyszły na pomoc posiłki z Rzeszy. Kazimierz Jagiellończyk zabiegł im drogę pod Chojnicami, lecz poniósł klęskę. Wojna przeciągnęła się. 16 października1454 r. komtur krzyżacki z Elbląga wystosował do rady Olsztyna ultimatum. Żądał natychmiastowego poddania się. Groził, iż w wypadku odmowy Krzyżacy ukarzą mieszczan ogniem i mieczem, zniszczą ich wygubią jako zdrajców i zbrodniarzy. Ultimatum odrzucono. Komendant zamku Baltazar ze Skajbot, kazał zerwać most na fosie i zapowiedział, że zamek, póki będzie nim dowodził, nie wpadnie w ręce krzyżackie.   Na wiosnę 1455 r. sytuacja Olsztyna stała się rozpaczliwa. Wówczas przypomniano sobie, że prawowitymi panami miasta są kanonicy warmińscy. W ich ręce oddano sprawę rokowań z Krzyżakami.   W Olsztynie przebywało podówczas kilku członków kapituły warmińskiej. Jedni z nich zajmowali życzliwe, drudzy – jak wspomniany Jan Plastwich – wrogie Krzyżakom stanowisko. I jedni, i drudzy byli wszakże ze sobą zgodni, że po obsadzeniu przez najemników krzyżackich wszystkich sąsiednich miast i zamków – Olsztyna nie da się obronić. Po długich pertraktacjach podpisano akt kapitulacji i 17 lipca 1455 r. oddziały zakonne wkroczyły do Olsztyna.   Warunki układu, którymi warowano, że kanonikom pozostawione będzie prawo doboru komendanta miasta, nie zostały dotrzymane. Dowódca krzyżacki, Jerzy Schlieben, skonfiskował cały osobisty majątek członków kapituły: konie, suknie książki, złoto, srebro pieniądze, wszelkie naczynia kościelne i biskupie szaty pontyfikalne. Uwięził kanoników w zamku, a potem wywiózł do Reszla.   Kapituła warmińska zaniosła skargę do papieża. Schlieben na bullę papieską odpowiedział, że nie ma przy sobie żadnych doktorów ani wielce uczonych, którzy by mogli mu tę łacińską kartkę przetłumaczyć i głosił, że popom niepotrzebne są zamki, wystarczyć im powinna sutanna. Na próbę pośrednictwa podjętą przez wielkiego mistrza zagroził, że wyda zamek w ręce polskie. Dopiero po wieloletnich targach i szantażach w 1461 r. Schlieben zwrócił kapitule część zrabowanych skarbów i opuścił Olsztyn.   Nieco wcześniej. W 1457 r. zmarł biskup warmiński Franciszek Kuhschmalz. Ci kanonicy warmińscy, którzy znajdowali się wówczas w Królewcu, wybrali na jego miejsce kandydata, jakiego sobie życzył wielki mistrz krzyżacki, ci którzy bawili w Gdańsku – kandydata miłego królowi polskiemu. Sześciu kanoników przebywało w Głogowie, poza terenem działań wojennych. Wybrali oni na biskupa znakomitego humanistę włoskiego, wolnomyślnego poetę i historyka Eneasza Sylwiusza Piccolominiego i uzyskali aprobatę papieską do tego wyboru. Eneasz Sylwiusz faktycznie nie objął rządów w diecezji warmińskiej, ponieważ Kazimierz aczJagiellończyk nie pozwolił dopuścić go do niej obawiając się, by nie poparł on sprawy Krzyżaków.   Parę miesięcy później w 1458 r., Eneasza Sylwiusza wybrano na papieża jako Piusa II. Wtedy z wolnomyślnego pisarza przeistoczył się on wkrótce w rzecznika konserwatywnych prądów w Kościele. Był on pierwszym w ciągu dziejów biskupem z ziem polskich, któremu udało się osiągnąć tiarę papieską.   Na swego następcę w diecezji warmińskiej Eneasz Sylwiusz  wyznaczył swego sekretarza Pawła Legendorfa. Nowy biskup wywodził się z ziemi chełmińskiej, ze środowiska wrogiego Krzyżakom. Jego ojciec był członkiem Związku Pruskiego, brat zaś poległ w walce z Zakonem. Legendorfowie używali też nazwiska Mgowskich, od swej rodowej posiadłości Mgów. Matką biskupa była Polka, Kościelecka z domu. Eneasz Sylwiusz zalecił Pawłowi zachowanie neutralności w wojnie polsko-krzyżackiej. Gdy jednak sytuacja na frontach zaczęła się układać niepomyślnie dla Zakonu,  biskup Paweł uzyskał większą swobodę politycznych ruchów i postanowił wymanewrować dominium warmińskie z wojny. 16 marca 1464 r. poddał on Warmię pod zwierzchnictwo Polski. Wojna z Zakonem toczyła się jeszcze dwa i pół roku. Po zawarciu drugiego pokoju toruńskiego, Warmia znalazła się w granicach Rzeczypospolitej.   Długoletnia wojna zrujnowała handel i rzemiosło Olsztyna. Najemnicy krzyżaccy wielekroć rabowali dobytek mieszczan. W 1463 r. Olsztyn został zdobyty przez oddziały zbrojne z Pasymia i Nidzicy. Miary nieszczęść dopełniły zaraz i dwa wielkie pożary: 1459 i 1463 rok. Traktat Toruński. Biskupi warmińscy. Wojna 1519-1521. Sekularyzacja Zakonu i hołd pruski.   W traktacie pokojowym w Toruniu 19 października 1466 r. wielki mistrz krzyżacki stwierdzał: Ziemie wszystkie nasze, które teraz dzierżymy, Królestwu Polskiemu na wieki przyłączamy, złączamy, zjednoczamy i wcielamy tym sposobem i względem, aby my i wszystkie ziemie nasze, i ludzie mieszkający w Prusach na dalsze czasy stanowili z Królestwem Polskim  jedno i nierozdzielne ciało, jeden lud. Pod bezpośrednie władanie polskie przechodziły jednakże tylko Pomorze Gdańskie i ziemia chełmińska i malborska. Warmią nadal rządził biskup. Ziemie te – zwane Prusami Królewskimi – stanowiły integralną część Królestwa Polskiego, aczkolwiek posiadały samorząd dzielnicowy. Podległość wobec Królestwa reszty ziem państwa krzyżackiego, zwanych Prusami Zakonnymi, była słabsza. Rządził nimi nadal wielki mistrz krzyżacki jako lennik polski. Zobowiązywał on pokojem toruńskim króle polskie i Królestwo Polskie za naszą głowę i pana zwierzchniego wyznawać, przy nim stać na wojnach, okrom wiadomości jego nie wystawiać jakich przymierz, zapisów albo postanowienia.   Warmia rozcinała Prusy Zakonne na dwie części, terytorialnie związane ze sobą jedynie na południu wąskim pasem lasów napiwodzkich. Krzyżacy więc, żeby wcielić w życie swe plany odwetu, musieli przede wszystkim opanować ten kraj lub poddać go swej kontroli. Dlatego zabiegali o stworzenie na Warmii przychylnego sobie stronnictwa. W wyniku tych zabiegów udało im się pozyskać dla siebie kapitułę warmińską. Po śmierci Pawła Legendorfa wybrała ona na biskupa Mikołaja Tungena, stronnika Zakonu.   Kazimierz Jagiellończyk, który miał na ten urząd własnego kandydata, odmówił uznania Tungena i nie zezwolił mu na ingres do diecezji. Jednakże biskup, poparty przez Krzyżaków, zawładnął w latach 1472-1474 Warmią i usunął z niej polskie załogi. Jednocześnie Krzyżacy dokonali agresji na ziemię chełmińską. W 1478 r. nastąpiła polska kontrakcja. W wyniku krótkiej, choć wyniszczającej kampanii, zwanej wojną księżą, wojska polskie opanowały Warmię. Biskup i wielki mistrz krzyżacki upokorzyli się przed królem i uzyskali przebaczenie. Kazimierz Jagiellończyk zastrzegł jednak, że na biskupa warmińskiego musi być zawsze wybierana osoba miła królowi polskiemu i zawarował sobie najwyższe sądownictwo na Warmii.   Po śmierci Taugena kapituła z 1488 r. wybrała biskupa znowu bez porozumienia z królem uzasadniając, że jej kandydat Łukasz Watzenrode, syn toruńskiego rajcy, członka Związku Pruskiego, powinien być „osobą miłą” polskiemu władcy. Kazimierz Jagiellończyk był oburzony. Chciał on w stolicy biskupiej osadzić swego syna Fryderyka, a potem przeforsować go na urząd wielkiego mistrza Zakonu. Tym samym sprawa krzyżacka byłaby załatwiona. Zakon musiałby bowiem przeistoczyć się w powolne narzędzie polityki polskiej. Tymczasem samowola kapituły warmińskiej pokrzyżowała te plany. Dlatego król nie chciał uznać wyboru Watzenrodego, natomiast synowie i następcy Kazimierza, Jan Olbracht, Aleksander i Zygmunt Stary, dopuścili go do łask im uczynili  najbliższym doradcą w sprawach pruskich, Łukaszowi Watzenrodemu, wujowi Mikołaja Kopernika, nadano wówczas na dworze królewskim, zaszczytny tytuł ojca ojczyzny.   Po śmierci Watzenrodego zawarto w 1512 r.  układ w Piotrkowie, regulujący spraw wyboru biskupów warmińskich. Kapituła miała po śmierci biskupa przedstawiać królowi polskiemu personalia wszystkich szesnastu kanoników warmińskich, on zaś spośród nich wybierał cztery miłe mu osoby. Kapitułą z tych czterech powoływała jedną na urząd biskupi, papież zaś wybór zatwierdzał. W praktyce królowie polscy w czwórce ”osób im miłych” na pierwszym miejscu stawiali kandydata, którego chcieli widzieć w stolicy biskupiej w Lidzbarku Warmińskim, na pozostałych zaś trzech miejscach osoby, których wybór nie mógł wchodzi w rachubę z powodu ich zbyt młodego lub zbyt podeszłego wieku albo przeszkód kanonicznych. Po układzie piotrkowskim wpływ królów polskich na obiór biskupów warmińskich stał się decydujący. I odtąd autonomia Warmii przestała być kartą, którą można było wygrać przeciw Polsce.   Wkrótce potem załatwiono również, choć mniej pomyślnie, sprawę Prus Zakonnych.   Na początku XVI stulecia urząd wielkiego mistrza krzyżackiego piastowali kolejno Fryderyk książę saski (1498-1510) i Albrecht Hohenzollern z rodu margrabiów branderburskich (1510-1525). Obaj odmawiali złożenia hołdu królom polskim. Fryderyk bawił w państwie zakonnym rzadko, bardziej zajęty sprawami własnej ojczyzny. Albrecht natomiast wyraźnie dążył do odbudowy dawnej potęgi krzyżackiej. Musiało to doprowadzić do wojny z Polską. Wybuchła grudniu 1519 r. i trwała do kwietnia 1521 r., przerwana raz w 1520 r.paromiesięcznym zawieszeniem broni. Walki toczyły się na rozległym terytorium między dolną Wisłą a Łyną i Pregołą, znowu jednak najbardziej ucierpiała Warmia. Krzyżacy zdobyli Braniewo, Ornetę i Dobre Miasto, spalili Frombok, oblegli Lidzbark Warmiński. W styczniu 1521 r. z miasta Jezioran mistrz nie wyniósł żadnych korzyści, lecz kazał to biedne miasteczko spalić. Barczewa nie mógł szturmować ze względu na obfitość rozlanych wód, lecz oddawszy jeden strzał bezskutecznie próbował, czyby się mieszkańcy nie zechcieli poddać. Odstąpiwszy stąd, podciągnął na Olsztyn, lecz wysiłek ten nie przyniósł mu żadnych korzyści. Jednakże siedem wsi zniszczył ogniem. I tak kusił się on o Olsztyn, Barczewo, Reszel i Jeziorany – wszystko dobra biskupie, lecz nie było nikogo w miastach, kto by go chciał wpuścić, więc poszedł precz. Przez komornictwo olsztyńskie wojska krzyżackie ciągnęły paru szlakami. Jedne szły od Barczewa wzdłuż jeziora Wadąg do Rózgit i Spręcowa, a potem przez Dywity do Olsztyna i stamtąd przez Likusy, Jonkowo i Warkały, Wrzesinę na Gietrzwałd, gdzie wielki mistrz zatrzymał się na krótki popas, drugie przez Klebark Mały, Bartąg, Stawigudę i Gryźliny. 21 stycznia 1521 r. Albrecht był już pod Nowym Miastem. Wojnę zakończono czteroletnim rozejmem. Albrecht udał się do Niemiec. Tam stwierdził, że nie może liczyć na bardziej efektywną pomoc dla Zakonu ze strony cesarza i książąt, ponieważ Rzeszę już zaczęły rozdzierać wewnętrzne sprzeczności epoki reformacji. Przyjęty przez Marcina Lutra w Wittenberdze, dał mu się przekonać, że rycerz i zakonnik w jednej osobie to twór hermafrodytyczny, twór głupiej i przewrotnej reguły, że Zakon należy rozwiązać, a państwo zakonne zmienić w świeckie. Wróciwszy do Prus zaczął bezzwłocznie wcielać rady Lutra w życie. Jednocześnie nawiązał rokowania w sprawie zakończenia wojny z Polską. Efektem tych rokowań był traktat krakowski z 8 kwietnia 1525 r., połączony ze sławnym hołdem pruskim, który Albrecht składał Zygmuntowi Staremu już jako dziedziczny, świecki książę w Prusiech.   Współczesny tym wypadkom Andrzej Krzycki, wybitny poeta i dostojnik Kościoła, napisał w pięknej i prostej książeczce apologię hołdu pruskiego. Dołączył do niej parę strof wstępu do czytelnika młody Stanisław Hozjusz, późniejszy biskup warmiński, a wówczas sekretarz królewski:  Któż łaskawszy niż polski król niezwyciężony          Powiedz proszę, co zbożne czyny ryjesz  Chociaż mógł aż do końca wytoczyć krew wroga,         I dłonią z gardła wydobyć, co wzięli,  Powstrzymał się i przyjął z wielką uprzejmością        Tego, co chciał mu wyrwać jego trzewia [...]   Po wiekach panująca stała się opinia, że dla chwilowej korzyści i miłego pokoju podpisano hańbiący traktat, który niejako był przyznaniem, że Polska żadnej wielkiej sprawy podjąć i przeprowadzić nie zdoła.   Sąd to nie był zbyt sprawiedliwy. Nie brał pod uwagę, że jednocześnie z rozpoczęciem obrad senatu nad propozycjami Albrechta do Krakowa doszła wiadomość o straszliwej klęsce Francuzów w walce z cesarzem Karolem V pod Pawią. Jasne się stawało, że przedłużanie wojny z Zakonem wystawi Polskę na ponowną interwencję cesarstwa, tym razem skuteczniejszą, gdyż uwolniło ono sobie ręce na Zachodzie. Tymczasem godząc się na wprowadzenie protestantyzmu w Prusach, Polska pozbawiała Albrechta poparcia jego protektorów: cesarza i papieża. Bez oparcia na Zachodzie , które niegdyś decydowało o potędze Zakonu, Albrecht stawał się książątkiem zupełnie zależnym od króla polskiego od komisarzy królewskich, od sejmu pruskiego, książątkiem, które wobec Rzeczypospolitej było tak samo bezbronne jak książęta mazowieccy władający jeszcze wówczas Warszawą. Po wiekach następcy Albrechta wzrośli w siłę, gdy połączyli Prusy z Brandenbugią. Podczas wojen szwedzkich posiadali w swych rękach kluczowe pozycje nad Bałtykiem, Ale kto ma dar przewidywania o jedno stulecie naprzód?I tak po wieku wojen Warmia miała zażyć dobrodziejstw wieku pokoju.

Według: Andrzej Wakar- Olsztyn-dzieje miasta.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Zamek i kościół Św. Jakuba.

niedziela, 29 stycznia 2012 21:26

8.              Zamek i kościół Św. Jakuba.  

W 1404 r. Olsztyn miał już radę, przeto też i głowę miasta: burmistrza. Ale w średniowiecznym Olsztynie nie rajcy i nie burmistrzowie mieli najwyższe znaczenie. O wiele większą władzą i powagą cieszyły się dwie inne osoby: pierwsza to administrator komornictwa olsztyńskiego, kanonik, członek kapituły warmińskiej będący jej namiestnikiem w grodzie nad Łyną, druga to proboszcz. Do tej dwójki dołączył się jeszcze od połowy XVI stulecia wikary parafii olsztyńskiej.   Pierwszym znanym z dokumentów administratorem komornictwa olsztyńskiego był niejaki Wojciech z Kalwy (1404). W 1452 r. proboszczem olsztyńskim był jakiś Jan Runge. Począwszy od 1516 r. znamy nazwiska jej wikarych. Niestety, dość często się zdarza, że ludzie piastujący oficjalne godności i korzystający z najwyższych splendorów, bynajmniej nie należą do rzędu najwybitniejszych osobistości swej epoki, swej społeczności. Ci, którzy w wiekach XIV, XV i XVI sprawowali w Olsztynie rząd dusz i ciał, byli to – z jednym, jedynym wyjątkiem – ludzie najzupełniej bezbarwni, absolutnie zasługujący na przemilczenie i zapomnienie.   Historia zachowała jednakże dla potomnych nazwiska bez znaczenia, a przemilczała kilka nazwisk jednostek naprawdę znakomitych, które w owym czasie nad Łyną mieszkały i działały.   Zamek olsztyński i olsztyński kościół Św. Jakuba to arcydzieła budownictwa. Zostały wzniesione przez architektów dużej miary, którym nie można odmówić talentu, solidnego wykształcenia i śmiałego umysłu. Liczne pokolenia wyrastały w cieniu tych budowli, według nich kształtując sobie kryteria artyzmu. A przecież, choć można zestawić prawie kompletną listę administratorów czy proboszczów, którzy w tych budowlach rezydowali i gospodarzyli, imiona i nazwiska ich projektantów i twórców pozostały nieznane. Któż wie zresztą, ile było tych nazwisk? Obie budowle wzniesiono mniej więcej w jednakowym czasie. Może więc były dziełem jednego genialnego, a bezimiennego artysty z Olsztyna? Jeśliby jednak tak było, stwierdzić wówczas by należało, iż miał on godnych uczniów czy kontynuatorów, by przecież i zamek, i kościół Św. Jakuba konsekwentnie rozbudowywano i upiększano w ciągu dwu wieków, a oprócz tego wzniesiono jeszcze w komornictwie olsztyńskim kilka pięknych, acz o całą klasę skromniejszych pomników gotyku.   Zamek zbudowano w latach 1346-1353. Początkowo składał się tylko z jednego skrzydła, z północno-wschodniej strony czworokątnego dziedzińca. Dojście do zamku, otoczonego grubym murem i fosą, prowadziło przez most zwodzony od strony Łyny. W zachodnim narożniku dziedzińca wzniesiono kwadratową wieżę. W akcie lokacyjnym Olsztyna z 1353 r. nie wspomniano jeszcze o kościele, a jedynie o wyznaczeniu miejsca pod jego budowę.   Obie budowle w ciągu wieków uległy licznym przebudowom. W XV wieku wzniesiono południowo-zachodnie skrzydło zamku. W 1500 r. rozpoczęto przebudowę wieży, nadając jej okrągły kształt na czworokątnej podstawie i wysokości 40 metrów. Jednocześnie mury obronne podwyższono do wysokości 12 metrów i uzupełniono je drugim pasem niższych murów, wzmocnionych basztami. System zamkowych murów połączono częściowo z murami miejskimi, przez co zamek stawał się jak gdyby potężnym bastionem wysuniętym poza miasto i broniącym do niego dostępu. W skrzydle północno-wschodnim obok dawnej kaplicy z XIV wieku, przykrytej sklepieniem żebrowym, w dwu dalszych pomieszczeniach wykonano na przełomie wieków XV i XVI piękne sklepienie kryształowe. W skrzydle południowo-zachodnim zamku zbudowano w pierwszej połowie XVI wieku kaplicę Św. Anny, dając tu sklepienie sieciowe o bardzo skomplikowanym rysunku gwiazd wypełniającym dwie podwieszone czasze sklepienia. W 1758 . doprowadzono do zamku dojazd od strony miasta i zbudowano z tej strony skrzydło pałacowe, jednocześnie likwidując podgrodzie i część murów. W 1845 r. most nad fosą zastąpiono groblą łączącą zamek z miastem.  60-metrową wieżę kościoła Św. Jakuba wzniesiono na miejscu dawnej, w części drewnianej, w XVI wieku. Ukończono w 1596 r. Nieco wcześniej, w końcu XV wieku lub też w XVI wieku, przykryto nawy  kościoła sklepieniami kryształowymi, nawę główną zaś sklepieniem sieciowym o bardzo bogatym rysunku. Dwie kaplice stanowiące przedłużenie naw bocznych kościoła wzniósł w 1721 r. Piotr Olchowski, pochodzący z Reszla. Pierwsze to znane nazwisko spośród grona znakomitych budowniczych olsztyńskich.   Olsztyn w ciągu wieków wielekroć był zdobywany, palony i plądrowany. Jednakże obie budowle, świadkowie dawnych stuleci, zawsze szczęśliwie broniły się przed zniszczeniem. Należą one d najwspanialszych zabytków sztuki architektonicznej północnej  Polski.
Inne kościoły w komornictwie olsztyńskim.   Kilka kościołów wzniesiono w komornitwie olsztyńskim w tym samym czasie co kościół Św. Jakuba w Olsztynie i najstarsze skrzydło zamkowe. Odpowiednie postanowienia co do uposażenia kościołów i proboszczów zawierały przywileje lokacyjne Jonkowa – 1345, Klewek – 1352, Gietrzwałdu – 1352, Gryżlin – 1358, Bartąga – 1363, Sząbruka – 1363, Brąswałdu – 1363, Dywit – 1366 i Nowego Kawkowa – 1380. W czasie podpisywania owych przywilejów jedne z tych kościołów były już zbudowane, jak kościół bartąski (o którym pierwsza wzmianka pochodzi z 1348 r.), drugie budowano, do budowy pozostałych zaś miano bezzwłocznie przystąpić. Przywileje lokacyjne nie przewidywały budowy kościołów w innych wsiach komornictwa olsztyńskiego, jednakże powstały one jeszcze w ciągu XV wieku w Purdzie Wielkiej, w Klebarku Wielkim, We Wrzesinie i w Butrynach. Kościół w Gutkowie, wymieniony po raz pierwszy w dokumentach z końca XV wieku, był podówczas kościołem filialnym parafii Św. Jakuba.   Wszystkie te kościoły budowano według jednego wzoru,typowego dla wiejskiego gotyku. Bryła kościoła jest w tym typie niezbyt wielka, a wnętrze stanowi jednolitą przestrzeń, prostokątną salę pozbawioną wszelkich podziałów. Ten typ nazwano z tego powodu kościołami salowymi. Są one orientowane, to znaczy ścianą prezbiterialną zwrócone na wschód. Wieżę przystawiano do bryły kościoła znacznie później. Niekiedy zadowalano się wieżą drewnianą.W XV wieku kościół w Klebarku Wielkim uległ całkowitemu zniszczeniu tak, że w połowie XVI stulecia trzeba go było od nowa wznosić od fundamentów. Ten kościół podobnie jak kościół w Brąswałdzie, wielekroć gruntownie przebudowywano, wskutek czego oba utraciły w znacznym stopniu wartość zabytkową. W wiekach XIX i XX odbudowano kościoły w Sząbruku, w Purdzie Wielkiej, w Gietrzwałdzie i w Bartągu źle zharmonizowanymi w pierwotnymi budowlami nowymi elementami – nawami bocznymi i poprzecznymi – wskutek czego wartość zabytkowa tych kościołów znacznie się zmniejszyła. Najlepiej czas obszedł się z kościołami w Klewkach, w Gryźlinach, Nowym Kawkowie, w Jonkowie i we Wrzesinie.   I te kościoły w ciągu wieków nieraz plądrowano i dewastowano. W wyposażeniu wnętrz prawie niczego więc nie zachowały z dzieł plastyki gotyckiej. Jedynym ciekawszym zabytkiem tego rodzaju jest rzeźbiona Pieta z kościoła w Gietrzwałdzie.

Według: Andrzej Wakar – Olsztyn-dzieje miasta.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Pochodzenie nazwy miasta.

niedziela, 29 stycznia 2012 21:25

7.            Pochodzenie nazwy miasta.  

 W wiekach XIV-XV, gdy na ziemie Pojezierza Mazurskiego ciągnęła potężna fala osadnictwa polskiego, wielu miastom i wsiom, rzekom i górom, polom i lasom nadano polskie nazwy. Dużo wsi tej krainy otrzymało wtedy nazwy identyczne z nazwami wsi na Mazowszu lub ziemi chełmińskiej. W ten sposób osiedleńcy upamiętniali miejscowość, z jakiej przybyli. Olsztyn ma swego imiennika w pobliżu Częstochowy. Jednakże w tym wypadku jałowe byłoby szukanie między tymi nazwami filiacji. Pierwsi mieszkańcy warmińskiego Olsztyna nie pochodzili z Małopolski, a więc i nie z małopolskiego Olsztyna, obie miejscowości powstały zresztą w   jednakowym czasie. Zbieżność ich nazw jest zupełnie przypadkowa.  Nazwa małopolskiego Olsztyna w dokumentach i kronikach z wieków XIV-XVI podawana był w transkrypcji Holstein. Niemieckie słowo Stein wymawiano jak –sztyn, np. w nazwach Czorsztyn, Melsztyn, Felsztyn ttp. Staropolszczyna nie lubiła samogłoski akcentowanej na początku wyrazu. Dodawała przed nią z reguły spółgłoskę h lub j. Pisano harbuz zamiast arbuz, harmata zamiast armata, Hanna zamiast Anna, jagnię (gdy źródłosłów agnus) i Jagna, a nie Agnieszka, herb powstał z Erbe (dziedzictwo), herszt z erster (pierwszy) itd. Późniejsze wieki tej awersji do akcentowanej samogłoski rozpoczynającej wyraz już nie znały. Droga więc od nazwy Holstein do nazwy Olsztyn była krótka.   Bardziej skomplikowany był rodowód nazwy warmińskiego Olsztyna. W przywileju lokacyjnym z 1353 r. nazwa miasta pojawiła się w formie Allenstein. W tym brzmieniu utrzymała się ona w języku niemieckim aż do XX wieku.   Człon –stein jest tu taki sam jak w przypadku małopolskiego Olsztyna. Człon Allen- wywodzi się od nazwy rzeki, nad którą założono Olsztyn. Po niemiecku brzmi ona Alle, po polsku Łyna. Między niemiecką a polską nazwą rzeki wspólnym mianownikiem jest pierwotna. Pruska jej nazwa. Brzmiała ona Alina, w młodszych zaś formach Alna (1251) i Alne (1308). W języku niemieckim spółgłoska n z młodszej formy nazwy rzeki wypadła, polskie brzmienie zaś wywodzi się z pierwotnej nazwy Alina z utratą nie akcentowanego a na początku wyrazu. Pamiętajmy, że dawne słownictwo polskie nie znosiło wyrazów zaczynających się od samogłoski a. Forma Łyna pojawiła się po raz pierwszy w zredagowanym po polsku między latami 1568 a 1597 tak zwanym wilkierzu budnickim, to jest regulaminie porządkowym dla biedoty miejskiej. Alina w języku pruskim oznaczała samicę jelenia, łanię. Po litewsku słowo elnias oznacza jelenia. Rzeki noszące nazwy zwierząt nie są rzadkością w toponomastyce staropruskiej.  Istnieje hipoteza, że niemiecka nazwa Allenstein była po prostu tłumaczeniem pruskiej nazwy osiedla, na którego gruzach powstał Olsztyn. Nazwa ta brzmiałaby Alnestabs, stabs oznaczało bowiem w języku pruskim kamień, tyleż więc co stein wniemieckim. Wewnątrz staromiejskiej zabudowy Olsztyna, na parceli położonej naprzeciw zamku, leżał ogromnych rozmiarów kamień, być oże w czasach pogańskich czczony jako świętość. Według omawianej hipotezy ten fakt musiał być uwieczniony w nazwie miasta.   Hipoteza ta, aczkolwiek kusząca, wydaje się oparta na zbyt wątłych podstawach. Żeby ją uzasadnić, trzeba było wprowadzić aż pięć hipotez wstępnych: że musiały istnieć w tych stronach skupiska ludzkie, że wobec tego tutaj istniało miejsce kultu, że był tu tym samym ofiarnik pogański, czyli święty kamień, że kapituła warmińska ofiarnika ofiarnego nie zniszczyła, przeciwnie, pragnąć nie narażać sobie ludności zasiedziałej, nie wywoływać reakcji, uszanowała dawne nazwy kultu, że kamień nad Łyną nosił najprawdopodobniej nazwę Alnestabs, czyli Łyński Kamień. Dopiero z tych hipotez-przesłanek można było wyprowadzić hipotezę wniosek: Możliwe, że nazwa ta odnosiła się również do pobliskiej osady. Na żadną z tych hipotez nie ma bezpośrednich dowodów. O wielkim głazie narzutowym, dającym asumpt do tych spekulatywnych dociekań, źródła mówią dopiero w XIX stuleciu, nie wspominając przy tym, by tradycja ludowa wiązała z nim jakieś legendy.   Mamy tu zatem do czynienia nie z wywodem opartym na źródłach historycznych, lecz z wywodem logicznym. Wywód ten wszakże nie wydaje się przekonywający. Ogromna liczba „skupisk ludzkich” miała „miejsca kultu”, a bynajmniej nie pozostał po tym ślad w tyluż nazwach miejscowości. Przytoczone przesłanki są więc konieczne do wyprowadzenia końcowego wniosku, ale wcale nie wystarczające. Czy zaś cały gmach logiczny, który z nich zbudowano, nie runie, jeśli usuniemy z niego choćby jedną część konstrukcji, jedną przesłankę? Jeśli np. stwierdzimy, że Prusowie wcale nie czcili świętych kamieni? Jeśli przypomnimy, że ów głaz narzutowy mógł znaleźć się na parceli naprzeciw zamku dopiero w XVIII wieku, bo w poprzednich dwu stuleciach parcela ta była zabudowana?   W tym stanie rzeczy należy raczej odrzucić hipotezę, traktującą rodowód nazwy Olsztyna jako – nazwijmy to – odosobniony, jednostkowy, a spróbować wyjaśnić tę nazwę według reguł, które dla nazw tego typu ustaliła toponomastyka.   Toponomastyka ta zrodziła się w zażartym boju z tak zwaną etymologią ludową. Tak np. toponomastyka polska musiała zwalczać wierutne bajdy, że nazwa Częstochowy pochodzi id tego, że miejscowość ta często się chowa podróżnym za wzgórzami, że Sandomierz wywodzi swą nazwę od tego, że San domierza do Wisły, że Warszawa wzięła swą nazwę od małżonków Warsa i Sawy itd. Udowodniła zaś według typu nazw, że Warszawa to wieś Warsza – Warszowa, że Częstochowa to wieś Częstocha itd. Ustaliła przy tym zasadę, że słowiańskie nazwy odosobowe kontentowały się sufiksem –ów, -owa, potem –owo, a rezygnowały z dodatku –gród, -wieś, inaczej niż Niemcy, którzy z reguły nie mogli się obyć się bez członu –dorf, -burg, -heim itd.  Z podobnymi bałamuctwami co polska musiała walczyć również toponomastyka niemiecka. Weźmy np. pod uwagę jakąś miejscowość z końcowym członem –horn, to jest róg, choćby Romanshorn nad Jeziorem Bodeńskim. Ktoś mógłby snuć domysły, że ponieważ okolica tamta jest pełna lasów, żyły więc tam niegdyś skupiska rogatych zwierząt, gubiły one rogi, które potem ludzie zbierali i czcili jako symbole obfitości i dostatku, że z miejsca kultu nazwe przeniesiono na pobliską osadę itp, itd. Tymczasem toponomastyka ustaliła, że nazwy z członem –horn są typowe dla półwyspów (i położonych tam osad) oraz szczytów górskich. Odkryła przy tym zasadę, że dawne niemieckie nazewnictwo lubiło  posługiwać się metaforą, bo półwysep i szczyt górski rogom podobne.   Wróćmy do nazwy Allenstein. Na Pojezierzu Mazurskim istnieją 33 miejscowości, które posiadały w swej nazwie końcowy człon –stein, lecz prawie wszystkie musimy usunąć z kręgu naszych rozważań, bo ich nazwy są późne, skopiowane według nazw z głębi Niemiec lub utworzone od nazwisk, jak np. Egloffstein, Bieberstein, Finckenstein itp. Nawet niemiecka nazwa Olsztynka jest importem, urobiona została z nazwiska Hohenstein, a ono wzięte z nazwy miejscowości w Niemczech. Z miast pruskich, poza Olsztynem i Olsztynkiem, człon –stein posiadały Bartoszyce (Bartenstein), i Bisztynek (Bischofstein). W Małopolsce równorzędny człon –sztyn został zawarty w nazwach miejscowości: Czorsztyn, Felsztyn, Rabsztyn, Melsztyn, Olsztyn, w WielkopolsceW nazwie Wolsztyn. W Niemczech są: Stein bei Nuernberg, Stein bei Nassau, Stein an der Donau, Stein am Rhein i jeszcze kikanaście miejscowości, w których Stein jest jedynym członem nazwy. Nazw, gdzie –stein jest drugim członem, np. Hartenstein, Herbstein itd. jest w Niemczech ponad sto i wszystkie pochodzą z wieków odległych. Do tej listy należałoby dorzucić anglosaskie nazwy z członem końcowym –stan.   Nazwy tych miejscowości nie pochodzą od niegdyś czczonych świętych kamieni, lecz niemal z reguły upamiętniają fakt, że miejscowości te powstały wokół zamków. Germańskie nazewnictwo polubiło tę prastarą metaforę przyrównującą waerownię do skały, metaforę odzywającą się zarówno w ewangelii, jak i w poezji. W nazewnictwie tym słowo Fels (skała) występuje pospolicie w wyrazach złożonych jako nazwa skał, częściej zaś grodów, jak Stolzenfels, Drachenfels, Hohenfels, Rothenfels [...] Wcześniej jeszcze pospoliciej występuje w tym nazewnictwie prawie równoznaczny z wyrazem skała wyraz Stein (głaz, kamień), Jako jedyny człon znajduje się ten wyraz bardzo często w nazwach grodów i w innych nazwach miejscowych. Jako człon wyrazów złożonych tworzy nazwy gór (Koenigstein, Lilienstein, Ilsenstein, Wettersteingebirge) oraz nazwy grodów czy zamków (Rappolstein, Fleckenstein, Greifenstein, Rheinstein, Giebichenstein, Ober- i Niederlahnstein, Allenstein, Breitenstein, Rothenstein. Dodajmy, że w nazewnictwie tym słowo Stein symbolizowało nie tylko zamek, lecz także strażnicę, gród, warownię, podobnie jak i słowo Burg. Jeśli zatem uznamy, że w nazwie niemieckiej Olsztyna człon –stein jest typowy, że oznacza to samo co w setce pokrewnych nazw posiadających identyczny człon, nazwę tę przetłumaczymy nie na Łyński Kamień, ale na Łyński Gród. Właściwie nawet winniśmy tłumaczyć na Łyńsk lub Łańsk, ponieważ człon –gród ocalał w nazwach słowiańskich tylko przy przymiotnikach jakościowych, np. Staro- i Nowogród, Białogród, Wyszogród, formy Stalinogród, Kaliningrad itp. natomiast są neologizmami.    Forma Olsztyn jest spolszczeniem na pół staropruskiej (Alina, Alne), na pół niemieckiej (stein) pierwotnej nazwy miasta. Pojawiła się ona w kronikach i w korespondencji urzędowej w XVII wieku. Istniała niewątpliwie już w stuleciu XVI. Dowodzi tego w sposób bezsporny rota przysięgi, którą składali obywatele miasta, wspominając w niej, że chcą by wierni, posłuszni i podlegli osobliwie Wielmożnemu Jego Mości Panu Kanonikowi Administratorowi podczas nad Miasto y Kamerat Olsztyński będęcemu przełożonemu. Tę rotę przysięgi ułożono na pewno po 1568 r., ale przed 1597 r. Jeszcze zaś w końcu pierwszej połowy XVI wieku przyjaciel Kopernika kanonik, a potem biskup warmiński Tiedemann Giese używał dla miasta w swej korespondencji form Olszthin, Olstyn.   Wydaje się, że forma Olsztyn powstała jednak co najmniej o wiek wcześniej. Długosz pisał o Olsztynie Holsten. Zwróćmy uwagę, że h znalazło się na początku tego wyrazu na tej samej zasadzie o w staropolskich słowach harmata, harbuz itp., i że łacina nie zna sz. Olsztynek mazurski nazwano na cześć założyciela tego miasta Hohensteinem. Ta forma (zupełnie w swym źródłosłowie nie związana z Olsztynem) w języku niemieckim zachowała się do XX wieku. Tymczasem Długosz nazywał to miasteczko – Parvum Holsten, (zatem Mały Olsztyn, Olsztynek), wiążąc tę nazwę z Olsztynem, zaupełnie tak samo, jak to czynili osiedleńcy polscy, którzy spolszczyli obie nazwy.   Nazwa Olsztyn liczy sobie zatem około pięciu wieków. Powstała jako amalgamat słowotwórstwa trzech narodowości: staropruskiej, niemieckiej i polskiej.
                          Herb i barwy.   Na początku swych dziejów Olsztyn nie miał własnych pieczęci. Do dokumentów miejskich przykładano wówczas pieczę kapituły warmińskiej. Pieczęć ta miała po lewej stronie tarczy schematyczny rysunek połowy krzyża, z prawej również schematyczny rysunek wieży gotyckiej, w górnej zaś części litery SCW, to jest inicjały napisu Sigillum Capituli Warmiensi = pieczęć kapituły warmińskiej. Już jednak w końcu XIV wieku miasto sprawiło sobie obie pieczęcie: większą i sekretną.   Treść tej większej pieczęci po stuleciach znano jedynie z mało czytelnego odcisku przytwierdzonego do nie datowanego dokumentu. Dopiero w 1916 r. odnaleziono jej tłok w ziemi w pobliżu młyna zamkowego, gdzie spoczywał zapewne od czasów wojen polsko-krzyżackich. Pieczęcią mniejszą, to jest sekretną, pieczętowano dokumenty jeszcze w1526 r. W drugiej połowie XVI wieku z obu już nie korzystano, zamiast nich miasto sprawiło sobie nowe. Zachowano w nich dawne elementy rysunku, nadano im wszakże barokowe formy.    Rysunek ten przedstawiał wędrowca trzymającego w prawej ręce laskę czy też kij pielgrzymi, w lewej muszlę (lub może butlę?), ubranego w strój właściwy – w dawnych pieczęciach – dla epoki gotyku, w młodszych – dla czasów baroku. W pieczęci większej z XIV wieku nakrycie głowy wędrowca otoczone było aureolą.   Pieczęci z XVI wieku używano prawdopodobnie do drugiej połowy XVIII stulecia, a w każdym razie do owego czasu ich treść była znana. Złotnik olsztyński Jan Geese, zmarły w 1761 r. , sygnował liczne swe wyroby herbem olsztyńskim, którego rysunek był podobny do rysunku sekretnej pieczęci.   Z chwilą rozbioru Polski tradycja heraldyczna Olsztyna uległa przerwaniu. Już wkrótce potem olsztyńska rada nie umiała odpowiedzieć na pytanie władz królewieckich, jak wygląda herb miasta. Jego treść ustalono potem na podstawie odcisku pieczęci odkrytego w aktach polskiej rodziny Grzymałów z Nikielkowa. Ale ów nowy czy też odtworzony herb łączył mechanicznie w sobie dwa różne herby: herb kapituły warmińskiej, to jest półkrzyż i wieżę gotycką, oraz dawny, nieznacznie zmodyfikowany herb miasta, przy czym wędrowca ubrano tym razem w suknię zakonną.   Herb ten stworzył punkt wyjściowy do dalszej swej ewolucji. Gdy w 1901 r. władze Olsztyna znów nie potrafiły określić wyglądu herbu miasta, specjaliści uznali, że winien on na swej tarczy zawierać: półkzyż, wędrowca w udrapowanej szacie gotyckiej i z kijem w prawej, krzyżem w lewej ręce i barokową wieżę czy też basztę. Herb ten łączył zatem jeszcze więcej sprzecznych ze sobą elementów heraldycznych. Wędrowca z rysunku herbowego utożsamiano ze św. Janem Ewangelistą, powszechniej jednak i na pewno słusznie, ze św. Jakubem Starszym, był on bowiem patronem kościoła parafialnego. Tuż przed drugą wojną światową władze  hitlerowskie poleciły usunąć tę postać z tarczy herbowej Olsztyna i wówczas zawierała ona jedynie półkrzyż całkowicie zespolony z wieżą gotycką.   Wszystkie wzory herbów Olsztyna z czasów porozbiorowych były ahistoryczne. Zgodny z tradycją heraldyczną miasta jest herb wyglądający następująco: na tle białej tarczy gotyckiego kształtu pielgrzym stoi na zielonej trawie, trzyma złotą laskę w prawej, a złotą muszlę w lewej ręce, ubrany w szaty barwy niebieskiej, udrapowane w fałdy od prawej do lewej, w ciżemkach na nogach.Sporne jest, czy nad nakryciem głowy wędrowca unosić się winna aureola, ponieważ element ten zawierała jedynie pieczęć większa z XIV wieku, inne pieczęcie aż do XIX stulecia elementu tego nie miały.   Takim był herb Olsztyn w wiekach XIV i XV. W wiekach tych miasto miało, zdaje się także swój sztandar, swojej barwy (tak jak Polska, prócz herbu – białego orła, ma barwy czerwone). Mógłby zań uchodzić sztandar zdobyty przez Polaków w bitwie grunwaldzkiej i opisany przez Jana Długosza w Banderia Ptuthenorum. Chorągiew ta, o wymiarach trzy łokcie i pół ćwierci długości, a dwa łokcie szerokości, składała się z trzech pasów: czarnego u góry, białego pośrodku i czerwonego u dołu. Niestety, Długosz niezbyt orientował się w osobliwościach prawnych dominium warmińskiego i skomentował, że pod tym sztandarem walczyli rycerze krzyżaccy z Olsztyna, co było niepodobieństwem, a nadto utożsamiał Olsztyn (Holsten maior) z Pieniężnem (Melsak). Ponieważ i Olsztyn i Pieniężno należały do kapituły warmińskiej, należy sądzić, że był to właśnie sztandar kapituły.  Nie jest jednak wykluczone, że Olsztyn miał własny sztandar różny od barw kapituły. Sztandar miasta wisiał bowiem w 1839 r. w kościele parafialnym Św. Jakuba, a wówczas kapitułą warmińska nie sprawowała zwierzchniej władzy ani nad Olsztynem, ani nad dawnym komornictwem olsztyńskim.

Według: Andrzej Wakar – Olsztyn-dzieje miasta.

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Założenie miasta Olsztyn.

niedziela, 29 stycznia 2012 21:23

6.            Założenie miasta Olsztyn.  

Tworząc wieniec wsi na prawie chełmińskim wokół górnej Łyny, kapituła warmińska musiała bezzwłocznie przystąpić do zakładania w jego środku osiedla miejskiego. Wymagały tego względy gospodarcze i militarne. Gospodarcze dlatego, że tak rozległy i planowo zasiedlony obszar nie mógł się obywać bez ośrodka wymiany handlowej między rolnictwem a rzemiosłem. Militarne dlatego, że dla ludności wiejskiej miasto bywało podówczas schronem, za którego obwarowaniami można było kryć się w czasie wojen i zamieszek.   Pierwsza wiadomość o tym osiedlu pochodzi z roku 1348. W dokumencie lokacyjnym Kieźlin, wystawionym 31 grudnia 1348 roku, jako granice tej wsi wymieniono: jezioro Wadąg, majątek Mateusza (tj. Dągi) i novam civitatum, nowe miasto. Owa „nova civitas” jeszcze bez nazwy i jeszcze bez prawnie uregulowanej sytuacji, to właśnie Olsztyn. Prawa miejskie i nazwę otrzymał on pięć lat później, 31 października 1353 roku, na podstawie przywileju lokacyjnego wydanego przez kapitułę warmińśką.   Nie oznaczało to bynajmniej, że w latach 1348-1353 osiedle to rozrosło się na tyle, iż ten fakt należało zadokumentować podniesieniem go do rangi miasta. W owych czasach sieć miast planowano z góry. Ustalano, gdzie – na bezludziu, w puszczy – ma powstać miasto. Przywilej lokacyjny wydawano na ręce zasadźcy, przedsiębiorcy, który miał dopiero zająć się utworzeniem miasta.  Kanonicy warmińscy miejsce dla tego przyszłego miasta wybrali bardzo starannie. Trzej przedstawiciele kapituły przyjechali w 1348 r. z Fromborka do zameczku w Bartążku po to, by przeprowadzić wizję lokalną. Odrzucili oni pierwotną koncepcję ulokowania miasta w pobliżu Bartąga, tam gdzie po wiekach przypomina ją jedynie nazwa miejscowości: Stary Olsztyn. Ze względów obronnych dogodniejsze wydało się miejsce położone bardziej na północ, w zakolu Łyny, zabezpieczone z trzech stron korytem rzeki, a na przedpolu od zachodu i południa wodami jezior: Długiego, Fajferka, Ukiel i Kortowskiego, od północy  zaś i wschodu rozległymi mokradłami. Dla tak usytuowanego osiedla kapituła przeznaczyła  178 włók leżących wewnątrz linii granicznej biegnącej od jeziora Ukiel, Kortówką do Łyny, potem tą rzeką do miejsca, gdzie miano wznosić mury zamku, następnie na wschód do jeziora Skanda, dalej na północ do środkowego i dolnego Wadągu i wreszcie do ujścia tej rzeki w kierunku jeziora Ukiel. Z tego obszaru 100 włók stanowi miały lasy i pastwiska, wspólnie użytkowane przez mieszczan i wolne od czynszu i danin. Osiem włók przeznaczono dla sołtysa, sześć dla proboszcza, resztę dla mieszczan na parcele budowlane oraz ogrody. Na południu w ten obszar wdzierały się klinem ziemie, które kapituła pozostawiała sobie: stać tam miały zamek, młyn, kuźnia i cegielnie, a dalej ciągnąć się miały majątek zamkowy i majątki w Starym Dworze i Pozortach.   Obszar i granice miasta oraz gruntów miejskich i prywatnych ustalono w przywileju lokacyjnym Olsztyna. Określono w nim również wysokość czynszów i danin  na rzecz kapituły, oznaczono jakie dochody przypadać jej będą od obrotów handlowych i kar sądowych, zaznaczono, że ona zachowuje na obszarze miejskim monopol przemiału zboża, rybołówstwa i polowania. Rzeczą zasadźcy było sprowadzenie osiedleńców i obwarowanie miasta ze wschodniej strony fosą, a ze wszystkich stron umocnionym wałem, który następnie miał być zastąpiony murami obronnymi. Zasadźcę wynagradzano ośmioma włókami ziemi zwolnionej od czynszu, dziedzicznym urzędem sołtysa miejskiego, udziałem w dochodach z obrotów handlowych i kar sądowych. Przekazano mu sądownictwo nad mieszkańcami, ale w sprawach mniejszej wagi. W sprawach „gardłowych” wyroki ferować miał wyznaczony przez kapitułę urzędnik - wójt.   Podobnie jak w innych miastach, tak i w Olsztynie wykształcił się z czasem dalece rozwinięty samorząd miejski. Jednakże jego uprawnienia były krępowane przez kapitułę. Już w przywileju lokacyjnym zastrzegała ona, że powoływanie rajców i uchwalanie statutów miejskich odbywać się będzie mogło tylko za jej wiedzą i zgodą.
                      Zasadźca Jan z Łajs.   Założycielem Olsztyna, zasadźcą, był niejaki Jan z Łajs. Nazwa Łajsy jest pruskiego pochodzenia. Określano nią pole w pobliżu osady Wewa, nazwanej później Melzakiem, a w XX wieku Pieniężnem. Na tym polu w 1304 r. niemieccy chłopi założyli wieś tej samej co ono nazwy. Zasadźcą tej wsi był niejaki Marcin, przybyły tu z grafstwa Mark (Marchii) z Westfalii. W początku XIV wieku wieś Łajsy otoczona była zewsząd pruskimi osadami. Koloniści, być może, asymilowali się z sąsiadami. Jeden z synów założyciela Łajs, także sołtys, nosił pruskie imię Geriko, wnuka częściej dokumenty nazywają z pruska Heinko niż Heinrich. Ów Heinko właśnie i jego brat Jan odegrali wielką rolę w akcji osiedleńczej na południowej Warmii. Heinko był zasadźćą podolsztyńskiej wsi Skajboty i Barczewa. Jan założył Różnowo w komornictwie olsztyńskim. Praslity w komornictwie dobromiejskim i wreszcie Olsztyn.   Ze swych obowiązków zasadźcy miejskiego Jan z Łajs wywiązał się znakomicie. Olsztyn został zaludniony, zabudowany i obwarowany. Rozplanowanie sieci ulic z centralnie położonym rynkiem, wzniesienie murów obronnych z bramami, z których Górna Brama przetrwała wieki, budowa głównego masywu kościoła Św. Jakuba – tego wszystkiego dokonano za czasów jego rządów w mieście. Wkrótce rozwój miasta wymagał rozszerzenia granic jego zwartej zabudowy. Zezwoliła na to kapituła warmińska przywilejem 4 maja 1378 roku. Powstało wtedy u podnóża kościoła Św. Jakuba tak zwane Nowe Miasto, które jednak zamknięte zostało wspólnym ze Starym Miastem łańcuchem murów obronnych. Domyślać się można, że ich budowę kończono już po tej dacie.   Powaga i znaczenie Jana z Łajs rosły. W 1372 r. został on powołany na rozjemcę w sporze między Zakonem Krzyżackim a biskupem warmińskim. W 1388 r. świadectwo założyciela Olsztyna uznano za miarodajne w kwestii granicy między posiadłościami biskupimi a kapitularnymi. Już wcześniej, w 1372 r. nobilitowany został na szlachcica. Zadziwiająca kariera: od wolnego chłopa poprzez stan mieszczański!   Nie wiadomo kiedy umarł. Wątpliwe jest również, czy syn odziedziczył jego urząd. W XV wieku Olsztyn miał już radę i burmistrzów z wyboru. Czy Jan z Łajs był pierwszym burmistrzem Olsztyna? W zachowanych dokumentach tytułowano go zawsze sołtysem. Tradycja jednak nazwała dom, wzniesiony na posesji należącej niegdyś do Jana z Łajs, domem burmistrza. Jest to dom pod arkadami przy wschodniej ścianie rynku.
                      Sporne daty.   Topografia Olsztyna, opracowana w 1783 r. przez władze miejskie, jako datę założenia miasta wymieniła rok 1334. Tę samą datę za początek dziejów Olsztyna uznała kronika miejska prowadzona w latach 1802-1827. Błąd to oczywisty, przywilej lokacyjny dla Olsztyna wydano bowiem 31 października 1353 r. Ponieważ jednak błąd ten powtarzano uparcie, utarło się  na dziesiątki lat przekonanie, że data 1334 musi coś dla Olsztyna oznaczać, że na przełomie wieków XVIII i XIX musiały istnieć w tej sprawie jakieś dokumenty, później zaginione. Cóż zaś można było pod tę datę podstawić? Odpowiedź była prosta: początek budowy zamku olsztyńskiego.   Niewątpliwie zamek olsztyński powstał wcześniej niż miasto. Wymagała tego sytuacja polityczna XIV stuleia. Jeszcze w 1394 r. zakonnicy warmińscy pisali, że Olsztyn wraz z okolicą znajduje się w paszczy niewiernych, to znaczy zagrożony jest stałymi odwetowymi napadami Litwinów. W 1354 . wojska Kiejstuta zdobyły sąsiedni zameczek w Barczewku i spaliły do cna położone przy nim miasto tak, że pozostało po nim gołe pole zwane odtąd Starym Miastem, nowe zaś – Barczewo – trzeba było lokować w innym, bardziej obronnym miejscu. Dziesięć lat później wojska Kiejstuta zdobyły i spaliły zameczek w Jedzbarku. Założenie więc miasta bez odpowiedniego ufortyfikowania go, bez zbudowania przy nim potężnej warowni, w której mieszczanie mogliby znaleźć schronienie, byłoby lekkomyślnością. Zresztą dokument lokacyjny Olsztyna z 1353 r. wyraźnie mówi o zamku olsztyńskim jako już istniejącym, już zbudowanym.   Zamek olsztyński nie był – jak zamki w Lidzbarku Warmińskim, w Reszlu czy Barczewie – zamkiem biskupim. Należał od początku do kapituły warmińskiej. Wynika to z przywileju lokacyjnego Olsztyna i z akt procesu, który w XV wieku kapituła wytaczała najemnikom krzyżackim okupującym ten zamek. Budowa zamku mogła zatem rozpocząć się dopiero z chwilą, gdy kapituła warmińśka weszła w posiadanie terytorium, na którym miał on stanąć. Stało się to zaś w 1346 r. Świadczą o tym bezspornie teksty dokumentów lokacyjnych najstarszych wsi podolsztyńskich. Zamek nie był jeszcze gotowy w 1348 r., bo nie w nim, ale w strażnicy w Bartążku zatrzymali się trzej kanonicy warmińscy wizytujący w owym roku południową Warmię.

Według: Andrzej Wakar – Olsztyn-dzieje miasta.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Nazwy Pruskie.

niedziela, 29 stycznia 2012 21:21

5.                  Nazwy Pruskie.

Pruskie             Polskie            Niemiecki

Swentits            Swiencony       Geheiliget

Tways                twoy                dein

Semmie             Ziemia             die Erde

Days                  day                  gieb

Wedeys             wiedz               fuehre

Sonnos              Syn                  die Sohn

Fwinta                fwięty               heilig

Po                      pod                  unter

Enkops              wkopać             eingraben

Enquops            wkopać             eingraben

Pikullin               Piekło               die Boelle

Grigua, grekoy   Grzech             die Suende

Swita                  Świat                die Welt

Pogans               Poganie           die Bendett

Preklants            Przeklęty          verflucht

En moyen           w mojej           in meinem

Kraeuvviey         krwie               Blut

Dinkautzt           dziękował        er danctte 

 Prócz przedmiotów świadczących o kulturze materialnej, wydobywanych po wiekach z ziemi, prócz śladów po fortyfikacjach, Prusowie pozostawili późniejszym mieszkańcom swej krainy jeszcze jedną pamiątkę, Są nią nazwy miejscowe. Nad górną Łyną ogromna liczba nazw zawiera źródłosłów pruski, dobrze zachowany, mimo że w ciągu wieków ulegały one niemieckim i polskim przekształceniom.   Z języka pruskiego wywodzą się nazwy posiadające sufiks –ity, -ajty, w niemieckiej wersji -itten, lub –it. Nazwy tego rodzaju spotyka się na całym terytorium zamieszkałym niegdyś przez Prusów, tj. między dolną Wisłą a dolnym Niemnem, od Słobit (Schlobitten niem.) po Tylżę (Tilsit niem.) i Ragnetę (Ragnit niem.), a także na obszarach językowych litewskim i łotewskim, Są to często nazwy odosobowe, sufiks –ity, -it, -itten odpowiada bowiem polskim przyrostkom –ów, -owo, -owa. Pochodzą one od imion właścicieli lub założycieli wsi np. Giedajty od Prusa imieniem Gede, Różgity od Prusa imieniem Ruzgas, podobnie Gronity, być może Wymój Wemitten niem.), Odryty i Pęglity. Nie jest to jednak regułą. Np. pierwszy człon nazwy Dywity pochodzi od pruskiego słowa deywis = bóg, nazwy Węgajty od słowa wangus = las dębowy, nazwy Woryty zaś od słowa worus = stary.   Również z języka pruskiego wywodzą się nazwy posiadające sufiks uny, yny, lub ajny, jak Barwiny, Butryny, Gryźliny, Jełguń (Gelguhnen niem.), Kaplityny, Kierzliny, Krupoliny, Łęgajny, Maruny, Mędrzyny, Mokiny, Pajtuny, Rentyny, Ruszajny, Sapuny, Stękiny, Tumiany. Są to też na ogół nazwy odosobowe. Np. Barwiny wywodzą się swą nazwę od Prusa imieniem Berwe, Kaplityny od Prusa imieniem Kaipletyn, Krupoliny od Prusa Cropolina, Stękiny od Prusa Steneke. Pierwszy człon nazwy Butryny pochodzi natomiast od pruskiego słowa wutris = kowal, nazwa Rentyny zaś od słowa rantas = brzeg.  Typowy dla pruskiego nazewnictwa był także sufiks –ąg, w niemieckiej wersji –ung albo –ing. Występuje on wyraźnie w nazwach Binduga (od imienia Wyndeko), Bałąg (bala = bagno), Bartąg (od imienia Bert), Bartążek, Dągi, Dobrąg, Wadąg, a ukryty jest też w nazwie Szelągowo (sylo = puszcza), która wraz z polonizacją raju otrzymała polski sufiks –owo.    Innego rodzaju typowymi nazwami pruskiego pochodzenia są nazwy dwuczłonowe z drugim członem –kajmy, -kiejmy, -kajny, w niemieckiej wersji –keim, albo z członem –ławki, w niemieckiej wersji –lack (ze zniekształceniem na –llau). Słowo kaimas w bliskim pruskiemu języku litewskim oznacza wieś, laukas zaś pole. Tak więc Redykajny to wieś Prusa imieniem Rayde, a Tuławki to dalekie pole (tolus = daleki pr.) Nazwy tego typu nad górną Łyną występują rzadziej niż w innych okolicach dawnego pruskiego obszaru językowego. Do nazw tego typu należą tu Gągławki, Giławy, Giławki, Tuławki, Pistki (Pistkeim niem.), Pupki (Pupkein niem.), Redykajny, Kajny, Szypry (Schipperkaym  niem.) i Zalbki (Salpkeim niem.)    Z języka pruskiego pochodzą też i inne nazwy miejscowości tych okolic, jak: BartołtyDadaj – dada = mlekoDąbrówka – Damerau niem, od pruskiego damerouwe = dąbrowaDercDorotowo – od Prusa imieniem DorothDzierzgunkaGady – od Prusa imieniem GedeGamerki, Godki, Gutkowo – od Prusa imieniem GudicusKabornoKaletkaKlewki – od Prusa ClawkeLikusyŁajsyŁupstych – od Prusa AbstikeMajdyMątkiMykiNaglady – od Prusa NaglandeNerwikPodlejkiPozortyPrejłowo – od Prusa PreywilPurdaRamsowo – ramus = spokojnyRycybałt – od Prusa Rite + bałt = błotoSkajboty – od Prusa SchaybotSłupy – Stolpen niem., od pruskiego stulpas = słupStawiguda – stabis = kamieńSzałstryTęguty – od Prusa TungebuthTrackTrękus – od Prusa TrinkaWarkałyWipsowoWopy – od Prusa Wope Wyrandy.   Po okresie polskiego osadnictwa wiele tych nazw uległo częściowej polonizacji przez utrzymanie polskiego sufiksu –owo, np. Dorotowo, Gutkowo (dawniej Gietkowo), Prejłowo, Ramsowo, Wipsowo lub przez dosłowne tłumaczenie, np. Słupy.   Przeważnie pochodzenia pruskiego są nazwy fizjograficzne okolic Olsztyna. Z języka tego biorą swój rodowód nazwy rzek tego obszaru: Łyny, Pasłęki, Gilwy, Pisy, i Wadąga oraz licznych strumyków, jak Dobrążki, Dauby, Kortówki, Sortejki, Wipsówki. Również tego pochodzenia są nazwy wielu jezior. Jeden zawierają pruski źródsłosłów w formie wtórnej, wywodzącej się od nazwy miejscowości pruskiego pochodzenia (jeziora Dywickie, Giedajskie, Gągławeckie, Jełguńskie, Łańskie, Łęgajńskie, Wipsowskie). Inne w nazwie pierwotnej jak jeziora: Bartąg, Dobrąg, Dydląg, Gamry, Gilwa, Kajmno, Kortowskie, Mosąg, Orzyc, Orzycek, Pisz, Purdy, Redykajny, Sarąg, Serwent, Skanda, Sukiel, Świętajno, Naterskie, Ukiel, Umląg, Upałtek, Wadąg, Wardąg, Wulpińśkie (Wulping niem.), Wymój.   Nazwy wszystkich jezior, nad brzegami których leży Olsztyn, są pochodzenia pruskiego. Nazw Skanda wywodzi się od czasownika skandinti = topić, oznacz więc tyleż co topiel.Nazwę jeziora Ukiel, potocznie nazywanego też Krzywym, odnotowano w 1353 r, w formie Aucul, a w 1417 r,  w formie Aukel. Wywodzi się ona być może od słowa auka = ofiara lub auksas = złoto, Nazwa jeziora Kortowskiego najprawdopodobniej pochodzi od pruskiego słowa korto = gaj. Nazwa jezior Długiego jest dokładnym przekładem nazwy niemieckiej Langsee, ta zaś powstała z przekręcenia staszej pruskiej nazwy, w której istniał człon lanka = łąka, takiż sam jak np. w nazwach Łankiejmy, Langanki itd.

Według: Andrzej Wakar – Olsztyn-dzieje miasta.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Pozostałości kultury materialnej Prusów.

niedziela, 29 stycznia 2012 20:55

2.       Pozostałości kultury materialnej Prusów. 

 W przededniu krzyżackiego najazdu nad górnym biegiem Łyny zbiegały się granice aż czterech plemion pruskich. Źródła Łyny i Pasłęki leżały już na terytorium Galindów. Bartowie siedzieli po wschodniej stronie górnej i środkowej Łyny. Pogezanowie mieszkali na zachód od Pasłęki, być może jednak ich siedziby mieściły się także i po wschodniej stronie górnego biegu tej rzeki aż do górnej Łyny. Między Pasłęką a górną i środkową Łyną leżał kraj Warmów.   Tylko w dużym przybliżeniu można ustalić, jak przebiegały granice między włościami tych plemion. Po wiekach niepodobna stwierdzić, do kogo należał obszar między jeziorami Ukiel, Kortowskim, Skandą i Wadągiem, to jest obszar, na którym później powstał i rozrósł się Olsztyn. Może do Pogezanów, może do Bartów, a może właśnie nawet do Warmów. Może przechodził z rąk do rąk. Jak każdy ówczesny obszar graniczny okolice te były słabo zaludnione, zarosłe lasami. Las pokrywał większość terytorium zamieszkałego przez Prusów. Galindowie siedzieli w puszczy. Bartowie i Nadrowowie mieszkali na jej pograniczu, zapewne korzystając z jej zasobów, jak na to wskazują ich nazwy oznaczające bartników (bartis i druvis są bowiem synonimami i oznaczają barć). Pomezania wywodziła swą nazwę od słowa median = las + przedrostek pa-, oznaczała więc tyleż co Polesie. Pogezania – od słowa gudde = krzak, krzew + przedrostek pa-, nazwę jej tłumaczyć więc można na Zakrzewie. Nazwę Warmii wyprowadza się zazwyczaj od słowa wormyan = czerwony. Ale raczej jest ona tego samego typu co Orneta (Wormditt niem., w XIV w. Wormedit) i pochodzi od słów wors, woras = stary + median = las. Północna Warmia, gęsto zaludniona, była terytorium rolniczym, podobnie jak Natangia i Sambia. Ale nad górną Łyną szumiał stary las.   Nie było to jednak pustkowie. Ślady ciągłej działalności ludzkiej na tym terenie, ukryte w ziemi, przetrwały przez stulecia. W wieku XVI Łukasz Dawid, historyk pochodzący z Olsztyna, zapisał w swej kronice, że pod Bartągiem odkryto na polach popielnice, urny, w których niegdyś składano prochy zmarłych. Groby Prusów – kurhany lub cmentarze – pochodzące z różnych czasów, ale sprzed epoki krzyżackiego najazdu, odkrywano w wiekach XIX i XX w wielu miejscowościach pod olsztyńskich i w samym Olsztynie. Na całym terenie znajdowano sprzęty, narzędzia, ozdoby itp., służące niegdyś Prusom. Odkopywano pozostałości osad pruskich z różnych czasów. Natrafiono też tu po wiekach na pozostałości wielu pruskich grodzisk i innych umocnień obronnych. Umocnienia te Prusowie budowali w różnych czasach. Gdy jedne ulegały zniszczeniu w czasie wojen międzyplemiennych lub w walce z sąsiadami, budowali drugie, nie zawsze w tym samym miejscu. Zapewne jednak znaczną część tych stanowisk obronnych użytkowali jednocześnie w epoce poprzedzającej najazd krzyżacki i w czasie walk z Krzyżakami. Dowodzi to pośrednio, że teren ten był dość ludny i zagospodarowany.   Budowano grody w miejscach, które sama natura wyposażyła w walory obronne: na trudno dostępnych górach lub pagórkach położonych w zakolach rzek lub otoczonych mokradłami. Wzgórza te umacniano rowami i wałami oraz fortyfikowano dwoma rzędami palisad. Za pierwszym rzędem, w tzw. podgrodziu, chroniła się ludność w czasie wojny, za drugi rząd. Do warownego szczytu, cofała się, gdy przedni ostrokół padał pod naporem wroga. W czasie pokoju gródki nie miały stałych mieszkańców, jedynie niewielkie załogi.   Krzyżacy zdobyli jedne grody, inne zaś zostały opuszczone przez obrońców, którzy schronili się w lasy i bagna, by stamtąd nękać nieprzyjaciela wojną podjazdową. Czas dokonał reszty dzieła zniszczenia. Po wiekach dawne grodziska pruskie przypomina tylko konfiguracja terenu, nazwa miejsca lub legenda. Niekiedy i tego brak, a zachowała się o nich jedynie wzmianka u dziejopisów i kartografów z dawnych wieków. W sporządzonej na tej podstawie z XX wieku inwentaryzacji, jako miejsca, w których znajdowały się grody pruskie w okolicach Olsztyna, w promieniu 30 km od miasta wymieniono:   Kabikiejmy Górne – 500 m na południe od wsi, na prawym brzegu strumyka Pobieli wpadającego do Łyny, na górze o wysokości 141 m zwanej Grodziskiem.   Sętal – stanowisko obronne 1 km na północ od wsi, na lewym brzegu strumyka Dratwi.   Cerkiewnik – 700 m na północny zachód od wsi, na górze o wysokości 118 m, zwanej Podąbiem, potocznie też Podomną Górą (stanowisko obronne powstałe być może w nowszych czasach).   Cerkiewnik – stanowisko obronne 5 km na wschód od wsi, w południowej części Lasu Knopińśkiego.   Głotowo – na wschodnim skraju wsi, w zagięciu strumyka Kwieli, na wzgórzu zwanym Oliwną Górą (nie wyjaśnione, czy to stanowisko obronne).   Głotowo – stanowisko obronne 50 m na wschód od miejscowości, na górze o wysokości 109 m, zwanej Kalwarią (niepewne, czy grodzisko).   Wilki – pagórek na północnym brzegu jeziora Limajno, zwanym Złotoką, położony między wsiami Wilkami a Swobodną.   Różynkę – wał grodowy 2 km na północny wschód od miejscowości, w Lesie Knopińskim, na zachód od jeziora Limajno.   Barkwedę – na pagórku położonym 300 m na zachód od wsi, zwanym Zamkową Górą, potocznie też Szańcami Szwedzkimi, w małym zagięciu rzeki Łyny.   Brąswałd – stanowisko obronne na północ od wsi, brak śladów.   Słupy – stanowisko obronne w zachodnim rogu jeziora Wadąg , brak śladów.   Barczewko – 700 m na południowy wschód od wsi, nad strumykiem Orzechówką, na polu zwanym Starym Miastem, w gwarze warmińskiej Starym Mniastem, w dawnych dokumentach łacińskich zaś Antiqua civitas Wartberg.   Barczewko – na kopcu zwanym potocznie Zamkiem, położonym 2 km na południowy wschód od wsi i 1km na zachód od Biedowa, na lewym brzegu rzeki Pisy.   Maruny – na pagórku zwanym potocznie Zamkową Górą, położonym 2 km na północny wschód od tej miejscowości, na wschód od drogi do Szynowa, na zachód od strumyka Strużki, prawego dopływu rzeki Pisy.   Barczewo – na wzniesieniu zwanym Wysoką Górą, potocznie zaś także Klasztorną Górą, położonym na lewym brzegu rzeki Pisy, około 1 km na wschó od miasta.   Ramsowo – na wzgórzu zwanym potocznie Zamkową Górą, położonym na północ od tej miejscowości, na wschód od Ramsówka, na wschodnim brzegu dawnego Jeziora Ramsowskiego, wysuszonego.   Dadaj – na wzgórzu zwanym potocznie Zamkową Górą, na północ od tej miejscowości, na zachodnim półwyspie południowej części jeziora Dadaj.    Bęsia (Bęsię) – stanowisko obronne na wschód od miejscowości, w lesie, brak śladów.   Biskupiec – okop, 2 km na południe od miasta, zwany potocznie Szarym Szańcem, położony na polu należącym do 1944 roku do proboszcza.   Biskupiec – stanowisko obronne, po którym brak śladów, na wzgórzu zwanym Zamkową Górą lub Zameczkiem, położonym 1 km na południe od miasta, miejsce, na którym według Hennenbergera i tradycji ludowej miał wznosić się zameczek krzyżacki wzniesiony tam, gdzie dawniej znajdowało się grodzisko pruskie.   Jedzbark – na pagórku zwanym Pałackiem, potocznie zaś Zamkową Górą, położonym na południowy zachód od wsi, na którym po zniszczeniu grodziska pruskiego Krzyżacy wznieśli zamek obronny, zburzony w 1364 roku przez Litwinów.   Track – 400 m na północo-wschód od miejscowości (wątpliwe, czy grodzisko).   Olsztyn – w Olsztyńskim Lesie, po prawej stronie Łyny, w pobliżu ujścia rzeki Wadąg, w miejscu zwanym Sądytami, potocznie zaś także Zaklętym Zamkiem.   Olsztyn – na wzgórzu zwanym Zamczyskiem, położonym na lewym brzegu Łyny, w jej zagięciu, 3 km na północ od miasta – brak śladów stanowiska obronnego.   Olsztyn – okop zwany potocznie Starym Szańcem, na zachód od miasta, między jeziorami Ukiel i Długim, w XX wieku całkowicie zniwelowany.   Łupstych – okop zwany Starym Szańcem, potocznie zaś także Szancem lub Okopami, położony na zachód od wsi, nad jeziorem Ukiel.   Jonkowo – na górce wysokości 148 m zwanej Ruskim Szańcem, położonej 200 m na zachód od kościoła, na którym w 1807 roku bronili się w okopach Rosjanie (niepewne czy grodzisko).   Gietrzwałd – stanowisko obronne na południowy wschód od wsi, brak śladów (niepewne, czy grodzisko).   Kalisy – stanowisko obronne na lewym brzegu rzeki Pasłęki, prawdopodobnie budowla z nowszych czasów dla zabezpieczenia brodu.   Mostkowo – na pagórku zwanym Moszkiem o wysokości 103 m, położonym na północ od tej wsi, na północny wschód od majątku Sobna (wątpliwe, czy grodzisko).   Grazymy – na pagórku zwanym Zameczną Górą, położonym na południowy wschód od tej miejscowości, na północnym rogu jeziora Bobrzynki, w Grazymskim Lesie.   Mańki – stanowisko obronne, a może kurhan na północ od wsi, brak śladów.   Olsztynek – na górze o wysokości 176 m, zwanej Szwedzkimi Szańcami, potocznie zaś Babią Górą w gwarze mazurskiej zaś Babzio Górą lub Szancem, położonej 1200 m na północ od miasteczka.   Małszewo – stanowisko obronne 1500 m na południowy wschód od wsi.    Pasym – na górze o wysokości 157 m, zwanej Okrąglicą, potocznie zaś także Okrągłą Górą lub Zamkową Górą, wznoszącej się 1600 m na północo-zachód od miejscowości, na półwyspie Gajki, nad zachodnią zatoką jeziora Kalwa.   Pasym – stanowisko obronne na zachód od drogi Pasym-Klewki, brak śladów.   Pasym – stanowisko obronne na wschód od drogi do Marcinkowa, brak śladów.  

Według: Andrzej Wakar – Olsztyn-dzieje miasta.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Warmia.

niedziela, 29 stycznia 2012 20:53

3.                        Warmia.

   Jeszcze cały kraj pruski stał w ogniu wojny, a już dokonano jego podziału. Krzyżacy fałszując dokumenty zadbali o to, by oddalić wszelkie ewentualne pretensje terytorialne władców polskich, swoich fundatorów i opiekunów, których – jak później powiedziano – jeśli nie za panów, to przynajmniej za patronów mieli byli powinni. Uznawali nad sobą i to dość teoretycznie, jedynie zwierzchnictwo papieża i cesarza, dwu głów średniowiecznego świata. Rozstrzygnięty być musiał wszakże stosunek Zakonu do hierarchii kościelnej w Prusach. Dokonano tego układem w Agnani, zatwierdzonym bullą papieża Innocentego IV z 29 lipca 1243 roku.    Bullą tą papież podzielił cały kraj Prusów na cztery biskupstwa: chełmińskie, pomezańskie, warmińskie i sambijskie. Jednocześnie postanowił, iż trzecia część każdej diecezji stanowić będzie świeckie uposażenie biskupa; terytorium, w którym będzie sprawował pełnię władz zwierzchnich nad ludnością. Wszystkie cztery diecezje podlegać miały pod względem kościelnym arcybiskupowi w Rydze. Arcybiskup ten miał też być zwierzchnikiem Zakonu.   Ryga jednak leżała daleko. Jedyna druga, inflancka gałąź Krzyżaków toczyła z arcybiskupem nie kończące się spory, W Prusach natomiast pozycja biskupów była wobec Zakonu wręcz słaba. Kapituły diecezjalne, obsadzane przez osoby należące do Zakonu lub jemu uległe, obierały na biskupów osoby również powolne Zakonowi, pozbawione ambicji odgrywania jakiejkolwiek samodzielnej roli politycznej. W wyniku tego biskupstwa chełmińskie, pomezańskie i sambijskie faktycznie zostały wcielone do państwa krzyżackiego. W pewnym stopniu wyjątkiem  była tylko Warmia.   Zakładając w 1260 r. kapitułę diecezjalną pierwszy biskup warmiński Anzelm, mimo że sam był Krzyżakiem, pozbawił na stałe prawa zasiadania w niej członków Zakonu. Ponieważ zaś kapituła wybierała biskupów, żaden z następców jej założyciela nie był Krzyżakiem. Diecezja warmińska była największą spośród czterech diecezji pruskich, terytorium więc, nad którym biskupi warmińscy sprawowali nie tylko władzę duchową, ale i świecką, było dość obszerne. Dlatego biskupi warmińscy uparcie bronili suwerenności swej władzy i przy wielu okazjach podkreślali, że nie są poddanymi Zakonu, lecz przeciwnie – równorzędnymi partnerami wielkich mistrzów krzyżackich. Teoria ta miała jeden słaby punkt. Żeby zachować czy wywalczyć pełną niezależność, Warmia powinna była stworzyć własną organizację wojskowości. Tej zaś nie miała. Zdawała się na militarną opiekę Zakonu. Na terytorium biskupim sprawy wojskowe należały do kompetencji urzędników zwanych wójtami. Powoływali ich i odwoływali biskupi, ale aż do połowy XV wieku niemal wyłącznie spośród członków Zakonu. Również w polityce zagranicznej biskupi warmińscy zaczęli wykazywać aktywność dopiero w czasach, gdy Zakon utracił dawną potęgę.   Zachodnią granicę terytorium, na którym biskup warmiński sprawował w ten sposób ograniczoną władzę zwierzchnią nad ludnością, stanowiła Pasłęka, prócz dolnego jej biegu, gdzie terytorium to sięgało bardziej na zachód, dotykając Zalewu Wiślanego przy ujściu strumyka Narusy. Na północo-zachodzie granicą tą był Zalew Wiślany. Na północo-wschodzie biegła ona od ujścia Pasłęki prostą linią do źródeł Dajny, dopływu Gubra, skąd skręcała na południowy zachód w kierunku źródeł Pasłęki.   W 1277 r. biskup Anzelm przekazał trzecią część tego terytorium w bezpośrednie władanie kapitule warmińskiej. Oddał jej prawo do świadczeń, ciężarów i posług ze strony ludności i powierzył całą jurysdykcję, zachowując dla siebie jedynie decyzję w apelacjach od wyroków w sprawach karnych. Stanowisko prawne kapituły warmińskiej wobec biskupa w sprawach władania przekazanym jej terytorium było więc takie same jak biskupa warmińskiego wobec wielkiego mistrza krzyzackiego. W sprawach wojny i pokoju biskup decydował za kapitułę, a wielki mistrz za biskupa. I dlatego tak długo stało u szczytu potęgi, kierownictwo państwa zakonnego także i Warmię biskupią podporządkowało swej woli i idei jedności państwa.   Do czasu gdy toczyły się walki z Prusami, władza biskupów warmińskich rozciągała się tylko na pobrzeżu Zalewu Wiślanego. Na pozostałych przyznanych im terytoriach była dość teoretyczna. Również granice tych terytoriów nie były wytyczone dokładnie. Nie można było o tym myśleć nawet po zgnieceniu wielkiego powstania Prusów, bo wtedy tereny te stały się widownią walk między Krzyżakami a spokrewnionymi z Prusami Jaćwingami. Wprawdzie i oni złożyli broń w 1283 r., ale pobici Prusowie nadal ni chcieli się pogodzić z jarzmem. W 1295 r. znowu próbowali ruszyć do walki. Jeszcze w połowie XIV wieku władze zakonne nadając szlachcicowi pruskiemu Malgedinowi ziemię w Natangii podkreślały, że był on jedyny wierny Zakonowi, gdy wszyscy Prusowie opuścili sprawę Zakonu. Na początku tegoż XIV wieku aż po Łynę i Pasłękę sięgały odwetowe wyprawy wielkich książąt litewskich Witenesa i Giedymina. Wobec takich warunków aż do połowy XIV wieku biskupi warmińscy nie mogli podjąć żadnej organizatorskiej pracy na terenach położonych nad górną Pasłęką i nad górną Łyną. Istniały tam nadal osady pruskie, w których ludność, aczkolwiek poddana różnym służebnościom, rządziła się nadal swoimi prawami. Z musu tolerowanymi według głoszonej wówczas zasady: „pozwólcie Prusom pozostać Prusami”.   Dopiero wówczas, gdy na ziemiach położonych na zachód od Pasłęki i w szerokim pasie wzdłuż Zalewu Wiślanego utrwalono już porządki wprowadzane według wzorów przenoszonych z Zachodu, można było zająć się i tym terytorium, zwłaszcza że – wobec wybudowania łańcucha zamczysk na wschodzie krzyżackiego państwa – niebezpieczeństwo napadów litewskich wydawało się pozornie zażegnane. Można było podjąć się dzieła zakładania wsi, dzieła systematycznej kolonizacji terenu.   Należało przy tym definitywnie ustalić granice biskupiego dominium i jego części zarządzanej przez kapitułę. Biskupi wnosili pretensje do dość dużego terytorium spornego, za którym leżały Bartoszyce, Sępopol, Kętrzyn i Pasym. W ciągu kilkudziesięciu lat przechodziło ono raz pod jurysdykcję jednej, raz drugiej strony. Na koniec w 1374 r. przypadło ono Krzyżakom w wyniku ostatecznego rozgraniczenia terytoriów zakonnych i biskupich.   Wcześniej, bo w 1346 r. wytyczono granice części dominium należącej do kapituły. Prócz Fromborka i Pieniężna (Wewy, Melzaku) z okolicami, przyznano jej południowe naroże dominium, na południe od linii łączącej jeziora Gamry, Morąg, Wadąg, południowy skraj jeziora Umląg i na północo-wschód od jeziora Serwent dotykającej do granicy z Prusami Zakonnymi. Na tym terytorium kapituła rozpoczęła budowę miasta, które otzymało później nazwę Olsztyn.   Pod względem administracyjnym całe dominium podzielono już w XIV wieku na dziesięć komornictw: braniewskie, fromborskie, orneckie, pieniężnieńskie, lidzbarskie, reszelskie, jeziorańskie, dobromiejskie, barczewskie i olsztyńskie. Fromborskim, olsztyskim i pieniężnieńskim zarządzała kapituła, pozostałymi biskup. Cały ten kraj choć nie pokrywał się on dokładnie z dawnym terytorium plemiennym pruskich Warmów.

Według: Andrzej Wakar – Olsztyn-dzieje miasta.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

4. Osadnictwo.

sobota, 28 stycznia 2012 20:28

4.                  Osadnictwo. 

 Akcję kolonizacyjną w komornictwie olsztyńskim zaczęto jeszcze przed podziałem południowo-wschodniej Warmii. Pierwsze dokumenty lokacyjne wystawiano tu we wspólnym imieniu biskupa i kapituły. Gdy podziału tego dokonano, tym bardziej zaś wówczas, gdy kłaść poczęto fundamenty pod budowę Olsztyna, akcja osadnicza znacznie się tu wzmogła.   Najstarszą miejscowością na tym terenie był Bartążek, gdzie władze wzniosły sobie w 1335 r. niewielki zameczek, wokół którego kapituła zorganizowała później własny majątek ziemski. Następnie powstały: 1337 – Brąswałd, Dywity, Pistki1342 – Jaroty1343 – Stękiny1345 – Bartąg, Jonkowo, Tomaszkowo, Warkały1346 – Godki, Wołowno1347 – Unieszewo, Woryty1348 – Dorotowo, Kieźliny, Gronity, Mątki, Cegłowo, Linowo1349 – Naterki1350 – Pęglity1351 – Wymój1352 – Wrzesina, Gietrzwałd, Szałstry, Gutkowo, Szczęsne, Nowe                       Kawkowo, Bukwałd, Klewki1353 – Podlejki1354 – Kajny, Różnowo1355 – Dajtki, Gamerki Małe1356 – Likusy1357 – Klebark Wielki, Stwiguda1358 – Gryźliny1359 – Trękus, Wójtowo   W ciągu XIV wieku ta akcja osadnicza stworzyła wokół Olsztyna gęstą sieć miejscowości, którą w następnych stuleciach uzupełniano już tylko w bardzo małym stopniu.   Większość tych wsi, były to wsie zakładane na prawie chełmińskim. Kapituła warmińska nadawała za odpowiednią kwotą w dziedziczne użytkowanie tak zwanemu zasadźcy kilka włók, zwanych sołeckimi, jednocześnie nakładając na niego zadanie założenia wsi czynszowej na obszarze dziesięciokrotnie większym. Kolonistów do wsi sprowadzał ów zasadźca. Jeśli kapituła miała pod tym względem jakieś życzenia, zaznaczała to w przywileju lokacyjnym, np. żeby wieś zasiedlić ludźmi niemieckimi. Za swój trud zasadźca wynagradzany był dziedzicznym urzędem sołtysa. Reprezentował odtąd wieś wobec kapituły, a zarazem był też włodarzem pilnującym interesów kapituły we wsi. Do niego należały sprawy porządku i bezpieczeństwa we wsi, całości dróg i mostów, poboru podatków i czynszów dla kapituły oraz dziesięciny dla proboszcza. Włóki sołeckie były wolne od czynszu, rzadziej od pańszczyzny. Sołtysi wykonywali niższe sądownictwo wobec mieszkańców wsi, to znaczy ferowali wyroki w sprawach bijatyk, ran krwawych i sińców, i w różnych sprawach cywilnych. Niekiedy brali także udział w tak zwanym sądownictwie wyższym. Chłopi osiedlani w nowo zakładanych wsiach otrzymywali ziemię wyznaczaną im przez sołtysa, w wymiarze od jednej do czterech włók. W ciągu kilku lub kilkunastu lat korzystali z tak zwanej wolnizny, której wymiar ustalano według tego, jak dużych nakładów wymagało założenie gospodarstwa, np. przez wykarczowanie lasu. Potem byli zobowiązani do świadczeń w czynszach, naturaliach i robociźnie na rzecz właściciela wsi, to jest kapituły. Z czasem przyjął się pogląd, że chłopi czynszowi są gleba adscripti, przypisani do roli. Mogli wprawdzie wykupić się, po spełnieniu odpowiednich warunków, i opuścić wieś, ale obowiązani byli na opuszczone włóki wynaleźć zastępcę.   W ten sposób powstawały wsie należące do panów kraju, to jest do kapituły warmińskiej, po zaborze Warmii przez Prusy w XVIII wieku nazywane wsiami królewskimi. Prócz nich kapituła tworzyła majątki wasalne, to jest takie, których właściciele nie byli zobowiązani do służby wojennej. Majątki te zanikły jednak stosunkowo szybko i na ich miejscu wyrosły wsie na prawie chełmińskim. Wielką własność reprezentowały majątki rycerskie, np. Trękus, Klewki, Nikielkowo, Track. Powstawały one w ten sposób, że kapituła jakiś obszar w puszczy lub też osadę pruską, wraz z zamieszkałymi w niej ludźmi, nadawała w lenno rycerzom, a oni z nadanej ziemi tworzyli majątek ziemski, niekiedy zaś wydzielali pewną ilość włók na wieś czynszową, zwaną wsią szlachecką, dla której założenia powoływali zasadźcę. Sprowadzeni czy osadzeni w tej wsi chłopi spełniali wobec dworu szlacheckiego podobne obowiązki jak mieszkańcy wsi należącej do panów kraju wobec majątku kapituły. Jednakże majątków szlacheckich w komornictwie olsztyńskim powstało bardzo mało,  kapituła zadowoliła się trzema: w Bartążku, w Starym Dworze, łącznie z Pozortami oraz przy zamku olsztyńskim. Wskutek tego położenie chłopów było stosunkowo dobre, właściciele włók sołeckich zaś tworzyli warstwę o poważnym znaczeniu gospodarczym i nawet politycznym.    Kolonistów w pewnej liczbie zasadźcy sprowadzali z zewnątrz: z innych, wcześniej skolonizowanych wsi na północy kraju, ze Śląska, z Niemiec. Część wsi zakładali w puszczy, o czym albo wspominają przywileje lokacyjne, albo, co można wnosić można z nazw miejscowości, np. Bukowina, Niedźwiedź, wsie z członem –walde w niemieckiej wersji nazwy, a –wald w spolonizowanej, jak Brąswałd, Bukwałd, Gietrzwałd, Ługwałd, Miodówko (Honigwalde niem.), Szczęsne (Schoenwalde niem.). Większość wsi tworzono tu jednak na obszarach od wieków przeoranych p0ługiem dawnych mieszkańców, Prusów. Co więcej, zasadźcy byli tu przeważnie Prusami, jak np. Prus Jomen założyciel Jarot (Jomendorf niem.), Prus Medeke założyciel Bartąga, bracia Mileszen i Wolfshain założyciele Tomaszkowa i wielu, wielu innych. Również Prusami byli tutaj właściciele majątków wasalnych. I jedni i drudzy zasiedlali Prusami tworzone przez siebie miejscowości. Kolonizacja  komornictwa olsztyńskiego była więc w głównej mierze kolonizacją wewnętrzną czy raczej przeorganizowaniem istniejącego tgu osadnictwa według wzorów prawa chełmińskiego.   Z analizy przywilejów lokacyjnych wynika, że w wiekach XIV i XV Niemcy mieszkali, wyjąwszy Olsztyn, jedynie w paru (nie wszystkich) wsiach kościelnych komornictwa olsztyńskiego. Ogromną większość ludności tego terytorium stanowili podówczas Prusowie. W końcu XIV wieku rozpoczął się napływ na ten teren ludności polskiej, która uprzednio skolonizowała już okolice Dąbrówna, Ostródy, Olsztynka i Nidzicy. Rola tego elementu ludnościowego, zrazu niewielka, poczęła się w XV wieku wydatnie zwiększać.Według: Andrzej Wakar – Olsztyn-dzieje miasta.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Prusowie. Życie i obyczaje. Walki plemienne.

wtorek, 24 stycznia 2012 20:17

     Prusowie.  Życie i obyczaje.  Walki plemienne. 

  Zanim nad Łyną pojawili się rycerze krzyżaccy, a po nich księża, kupcy i rzemieślnicy, którzy założyli Olsztyn - miał tu swoje siedziby lud należący do tejże grupy językowej co Litwini i Łotysze. Byli to Prusowie. Od wczesnej epoki żelaza, tj. od VI wieku przed naszą erą, a może od czasów jeszcze bardziej odległych, zamieszkiwali oni ziemie między ujściem Wisły na zachodzie a dolnym Niemnem na wschodzie, Morzem Bałtyckim na północy a krańcami Pojezierza Mazurskiego na południu. Ich kraj był bogaty w lasy i wody. Z tego powodu ważnymi gałęziami gospodarstwa Prusów były łowiectwo i rybactwo, a zwłaszcza bartnictwo. Jednakże podstawę ich gospodarki stanowiło rolnictwo. Prusowie mieli stałe  niwy, które uprawiali za pomocą radła zaprzężonego w konie lub woły. Znali brony, sierpy, kosy, widły, łopaty. Siali pszenicę, jęczmień, żyto, owies, proso i znali bób, mak, fasolę (a właściwie tak nazywają jej przed amerykańską odmianę), grykę, brukiew i buraki. Potrafili zakładać sady owocowe, w których sadzili jabłonie, grusze, wiśnie i śliwy. Z roślin służących do wytwarzania tkanin uprawiali len i konopie. Prusowie hodowali konie (stworzyli własną,pruską rasę z dzikich koni, tzw. tarpanów, schwytanych w lasach i oswojonych), bydło rogate, owce, świnie, kozy i drób. Rolnictwo było nie tylko podstawowym. Ale i bardzo dawnym zajęciem Prusów, bo już według Tacyta (który nazywał ich Aistami), biedzili się cierpliwie z uprawą zboża i innych produktów ziemnych.   Ich ustrój społeczny wynikał z prywatnego władania ziemią. Przy istnieniu licznych pozostałości wspólnoty rodowej, zróżnicowanie majątkowe było poważne, a potęgował je handel utrzymywany z sąsiednimi ludami, w tym także handel morski z krajami skandynawskimi. Statki pruskie odwiedzały port w Birce, a kupcy skandynawscy przybywali do portów pruskich: w Truso, w południowzachodnim kącie Zalewu Wiślanego, i w Wiskiauten na Sambii. Do krajów skandynawskich wywożono zboże, produkty leśne i bursztyn, przywożono zaś stamtąd głównie wyroby metalowe, jak np. broń. Żelaza i soli bowiem Prusowie nie mieli. Dlatego też Leszek Biały pragnął w środku kraju Prusów założyć targ żelaza i soli, a przy nim zbudować miasto jako ośrodek misji chrześcijańskich.   Kierowniczą rolę w życiu politycznym Prusów odgrywali możni. Jedynie najważniejsze sprawy, dotyczące wojny i pokoju, rozstrzygano na wiecach. Gdy nieprzyjaciel wtargnął do kraju, cała ludność męska chwytała za broń. Ibrahim Ibn Jakub tak pisał o Prusach: Gdy najdzie ich jakie wojsko,  żaden z nich nie ociąga się, ażeby przyłączył się do niego jego towarzysz, lecz następuje nie oglądając się na nikogo i rąbie mieczem, aż zginie. Wojsko zwoływano przez gońców, po czym stawało ono obozem, zwanym liskis, ubezpieczonym za pomocą zasieków i płotów. Ważną rolę militarną odgrywały grody, w których ludność chroniła się w czasie wojen i zamieszek. Najchętniej jednakże, zwłaszcza w walce z lepiej uzbrojonymi przeciwnikami, Prusowie posługiwali się sposobem walki podjazdowej.   Prusowie nie budowali miast, choć mieli stałe miejsca przeznaczone na targowiska. Nie mieli także i wsi. Mieszkali w chatach kleconych z drewna i słomy, wznoszonych nie w skupiskach, ale przy swoich polach uprawnych. Znani byli ze swe skromności, z lekceważenia wystawnego ubioru i ozdób, z gościnności. Żyli w wielożeństwie. Majątek dziedziczyli tylko synowie. Zmarłych palono na stosach, prochy składano do urn i grzebano w ziemi, a rodzina i przyjaciele zasiadali do stypy.   Prusowie wierzyli w życie pozagrobowe. Utrzymywali, że dusze zmarłych przebywają w swoich rodzinnych stronach i snują się po domach, polach  lasach. Czcili Słońce, Księżyc, gwiazdy, pioruny, ogień i wodę, ptactwo, niektóre zwierzęta i płazy. Świątyń nie mieli i to, co – przekazujący wiadomości o Prusach z trzeciej czy czwartej ręki – nawypisywali o Romowem w Nadrowii, uchodzi za bałamuctwo wynikłe z przypadkowej zbieżności nazwy jego miejsca z Rzymem. Również informacje o Kriwem, rzekomym arcykapłanie Pruskim, rezydującym niby papież w owym Romowem, uchodzą za zmyślone i fałszywe, podobnie jak i informacje o innych kapłanach, tzw. wajdelotach. Stałej warstwy kapłańskiej Prusowie, jak się wydaje, w ogóle nie mieli. Ceremoniałem kierowali starzy ludzie, wybrani na ten cel dzięki swemu autorytetowi w plemieniu. Ceremonie religijne odprawiali pod gołym niebem wśród lasów lub na polu. Prawdopodobnie pewne lasy i gaje oraz stare, wiekowe drzewa (dęby i lipy) uchodziły u Prusów za święte.   Na każdym kroku Prusowie widzieli ingerencję sił nadprzyrodzonych, wszędzie dostrzegali czary, każdy ich czyn odbywał się pod dobrą lub złą wróżbą. Ich świat roił się od bóstw. Lecz - wbrew  bałamuctwom wielu późniejszych dziejopisów – bóstwa te to raczej skierki i chochliki, a nie potężni bogowie równi bogom starożytnej Romy. O istnieniu u Prusów zindywidualizowanych bóstw wyższego rzędu, mających własne imiona, źródła milczą niemal zupełnie. Jedynie tekst układu z 1249 roku mówi o bałwanie lepionym co roku po skończeniu żniw i czczonym jako bóstwo urodzajów pod nazwą Kurke. Było to bóstwo urodzajów, charakterystyczne dla ludu rolniczego. Późniejsze wiadomości o innych bogach, np. o trójcy świętej – Perkun, Patollo i Natrimpos, są bardzo niepewne. Jednakże można sądzić, że Prusowie czcili Perkuna, ponieważ kult tego boga grzmotu występował u pokrewnych im Litwinów Łotyszów, a poza tym świadczą na jego rzecz nazwy kilku miejscowości i jezior na dawnym terytorium Prusów: Perkujki, Parkoszewo (Perkau, niem.), Pierkunowo, dwa jeziora Perkun.   Nie wiadomo, czy poza Kurkem, a zapewne i Perkunem, Prusowie mieli jeszcze inne bóstwa wyższego rzędu. Nie można jednak tego wykluczyć. Atak chrześcijaństwa kierował się bowiem przede wszystkim przeciw formom zorganizowanego kultu pogańskiego. Zostały one zniszczone i zapomniane, nim znaleźli się ludzie, którzy chcieli napisać na ten temat coś rzetelnego. Dłużej w świadomości ludu pruskiego ocalały nie zindywidualizowane bóstwa, których nie otaczano zoganizowanym kultem, a które towarzyszyły chłopu pruskiemu w domu i w polu, przy zajęciach gospodarskich, owe duszki, dobre lub złośliwe demony domowe, leśne, polne i rzeczne.   U progu XIII stulecia Prusowie dzielili się na następujące plemiona: Pomezanów, Pogezanów, Wamów, Natangów, Sambów lub Samów, Bartów, Nadrowów i Galindów lub Golendów. Ostatnio wymienionych wspominał już w II wieku naszej ery geograf aleksandryjski Ptolemeusz, podobnie jak i Sudawów, Jaćwingów, których często także zalicza się do plemion pruskich, choć raczej uznać ich należy za lud odrębny, aczkolwiek bardzo bliski Prusom – według autora pruskiego przekładu katechizmu luterańskiego z 1545 roku - rozumieli oni wszystkie wyrazy pruskie. Inną grupą etniczną, też niekiedy zaliczaną do plemion pruskich, byli Skalwowie, raczej jednak bliżsi Żmudzinom.   Wśród tych plemion i między nimi toczyły się nieustanne walki, zrozumiałe choćby z tego powodu, że w wypadku zabicia kogoś zwyczaj pomsty rodowej domagał się odwetu. Jednakże z tych walk żaden ród nie wyszedł na tyle mocny, by mógł podporządkować sobie i swojej władzy jedną czy wszystkie pruskie plemiona. Nie mając utworzonej organizacji państwowej stanęli na pół bezbronni wobec agresji krzyżackiej. Plemiona, a nawet włości, działały wówczas zwykle każde z osobna. W obliczu zagłady Bartów, Nadrowowie zachowywali obojętność, choć następny cios krzyżactwa właśnie przeciw nim miał być wymierzony. Podobnie działo się i wtedy, gdy broniły się Pomezania, Warmia czy Natangia.   Prusowie między sobą walczyli ciągle, sąsiadów natomiast atakowali tylko w stosunkowo rzadkich epokach ekspansji militarnej. Wprawdzie kroniki przekazały obraz stosunków prusko-polskich jako pasmo nie kończących się wzajemnych napadów, ale w relacjach tych jest wiele przesady. Kronikarze krzyżaccy uzasadniali bowiem działalność Zakonu w Prusach koniecznością obrony chrześcijańskiego kraju zagrożonego w swoim bycie przez wieczne i niebezpieczne napady pogan. Tymczasem inne źródła, bardziej wiarygodne, określały Prusów jako lud najspokojniejszy, najbardziej ludzki, bardziej niebezpieczny dla dusz (ze względu na swe pogaństwo) niż dla ciał, a mówiąc nawet o napadach pruskich na Mazowsze wymieniają tak nikłe liczby napastników, że te napady raczej uznać należy za graniczne zatargi sąsiedzkie niż za militarną agresję. Bulle papieskie, głosząc krucjaty przeciw poganom pruskim, zachowywały całkowite milczenie o szkodach wyrządzonych Polsce przez tych pogan. W każdym razie stosunki polsko-pruskie nie były tak złe, by uniemożliwiać przenikanie polskich wpływów pokojowych do kraju Prusów. Z Polski dążyły tam nawet pielgrzymki na miejsce pierwszego pochowania zwłok św. Wojciecha, wskazywane przez Prusów przybyszom.   Na języku pruskim znać było liczne ślady wpływu polskiego. Wydaje się także, iż kolonizacja polska wkroczyła na ziemie pruskie już w czasach przed krzyżackich. Dowodzą tego miejscowości w ówczesnej Pomezanii wymieniane we wczesnych dokumentach krzyżackich.   I tak kultura staropruska zawisła całkowicie od staropolskiej [...] tu, za Drwęcą i Ossą, otworzyły się najpierw widoki dla szerokich wpływów polskich [...] najpierw na północy kultura i wpływy polskie działały [...] Silny ten wpływ polszczyzny trwał od czasów Chrobrego do XIV wieku; potem zluzował go nowy, niemiecki, i z rąk, i wpływów polskich wymknęły się, jak rychlej już Pomorze, a potem i Śląsk, tak teraz i Prusy, co miało stanowić naturalne rozszerzenie Polski, przeciw niej się zwróciło.   Między Polską a Prusami istniały także możliwości politycznego współdziałania. Np. Bolesław Kędzierzawy w wojnie z cesarzem Fryderykiem Barbarossą korzystał w 1157 roku z posiłków pruskich. Jednakże niechęć Prusów wobec chrześcijaństwa uniemożliwiała spotęgowanie tych wpływów zarówno kulturalnych, jak i politycznych. W dobie wojen krzyżowych Polsce trudno było cierpieć pogaństwo w sąsiedztwie. Prusowie natomiast wobec próby ich nawracania zachowywali się opornie, przekonani, że w wypadku przyjęcia obcej wiary ziemia im wyjałowieje, drzewa się owocem nie pokryją, nowego przypłodu nie będzie, a przestarzały dobytek nie umrze.   Po fiasku misji św. Wojciecha (997) i św. Brunona (1009) w ciągu dwóch wieków brakło w Polsce programu politycznego wobec Prusów. Co pewien czas dążyły tam z Polski wyprawy zbrojne, kończące się zwykle zhołdowaniem jakichś książątek i uzyskaniem trybutu. Prusowie jednak prędko zapominali o tych należnościach. Gdy więc na początku XIII stulecia nie wcielono w życie programu pokojowego nawrócenia Prusów, przedstawionego przez Leszka Białego, jego brat, Konrad Mazowiecki, sprowadził na pogranicze pruskie Niemiecki Zakon Szpitalny im. Najświętszej Maryi Panny, który miał odtąd, podobnie jak zakony rycerskie w Palestynie i w Hiszpanii, zwalczać niewiernych i przymusem krzewić wiarę Chrystusową (1230). Zakon ten przeszedł do historii pod mianem Krzyżaków.  Odziani w żelazo rycerze krzyżaccy mieli w otwartym polu przewagę nad Prusami. Także gródki Prusów, które w walkach wewnętrznych albo w wojnach z Rusią i z Mazowszem stanowiły fortyfikacje o poważnym znaczeniu militarnym, dla rycerzy z Zachodu, obznajmionych ze sztuką oblężniczą, były dość łatwe do zdobycia. Niemniej jednak, potrzebne było przeszło pół wieku na to, by podbić i ujarzmić Prusy.
Wojny z Zakonem Krzyżackim. Klęska Prusów.   Początkowo Krzyżacy pragnęli opanować prawą stronę Wisły między Toruniem a Elblągiem licząc na to, że drogą wodną z łatwością utrzymają łączność między ufortyfikowanymi przyczółkami w nieprzyjacielskim kraju. W 1223 r. zbudowali zamek w Kwidzynie i uczynili go bazą, z której organizowali wypady przeciw Pomezanii. W tymże roku przyszły im na pomoc wielkie zastępy krzyżowców z Niemiec i z Polski. W bitwie nad rzeką Dzierzgoń Prusowie ponieśli ciężką klęskę i prawie cała Pomezania wpadła w ręce Krzyżaków. W ciągu następnych pięciu lat opanowali oni resztę tego kraju i całą Pogezanię oraz rozpoczęli kroki zaczepne przeciwko Warmii. Wtedy jednak udało się zespolić siły Warmów, Natangów i Bartów i przez trzy lata walki toczyły się ze zmiennym szczęściem, głównie pod nadmorską twierdzą Bałga. Z krytycznej sytuacji wybawiła rycerzy zakonnych nowa krucjata z Niemiec. Siły Prusów poszły w rozsypkę. Wówczas Krzyżacy do tej pory stale operujący z przyczółków znad Wisły i znad Zalewu Wiślanego, mogli już rozpocząć ofensywę w głąb Prus. Opanowali Warmię, Natangię i Barcję i pod ich władzą znalazły się obszary od Wisły aż po Pregołę i Wielkie Jeziora Mazurskie. Na zgliszczach kilku pruskich grodzisk zbudowali natychmiast swoje zamki warowne jako ośrodki okupacyjnej władzy.   Nie minęło jednakże wiele miesięcy, a już te budowle legły w gruzach pod ciosem, który zachwiał fundamentami państwa krzyżackiego. Oto bowiem Prusowie podnieśli sztandar powstania, pewni, że chrześcijańska Europa, zagrożona nagłym i potężnym najazdem mongolskim, nie udzieli braciom zakonnym skutecznego poparcia. Równocześnie przeciw Krzyżakom wystąpił książę pomorski Świętopełk, zapewne przeczuwając, że państwo zakonne kosztem jego księstwa dążyć będzie do stworzenia sobie połączenia z Rzeszą, z krajami, z których przybywali na ziemię pruską rycerze i koloniści. Jednakże i tym razem książęta piastowscy udzielili Krzyżakom pomocy. Po ośmiu latach zmagań Świętopełk uznał się za pokonanego. Wkrótce potem ludność Pomezanii oraz północnych obszarów Warmii i Natangii zawarła układ z Krzyżakami w Dzierzgoniu (1249). Układem tym zobowiązywała się do przyjęcia chrześcijaństwa oraz do lojalności wobec Zakonu, płacenia na jego rzecz dziesięcin i posiłkowania go w walkach. W zamian otrzymywała równouprawnienie ze sprowadzoną przez Krzyżaków ludnością niemiecką, z zastrzeżeniem, iż w wypadku niedotrzymania swych zobowiązań, utraci wolność.    Po zdławieniu pierwszego powstania Prusów, Krzyżacy zaatakowali Bartów i Natangów i zmusili ich w 1252 roku do złożenia broni, następnie zaś, wsparci przez potężne oddziały rycerstwa z Czech, Moraw, Austrii i Brandenburgii, sprowadzone przez króla czeskiego Przemysła Ottokara II, opanowali w latgach 1255-1258 Sambię i nad Pregołą wznieśli miasto nazwane na cześć tego władcy Królewcem.   Tymczasem rządy Krzyżaków dały się Prusom dotkliwie ze znaki, tym bardziej, że zwycięzcy niezbyt dokładnie trzymali się litery dzierzgońskich układów. Wieść o porażce Zakonu poniesionej na Żmudzi w lipcu 1260 roku Prusowie przyjęli z nie ukrywana radością. Wójt krzyżacki Volrad Miabilis zaprosił wtedy możnych pruskich z Natangii i z Warmii i przybyłych na to spotkanie kazał wymodować. Ten zdradziecki czyn przyśpieszył wybuch powstania. Rozpoczęło się ono 20 września 1260 roku i objęło Pogezanię, Warmię, Natangię, Barcję i Sambię. Na czele plemion stawali częstokroć dawni wychowankowie szkół krzyżackich. Wodzem Pogezanów został Auctumo, wodzem Warmów Glappo, wodzem Bartów Diwan Klekin, Natangom przewodził energiczny i szlachetny Herkus Monte, uważany niekiedy za prototyp Mickiewiczowskiego  Konrada Wallenroda.    W 1261 roku Natangowie rozgromili w bitwie pod Pokarwis doborowe odziały krzyżackie, wspierane przez rycerstwo z Niemiec. Podjęta przez Zakon próba pacyfikacji Sambii zakończyła się  klęską. Cały kraj był znów wolny. Załogi zamków krzyżackich w Królewcu, w Bałdze czy w Elblągu mogły opierać się dzięki dostarczanym drogą morską posiłkom w ludziach, broni i żywności, w zamkach położonych z dala od Wisły i Zalewu Wiślanego natomiast Krzyżacy znaleźli się w potrzasku i wyczerpawszy środki żywności, musieli kapitulować lub próbować przedzierać się do swoich. W 1263 roku Herkus Monte wtargnął na czele swych oddziałów do ziemi chełmińskiej. Bitwa pod Lubawą zakończyła się pogromem Krzyżaków. Przez wiele miesięcy Prusowi grasowali po ziemi, którą Krzyżacy posiadali najdawniej i w której koloniści niemieccy byli najlepiej zagospodarowani. W drodze powrotnej Herkus Monte rozgromił siły krzyżackie, dowodzone przez mistrza krajowego Helmericha von Hechenberga.   Historia likwidacji drugiego powstania Prusów należy do najbardziej krwią zapisanych kart w dziejach ludzkości. Krzyżacy tłumili to powstanie z bezprzykładnym okrucieństwem, chętniej posługując się zdradą, przekupstwem i skrytobójstwem niż siłą oręża. W ujarzmieniu Sambii dopomogli im możni tego kraju, którym Krzyżacy w zamian za współpracę obiecali opiekę, nadania ziemi i przywileje szlacheckie. Patriarcha sambijskiego rodu Kandeminów, Gedune udzielił Ottokarowi czeskiemu, gdy ten wyruszał z krucjatą, informacji o sile powstańców. W zamian miał zatknąć znaki na siedzibach swego rodu, by je krzyżowcy oszczędzili. Przybył jednakże z powrotem zbyt późno, znalazł już tylko zgliszcza i trupy „wszystkich ze swojej krwi”. Rzadziej trafiały się w tych ponurych czasach czyny szlachetne. Gdy po bitwie pod Pokarwis Prusowie chcieli ofiarować kogoś z jeńców bogom, los padł na rycerza Hirzhalsa. Jeszcze raz  Herkus Monte ratował przyjaciela. Ale gdy za trzecim razem los znowu wybrał Hirzhalsa, ten sam kazał się prowadzić na stos ofiarny.   Po 1268 roku Krzyżacy, dzięki ogromnemu napływowi ochotników z Niemiec i z Czech, powoli zaczęli uzyskiwać nad Prusami przewagę w polu. W 1271 roku padł wódz Bartów Diwan Klekin, przy oblężeniu zamku w Kowalewie. W 1272 roku nowy mistrz krajowy Krzyżaków, Dittrich z Miśni, zaatakował Warmię i Natangię, zdobył wszystkie twierdze tam położone i obie ziemie straszliwie spustoszył. Herkus Monte z niedobitkami swych oddziałów musiał zaszyć się w lasy, by stamtąd jeszcze przez parę miesięcy nękać Krzyżaków wojną podjazdową. W końcu został schwytany i powieszony pod Stabławkami. Gdy jeden z Prusów zobaczył Herkusa Monte wiszącego na gałęzi, wydał w ręce komtura krółewieckiego swojego pana, wodza Warmów, Glappa. Komtur powiesił Glappa na wzgórzu pod Królewcem. Po śmierci swoich wodzów Batowie, Natangowie i Warmowie poszli śladem Sambów i zdali się na łaskę Zakonu.   Drugie powstanie pruskie uwolniło Krzyżaków od zobowiązań traktatu dzierzgońskiego z 1249 roku. Odtąd mogli uważać Prusów za poddanych pozbawionych wszelkich praw i obarczać ich różnymi ciężarami i powinnościami, pozbawić mienia i wolności, gnębić różnymi zakazami i nakazami, przesiedlać z miejsca na miejsce. Jedynie ci, którzy nie wzięli udziału w powstaniu, zdradzili w czasie działań albo też potem uzyskali przebaczenie, stworzyli warstwę „pruskich wolnych”, uprzywilejowaną przez Krzyżaków, wspomagającą ich w rządach i szybko niemczącą się. Z niej wyrosło wiele niemieckich rodów szlacheckich.    Podbita ludność pruska uległa przymusowej chrystianizacji, lecz była to chrystianizacja bardzo powierzchowna. Na Sambii Prusowie ostatni raz złożyli publicznie ofiarę bogom w 1520 roku, w czasie wojny polsko-krzyżackiej, błagając, by odstraszyli oni okręty gdańskie od brzegów pruskich. Zakon, znajdujący się w rozpaczliwym położeniu militarnym, zgodził się na tę uroczystość. Niejaki Waltin Suplit przyznał się, że przy zaklinaniu wszystkiego precz od brzegów morskich zapomniał zrobić wyjątek dla ryb, że więc należy nową mniejszą ofiarę czarnej świni bogom o omyłce donieść. Czy równie długo przetrwały relikty pogaństwa nad górną Łyną?Według: Andrzej Wakar – Olsztyn-dzieje miasta.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Wojny.

sobota, 12 listopada 2011 13:33

Wojny: 2-ga szwedzka, północna i 7-letnia.   Ludzie żyli krótko w czasach, które moglibyśmy określić jako normalne. Ale przecież często padały na Olsztyn 4 klęski dawnych wieków: "powietrze", głód, ogień i wojna. Wówczas śmierć zbierała jeszcze obfitsze żniwo. Mury obronne miasta i zamku mogły być jeszcze nie do zdobycia dla Krzyżaków w epoce Kopernika. Później nie stanowiły dla wrogów istotniejszej przeszkody, choć wartość fortyfikacji uznawano jeszcze w 1627 r., a dla kapituły warmińskiej zamek olsztyński był wtedy ultimum refugium. Jednakże Olsztyna nie zdobywano już szturmem, tak jak za czasów krzyżackich.   W czasie 100-letniego pokoju, jaki nastąpił po ostatniej wojnie z Zakonem, mieszczan olsztyńskich nękały jedynie burdy i zajazdy graniczne. Były to głównie spory ze szlachtą Prus Książęcych lub ze starostami książęcymi, powstałe wskutek obopólnego naruszania zasad dobrego sąsiedztwa: gdy wypasano bydło na cudzych łąkach lub łowiono ryby w cudzych wodach. Wystarczała jednak zwykle groźba skargi do króla polskiego, by sprawie nadać pomyślny bieg.    Wojna zbliżała się do bram Olsztyna wówczas, gdy wojska Gustawa Adolfa wylądowały nad Zalewem Wiślanym. I tym razem miasto zostało oszczędzone, choć jego okolice ucierpiały podczas przemarszu wojsk, które dopuściły się wielu aktów samowoli. Dopiero fala wojenna szwedzkiego "potopu" (1655-1660) zalała Olsztyn. Miasto okupowały wojska brandenburskie i szwedzkie. Pojawili się tu nawet Austriacy sprzymierzeni z Polakami. W latach 1673 i 1674 kwaterowały w Olsztynie wojska śpieszące na wojnę turecką. W 1697 r., podczas wojny domowej wywołanej podwójną elekcją Augusta II i księcia Contiego, plądrowały niezdyscyplinowane oddziały saskie i polskie.  Najgorzej działo się podczas wojny północnej (1700-1721). W mieście i okolicy grasowały kolejno i na przemian wojska saskie szwedzkie, pruskie i rosyjskie. Później Warmia, aż do czasów napoleońskich, nie była widownią działań wojennych, niemniej, bezsilna Rzeczpospolita nie mogła przeszkodzić porywaniu rekruta z Olsztyna i z pobliskich wsi przez wojska pruskie (1734) oraz 4-letniej okupacji Warmii przez Rosjan (1758-1762) w czasie wojny 7-letniej.   W wiekach XVII i XVIII Olsztyn nie był ani razu zdobywany, a jednak wiele razy dotkliwie odczuwał ciężar wojen. Jeszcze nie dotarł do bram wróg, a już grabili swoi. Wojska zaciężne składały się z awanturników i straceńców, którzy nieraz zaciągali się, by ujść przed grożącym za różne sprawki stryczkiem. Te zdziczałe watahy nie robiły zbyt wielkiej różnicy między krajem własnym a nieprzyjacielskim i były prawdziwa plagą spokojnych mieszkańców (1613, 1630, 1697). Jeszcze gorzej postępowali sprzymierzeńcy. Cóż dopiero wrogowie! 17 lutego 1656 r. hr. Fabian zu Dohna pisał z Olsztyna do elektora branderburskiego: Można użalić się, że ten piękny kraj został przez kwatery zimowe doprowadzony do upadku. Żołnierze szwedzcy i brandersburscy zrabowali wtedy mieszkańcom komornictwa olsztyńskiego przeszło 1.000 koni. Wkrótce potem Olsztyn został spalony przez okupantów. Mimo to nakładali oni na mieszkańców kontrybucje i dopiero w 1658 r., po wyzwoleniu Warmii, król polski uwolnił miasto na 4 lata od wszelkich ciężarów wojskowych. Jednakże już w tym samym 1658 r. sprzymierzeni z Polakami Austriacy wyrządzili Olsztynowi i jego okolicom niesłychane szkody . Potem przez kilkadziesiąt lat wojny nie nękały tych stron, ale mieszkańcy nadał łożyli kilkaset florenów rocznie na kwatery zimowe dla wojsk, a podczas przemarszu wojsk branderburskich w latach 1665 i 1673 jeszcze dodatkowe kwoty, Tylko jeden raz, po wielkim pożarze w 1669 r., umorzono miastu trzecią część daniny rocznej. Podczas wojny północnej mieszczanie olsztyńscy płacili kontrybucje na rzecz wszystkich wojsk przewalających się przez miasto. Już w 1702 r. rada stwierdziła, że wyegzekwowanie od mieszczan zaopatrzenia dla żołnierzy saskich jest niemożliwe. W 1703 r. biedni ludzie w Olsztynie byli przez wojnę całkowicie ogołoceni ze wszystkich zasobów. Niemniej jednak, dowódca szwedzki domagał się ogromnej kontrybucji grożąc ogniem i mieczem. Gdy ultimatum nie pomogło, kazał aresztować burgrabiego i radę. W 1705 r. dług wojenny miasta wynosił przeszło 27.000 talarów. W następnym roku polscy oficerowie uwięzili burgrabiego i rajców Olsztyna, chcąc w ten sam sposób co Szwedzi, egzekwować daninę na kwatery zimowe. W 1708 r. Olsztyn spłonął podpalony przez Szwedów. Wkrótce potem spadła na miasto epidemia, całkowicie je wyludniając. Nie powstrzymało to jednak dowódców wojskowych od wymuszania dalszych kontrybucji.   W czasie wojny 7-letniej Polska była krajem neutralnym, jednakże Olsztyn kilka razy musiał płacić kontrybucję rosyjskim wojskom okupacyjnym. Kozacy rabowali mieszkańców.   Kontrybucje, rekwizycje, rabunki, pożary... W ciągu niesłychanie krótkiego czasu niszczyły one dobrobyt mieszkańców budowany długimi latami znojnej pracy. Wojny pozbawiały poza tym mieszkańców Olsztyna podstawowych źródeł zarobku. W czasie pokoju towary kupców i rzemieślników olsztyńskich wieziono lądem i wodą w odległe strony. Podczas wojen życie gospodarcze Olsztyna zamierało. W 1656 r. stwierdzono, że od czasu wojny ludzie nie budują domów, lecz przeciwnie, pozwalają im upadać i rozwalać się. W 1708 r., tuż przed wielkim pożarem miasta i wielką zarazą, burmistrz Olsztyna Jan Grosz i sekretarz Piotr Radik przybyli do Fromborka, aby kapitule warmińskiej w imieniu rady i gminy przedstawić pisemnie nędzny stan miasta, do jakiego ono doszło wskutek nakładanych kontrybucji i nieprzyjacielskich napadów. Stwierdzali oni, że w Olsztynie pozostał właściwie jedyny przedstawiciel zawodu kupieckiego, że wskutek braku łączności z miastami hanzeatyckimi handel jest bardzo utrudniony, a w wyniku takiego położenia miasto zmuszone jest do zaciągania olbrzymich pożyczek. W czasie okupacji rosyjskiej w latach 1758-1762, w miejskiej księdze protokołów handlowych nie odnotowano w Olsztynie ani jednego aktu kupna-sprzedaży. Pozbawieni dochodów z handlu i rzemiosła mieszczanie olsztyńscy mogliby od biedy utrzymać się z rolnictwa, bo przecież aż do połowy XIX stulecia, Olsztyn był miastem na pół rolniczym. Ale gdy zarekwirowano im bydło albo gdy zaczęło ono padać od zarazy, gdy do tego nie udały się żniwa, wówczas głód zaglądał mieszczanom w oczy. Największy panował bodaj w czasie wojny 7-letniej. Kraj zdziczał do tego stopnia, że sławna anegdota tych czasów o wilkach, które zjadły burmistrza na środku rynku, mogłaby pasować także do Olsztyna. Wygłodniałe stada tych zwierząt parokroć podchodziły pod samo miasto. Rajcy olsztyńscy pisali, że myśl o upadku miasta wyciska im łzy z oczu. Zwrot a lacrimis vix temperare possumus powtarzał się wówczas po parę razy niemal w każdej petycji władz miejskich Olsztyna do kapituły warmińskiej. Oczywiście, nie można traktować losów Olsztyna jako odosobnionych. Dzielił on je z całym krajem, cofniętym w swym rozwoju wskutek przesunięcia układu sił w handlu europejskim, krajem wyniszczonym przez wojny i zarazy oraz przez chaos wewnętrzny.   W XVIII w. w Olsztynie wzniesiono dwa pomniki upamiętniające klęski owych czasów. Jeden - poza Górnym Przedmieściem (ul. Kopernika, obok kościoła) - to figura Chrystusa trzymającego w ręku kulę ziemską, posiadająca na cokole napis: Domini Qui salvas et nostri Salvator Miserere Ad 1737. Drugi - to tak zwana Bożamęka, Chrystus upadający pod krzyżem. Ta figura umieszczona na Targu Końskim, tuż za murami miejskimi (skrzyżowanie ul. Warszawskiej, Śliwy i Jagiellończyka), nosiła polski napis „Idź za mną”. Trzeci tego rodzaju pomnik ufundowano w Olsztynie już w XIX w. - krzyż z napisem na postumencie: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas, Panie”. (ul. Grunwaldzka przy Kaplicy Jerozolimskiej).                       Olsztyn – dzieje miasta. – Andrzej Wakar.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Ciekawe reklamy w "Gazecie Olsztyńskiej"

sobota, 12 listopada 2011 13:32

Ciekawe reklamy Z "Gazety Olsztyńskiej".1884.09.26 - Mieszkanie kawalerskie, albo dla dwóch gimnazyastów, ma do wynajęcia J. Steppuhn, ulica Krzywa nr. 6 (dziś Kołłątaja)1884.11.09 - B. Sillus, mistrz krawiecki w Olsztynie, ulica Olsztynkowa nr 15 (Warszawska), poszukuje ucznia porządnych rodziców. Zarazem polecam się do wykonywania wszelkich robót krawieckich, nadmieniając, że odbyłem kurs na akademii krawieckiej w Berlinie.1884.11.19 - Fuzye (flinty) stare lub nowe, sporządza tak, ze dobrze strzelają i ręczy za to. Reparacje uskuteczniają się tanio i akuratnie. F. Michelis, puszkarz, Olsztyn, ulica Olsztynkowa (Warszawska).1891.01.21 - A. Ripka, mistrz blacharski w Olsztynie, ulica Kościelna (Staszica), poleca węborki blaszane do gaszenia ognia, przez tutejszą landraturę za dobre uznane. Cena ze wszystkim tylko 1 markę. O rychłe zamówienie uprasza się, tem bardziej, że wkrótce odbędzie się rewizya.1891.03.07 - Gdzie to mieszka ten tani kupiec, co ma tak piękny towar nie tylko dla żywych, ale i dla umarłych? "Na soboty do roboty/ Na niedziele, na wesele/ Chustki po 3 trojaki/ Kupią Niemce i Polaki/ Żydy i Baptyści/ Gospodarze, koloniści", dalej ma piękne szelki, półkoszulki, chustki do nosa, nici i wszystkie towary, jakie krawcy i szewcy potrzebują. Nie potrzebujecie daleko szukać, bo mieszka on w trzecim domu od starego Lajba. Rynek nr 30 i nazywa się Herrmann Frankenstein.1894.01.27 - Ucznia mówiącego po polsku i po  niemiecku, z dobremi wiadomościami szkolnemi, przyjmę zaraz do mego składu towarów kolonialnych i handlu win i tabaki. A. Black, ulica Górna 10 (Staromiejska)1894.04.25 - Na czas Bierzmowania. W drukarni "Gazety Olsztyńskiej" przy ulicy Dolnej Kościelnej nr 12 (Staszica), wprost bramy kościoła, jest do nabycia "Książeczka Bierzmowania, czyli wskazówki i modlitwy do godnego przyjęcia św. Sakramentu Bierzmowania przez ks. Lubockiego" z obrazkiem. Cena tylko 10 fenigów. Książeczki te są do nabycia w polskim i niemieckim języku.1894.07.23 - Silną mamkę przyjmie natychmiast S. Fischer, ulica Prosta 10.1895.04.03 - Jako stręczarka poleca się panom gospodarzom Teresa Grandzińska, mieszkająca przy ulicy Młyńskiej nr 9. Chlebodawcom nastręczy parobków, dziewek służebnych, pasterzy itd.1895.05.11 – Szanowną publiczność Olsztyna i okolicy zawiadamiam niniejszym uniżenie, że osiedliłem się w Olsztynie przy ulicy Dolnej Kościelnej 1 (Staszica) jako golarz i cyrulik. Polecam się do masowania, wyrzynania nagniotków, przysadzania pijawek, puszczania lrwi, wyrywania zębów itd. W czynnościach tym jestem przez lekarza wyegzaminowany. Z wysokim szacunkiem C. Neumann, golarz i cyrulik.1895.06.12 – Na czas Misyi, gdzie brak pomieszczenia, polecam osobne izby z pościelą, jako i noclegi na słomie po tanich cenach, także z jadłem. Obsługa rzetelna i dobra. Również polecam mój skład towarów kolonialnych, wina i cygar, jako i restauracyją i proszę o łaskawe poparcie. Z wysokim szacunkiem A. Black, ulica Górna 1 (Staromiejska).1896.02.19 – Ucznia i wolontariusza, mówiącego o polsku i po niemiecku, przyjmie zaraz do swego składu towarów kolonialnych, cygar i delikatesów N. Grau, Prosta ulica nr 14.1897.01.27 – W mieście naszem otworzony zostanie z dniem 1-go marca tak zwany „dom towarowy”. Zajmować on będzie prawie cały dom kupca pana Fischera przy ulicy Perostej. Ma to być przedsiębiorstwo na wielką skalę, w którem znajdowac się będzie około 10 rozmaitych branży. Czy się tylko opłaci? Poszukują 25 sprzedawaczek.1897.06 17 – H. Schikorr, Tynek nr 15. Nasiona, handel nasion, w dotychczasowy sposób prowadzi się dalej i jest takowy we wszystkie świeże nasiona, tylko najlepszego kiełkowania, znowu zaopatrzony.1898.07.14 – Szanownej Publiczności Olsztyna i okolicy uprzejmie donoszę, że moją od 11 lat istniejącą i w najlepszych kołach znana fabrykę powozów z dniem dzisiejszym urządziłem jako pędzoną parą. Jestem w stanie każdej konkurencyi czoło stawić i wszelkie wymagania w jak najkrótszym czasie zaspokoić. Rozmaite pisma uznania mogę wykazać. Z wysokim szacunkiem Gustaw Reitzug, Fabryka Pojazdów, ulica Warszawska 25 (dziś Mochnackiego 8).1898.08 13 – Karabin (Centralferner Gewehr), mało używany, w dobrym stanie, ma na sprzedaż Wenzel, ulica Ogrodowa 5 (Knosały).1898.10.20 – Dom Zakupu D. Scharnitzki, Olsztyn, Rynek 20. Wieczorem oświetlone jak za dnia. W niedzielę otwarte rano od 7 do 10 i od 12 do 2 po południu. Polska usługa.1899.05.20 – Otwarcie interesu, Rynek 24/25, naprzeciw Ratusza, w dawniejszym domu rzeźnika Skottkego. Polska usługa, (dziś ul. Stare Miasto, Galeria „Rynek”)1899.06.03 – Osiedliłem się w Olsztynie i mieszkam w dawniejszem pomieszkaniu śp. dr. Przewoskiego. Dr. Dekowski, lekarz praktyczny, chirurg i akuszer. (Dziś ul. Stare Miasto nr 16. Róg ulicy Staszica. Mogiła tragicznie zmarłego dr Józefa Przewoskiego zachowała się na cmentarzu św. Jakuba. Lekarz Kazimierz Dekowski przejął nie tylko pacjentów zmarłego, ale i mieszkanie – poślubiwszy wdowę z trojgiem małych dzieci. Zostanie później dyrektorem Szpitala Mariackiego, aż w 1920 r. opuści Olsztyn na zawsze, zmuszony do tego ze względu na swą patriotyczną orientację. Pozostanie tu tylko dorosła już córka dr Przewoskiego Irena, albowiem poślubiła właśnie Józefa Gleburowskiego, konsula Rzeczypospolitej w Olsztynie. Tu urodzi się ich trójka dzieci, ale wszyscy opuszczą Olsztyn, nieprzyjazny Polakom).1907.11.23 – M. Conitzer i Synowie, Olsztyn, Rynek 7. Wielki skład nowości na sezon jesienno-zimowy.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Rada.

sobota, 12 listopada 2011 13:30

                 Rada.    Rządy w Olsztynie sprawowała rada. Należały do niej: gospodarka miejska oraz sprawy policyjne wraz z orzecznictwem karno-administracyjnym. Nadto ferowała ona wyroki w sprawach cywilnych. Sprawy karne – zarówno z oskarżenia publicznego jak i prywatnego – rozstrzygała ława. Były to kolegia kilkuosobowe. W 1772 r. rada składała się z ośmiu członków: dwu burmistrzów, komornika, podkomorzego i czterech rajców. Do ławy w tymże roku wchodziło także ośmiu członków. Rada i ława miały wspólnego pisarza.    Członkowie i rady i ławy, jeśli nie popełnili czynów hańbiących, byli nieusuwalni. Obydwa kolegia miały ze sobą ścisły związek personalny. Jeżeli miejsce w ławie wakowało, przedstawiała ona radzie trzy kandydatury spośród obywateli miasta do wyboru. Ławie przewodniczyć miał zawsze jeden z rajców, przy czym po dwuletniej kadencji odstępował miejsce innemu. W wypadku wakansu w radzie wybierała ona nowego członka spośród ławników. Obu burmistrzów, również dożywotnio, rada wybierała ze swego grona. Zmieniali się oni w urzędowaniu co dwa lata.    Rajcy i ławnicy, membra magistratus et scabinatus, otrzymywali mało znaczące uposażenie. Stanowiska w radzie i w ławie były więc w zasadzie honorowe, obywatelskie. Jedynie notarius, pisarz miejski, mógłby być traktowany jako urzędnik. Prowadził on całą kancelarię miejską (rady i ławy), między innymi rejestry podatkowe. Pod jego pieczą znajdowały się urzędowe wagi i miary.    W połowie XVIII w. olsztyńskim pisarzom miejskim powierzono także kancelarię zamkową, lecz później na prośbę rady zwolniono ich od tych obowiązków. W 1772 r. pisarzem miejskim w Olsztynie był niejaki Marcin Rogalli. W nagrodę za sumienne pełnienie urzędu rada miejska podniosła mu w owym roku pobory ze 100 na 150 florenów. Miał on wówczas 34 lata, funkcję zaś swą sprawował od lat 14-tu. Objął on zatem jako 20-letni młodzieniec! Prócz rocznego wynagrodzenia w gotowiźnie i dochodów z opłat sądowych, przysługiwały mu: łąka dająca 3 fury siana, ogród warzywny oraz dwa kawałki gruntu o wysiewie po 2 korce zboża. Obaj burmistrzowie otrzymywali po 8 florenów i 20 groszy rocznie gotowizny, wpływy z opłat sądowych w wysokości od 9-ciu do 12-tu florenów, drewno z lasu miejskiego oraz do użytkowania łąki dające po jednej furze siana. Urzędujący burmistrz  dostawał nadto do uprawy dwa pola (burmistrzowskie i rajcowskie) o wysiewie 15 korców zboża, drugi burmistrz zaś także dwa kawałki gruntu, ale o wysiewie po 6 korców zboża. Komornika opłacano 28 florenami i 20 groszami rocznie, deputatem drewna z lasu miejskiego oraz dawano mu do uzytku łąkę i dwa kawałki gruntu (komornikowski i rajcowski). I on także  miał pewne wpływy z opłat sądowych. Podkomorzego (którym był w 1772 r. Piotr Poleski, znany w Olsztynie z licznych fundacji) uposażano 8-miu florenami i 320 groszami rocznego wynagrodzenia, wpływami z opłat sądowych oraz polem o wysiewie 3-ch korców zboża. Ponieważ do jego obowiązków należało zarządzanie cegielnią miejską, otrzymywał on deputat 700 cegieł rocznie. Pozostali rajcy korzystali z opłat sądowych w wysokości 9-12 florenów, z gruntów „rajcowskich” o wysiewie 6 korców każdy, z łąk dających po jednej furze siana i z deputatu drewna. Ławnicy otrzymywali po 3 do 5 florenów rocznie z opłat sądowych oraz w użytkowanie łąki dające po 2 fury siana każda.    Rajcami byli z reguły najbogatsi obywatele Olsztyna. Prowadzili oni handel, posiadali nieruchomości, własną rolę, karczmy we wsiach podmiejskich. Poświęcając swój czas dla spraw publicznych, zaniedbywali oni własne gospodarstwa i ponosili wskutek tego znaczne straty. Niemniej jednak, ubiegano się zawzięcie o stanowiska w radzie i monopolizowano je w bardzo szczupłym kręgu, widocznie więc związane z tymi funkcjami zaszczyty i wpływy z nadwyżką rekompensowały braki uposażenia.   W owych czasach, nie znających centralizacji administracji publicznej, zakres władzy rady był wcale szeroki. Nadzór nad jej działalnością, sprawowany przez administratora komornictwa olsztyńskiego, musiał ograniczać się tylko do spraw najistotniejszych, nie dysponował on bowiem (tak jak i cała kapituła) rozbudowanym aparatem urzędniczym. Burmistrzowie rządzili więc despotycznie, rada wymagała dla siebie bezwzględnego posłuszeństwa.    Jeśli ktoś ubliżył wartownikowi lub innemu słudze miejskiemu, płacił – zgodnie z wilkierzem Olsztyna – karę pół grzywny, zwalniało go jednak od tej kary, gdy udowodnił swa rację. Natomiast jeżeli mieszkaniec Olsztyna odezwał się krytycznie o radzie lub rajcy, nie dawano mu prawa dowiedzenia swojej racji, szedł na 4 dni do wieży lub płacił karę grzywny. Za grubsze nieposłuszeństwo i rebilizowanie przewidywano surowsze rygory. Jeżeli mieszczanin 3-krotnie bez usprawiedliwienia nie stawił się na wezwanie do ratusza, tracił obywatelstwo Olsztyna i prawo do wykonywania „obywatelskiego” zawodu: kupiectwa lub rzemiosła. Jeżeliby chciał potem zuchwale nadal trudnić się handlem czy rzemiosłem, dodawano mu 30 grzywien kary.    Rada uciskała zatem gmin, a gmin wobec rady był zupełnie bezsilny, nie miał bowiem żadnego wpływu na jej skład i na rządy w mieście. Dzieje Olsztyna dostarczają wielu przykładów bezkarnej samowoli burmistrzów i rajców. Jedynie parę razy nie udawało się radzie wymusić posłuchu w mieście: zaraz po epidemii z 1572 r., potem na początku XVII w., następnie w czasie upadku miasta po pożarze z 1669 r. Częściej gmin walczył z radą skrycie: anonimowymi donosami do kapituły lub ulotnymi wierszykami. Najbardziej udawało się to wtedy, gdy ktoś z rady, intrygując przeciw swym kolegom, szukał oparcia i popularności wśród pospólstwa. W połowie XVII w. burmistrz Olsztyna odczytał przed gminą anonim wysłany przez kogoś, kogo nazwał szelmą, złoczyńcą, zdrajcą i złodziejem. Za odkrycie nadawcy wyznaczył nagrodę 10 talarów. Poszlaki wskazują, że nadawcą tym był pisarz miejski. W 1765 r. krążył w Olsztynie wierszyk głoszący, że plebs na pewno cierpi prawdziwą biedę wówczas, gdy burmistrz sprzedaje wódkę, rzeźnicy zasiadają w radzie, a aptekarz piecze zbyt małe bochenki chleba. Wiersz ten zawierał przejrzyste aluzje do olsztyńskich notabli. Byli oni wówczas bardzo ze sobą skłóceni. Echa tych sporów dochodziły niżej. Korzystne dla siebie teksty łacińskich decyzji kapituły frondujący rajcy ogłaszali pospólstwu w tłumaczeniu polskim, żeby zrozumiało.    Dochodziło nawet do tumultów. Administratorzy  komornictwa olsztyńskiego zawiesili w tym czasie praktykę wyborów do ławy u rady i mianowali burmistrzów, rajców i ławników pro arbitrio.    W latach 1732-1737 mieszczanie wielokrotnie skarżyli się do kapituły na burmistrza Thiela i rajcę Chmielewskiego, którzy prywatnie na wielką skalę pędzili i sprzedawali wódkę. W 1758 r. rada zakazała burmistrzowi Hemplowi detalicznej sprzedaży ryb, którą starał się prowadzić wbrew przywilejom przekupniów. W 1763 r. ławnik Andrzej Szulc publicznie nazwał rajców Chmielewskiego i Jana Freytaga łotrami i wszetecznikami, a na wezwanie, by udał się z innymi mieszczanami na strzelnicę, odpowiedział: Chyba dupą strzelać będę, tak im mówcie. Kiedy dużą gromadę wysram, tak im dam, tak im mówcie. Szulc został pozbawiony urzędu i skazany na więzienie. Wkrótce zamieniono mu je na areszt w wieży, a niebawem znowu znalazł się w gronie ławników. W 1770 r. rajca Chmielewski zarzucał burmistrzowi Thielowi, że dla swych prywatnych celów wykorzystuje urzędników i sługi miejskie, grożąc im w razie odmowy wieżą, pręgierzem lub wypędzeniem z miasta. W trakcie dyskusji rajca Jan Freytag zagroził  burmistrzowi wieżą. Obaj, burmistrz i rajca, oskarżali się wzajemnie o okradanie lasów miejskich. W tymże roku ławnik Szulc znowu obrażał rajcę Chmielewskiego, a w następnym ubliżał criminaliter pisarzowi miejskiemu Rogalliemu. W tymże 1771 r. wezwany do zamku rajca Jan Freytag czynnie znieważył administratora, otworzył okno i zaczął podburzać ludność, tak że powstał tumult w mieście, który jeszcze powiększył burmistrz Chmielewski. Po tylu grubiaństwach, zniewagach i oskarżeniach Hempel. Chmielewski, Rogalli i Freytag kolegowali w radzie, Szulc zasiadał w ławie, brakło tylko Thiela, który zmarł, jednakże syn jego piastował już urząd ławnika. Patrycjat w Olsztynie stanowił kastę zamkniętą.                          Olsztyn – dzieje miasta – Andrzej Wakar.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Zmiany w wyglądzie miasta.

sobota, 12 listopada 2011 13:29

    Zmiany w wyglądzie miasta.    Aż do XIX wieku obszar zwartej zabudowy Olsztyna nie rozszerzał się. Miasto było ściśnięte pasem murów obronnych, poza które wykraczało tylko w dwu miejscach. Za Bramą Górną tworzyło Górne Przedmieście, położone za fosą przy północnej stronie późniejszego placu Jedności Słowiańskiej oraz przy późniejszej ulicy 11 Listopada. Przy skraju tej ulicy wznosił się kościół Św. Krzyża, za nim cmentarz (tu, gdzie nowy ratusz), dalej, przy drodze do Dobrego Miasta, dom, w którym izolowano chorych zakaźnie, a przed nim figura Chrystusa z kulą ziemską w ręce (naprzeciw miejsca, w którym stanął teatr). Przy drodze do Klebarka, tam gdzie później zbudowano więzienie, stała kapliczka Św. Jana. Dolne Przedmieście rozciągało się za Bramą Dolną i mostem Św. Jana na Łynie, przy zbiegu traktów na Miłakowo (ul. Grunwaldzka), Olsztynek (ul. Warszawska) i Warszawę (ul. Niepodległości). Przy drodze miłakowskiej wznosił się szpitali (przytułek) Św. Jerzego z kaplicą Św. Jerzego, a w odległości kilkuset metrów na zachód Kaplica Jerozolimska i wiatrak nad jeziorem Fajferek. Przy zbiegu traktów na Olsztynek i Warszawę  (róg al. Niepodległości i Warszawskiej) stała karczma miejska. Nad Łyną (późniejsza ul. Mochnackiego) stały kamieniczki mieszczan i tak zwane budy. Ze wschodniej strony Dolne Przedmieście kończyło się Targiem Końskim (późniejszy pl. Roosevelta), na którym stała figura Chrystusa upadającego pod krzyżem z polskim napisem Idź za mną na postumencie. Kilkaset metrów dalej na wschód, tam, gdzie później zbudowano szpital, wznosiła się cegielnia miejska, a naprzeciw niej słodownia zwana polną, w odróżnieniu od drugiej nazywanej furcianą, zbudowanej na Furtą Wodną u wylotu ulicy Podkościelnej (Staszica). Za słodownią polną przez most na Łynie wjeżdżano na trakt warszawski. Targ Koński łączyła z Górnym Przedmieściem droga biegnąca z zewnątrz murów obronnych przez most na Łynie, obok słodowni furcianej i wąwozem (ul. Pieniężnego). Bramą Młyńską prowadziła droga z Targu Rybnego (północno-zachodnia krawędź) do młyna zamkowego, skąd przez most młyński i brzegiem rzeki, a potem przez most zamkowy koło krzywej baszty przejść można było na przedzamcze i do zamku, od strony miasta oddzielonego fosą. W pobliżu młyna znajdowało się w XVIII w. więzienie, a dalej na Sowiej Górze, zwanej gwarowo Soją, stała szubienica (na północ od ul. Wyzwolenia). Za nią leżały pastwiska miejskie. Ze wszystkich stron miasta, aż do granic obszaru należącego do gminy miejskiej ustalonych przywilejami z lat 1353 i 1378, ciągnęły się ogrody, pola uprawne, lasy i jeziora.    Wiek XIX wprowadził w tym obrazie ogromne zmiany. U progu tego wieku rozpadły się miejskie mury obronne, od wielu lat nie remontowane. W 1806 r. zawaliła się Brama Dolna, wkrótce zas potem zniknęła Brama Młyńska. W pierwszych dziesięcioleciach XIX w. rozbierano całe odcinki murów wraz z basztami dla uzyskania cegły. Ocalały te partie murów, które stanowiły zewnętrzną ścianę dobudowanych do nich domów mieszkalnych lub szop. Do drugiej połowy XX w. pozostałości murów obronnych miasta zachowały się głównie w jego zachodniej stronie na krawędzi ulic Krzywej (Kołłątaja) i Okopowej. Mniejsze odcinki ocalały też między Łyną a ulicą Podkościelną (Staszica) oraz w ogrodzie przy kościele Św. Jakuba. Przetrwały również fragment zamkowych murów obronnych.    Najciekawszym fragmentem dawnych obwarowań Olsztyna jest wszakże Brama Górna,. W 1788 r. umieszczono w niej zbrojownię szwadrony dragonów, przeniesionego z Ostródy. W 1858 r. przebudowano ją na więzienie, a w 1898 r. oddano miejskiemu komisariatowi policji. Użytkownicy dokonywali w szacownym zabytku wielu przeróbek, nadali odmienny kształt otworom strzelniczym i szczytom budowli, wykonali przejście dla pieszych, powiększyli obiekt o dobudówkę ze wschodniej strony itd., jednakże właśnie tylko dzięki temu, że była stale użytkowana i potrzebna, Brama Górna ocalała przed rozbiórką.    Z dawnej fosy miejskiej do schyłku XVIII w. przetrwały tylko dwa większe zbiorniki cuchnącej wody, zwane odtąd stawami zarazy. Pierwszy w ogrodzie plebanii, zasypano pod koniec owego wieku, drugi na wschód od Bramy Górnej w 1841 r. Na jego miejscu powstał plac nazywany po 1945 r. palcem Jedności Słowiańskiej (Belianplatz). Osuszono też fosę między miastem i zamkiem, pozostałość po dawnym korycie Łyny oraz po fosie zamkowej, po czym usypano groblę, z której w 1845 r. uczyniono główną drogę wjazdową do zamku.    Kościółek św. Ducha stykający się z murami miejskimi przy Dolnej Bramie, rozpadł się wiosną 1803 r. Kaplicę  Ś. Jerzego rozebrano w 1798 r., kościół Św. Krzyża w 1806 r.. Obie budowle nie nadawały się już wówczas do remontu. Kaplicę Św. Jana zburzono w 1896 r., aby oczyścić plac pod zabudowę więzienia. Znajdujące się w bardzo złym stanie budynki szpitalne Św. Ducha przy moście Św. Jana oraz Św. Jerzego przy drodze miłakowskiej (ul. Grunwaldzka) sprzedano w latach 1871-1872 prywatnym przedsiębiorcom.    Cegielnia miejska padła ofiarą orkanu z 17 stycznia 1818 r. Wiatrak nad Fajferkiem spłonął w 1862 r. Młyn zamkowy, pochodzący ze  średniowiecza, lecz wielokrotnie przebudowywany, rozebrano w 1870 r., po czym na jego miejscu wzniesiono nowy młyn wodny i parowy, który dotrwał do połowy XX w., nie przedstawiał jednakże większej wartości zabytkowej.    Więzienie u podnóża zamku rozebrano w 1780 r., a więźniów umieszczono w podziemiach wieży zamkowej. Później na ten cel adaptowano budynek browaru na rynku, w 1829 r. przeniesiono więźniów do nowego gmachu przy ul. Młyńskiej (na północny wschód od zamku). W latach 1858-1862 przebudowano na więzienie Bramę Górną. W latach 1895-1898 wzniesiono ogromny kompleks budynków więziennych przy drodze klebarskiej (późniejsza al. Piłsudskiego), podówczas na peryferiach miasta.    Sieć ulic i parcel budowlanych wewnątrz Starego Miasta zachowała się bez większych zmian aż do II wojny światowej. Jednakże kamieniczki mieszczańskie ulegały wielokrotnie przebudowie tak, że utraciły wiele ze swych wartości zabytkowych. Stosunkowo najmniejszym zmianom uległy kształt i substancja budynków nr 1 i 2 przy Rynku, dzięki czemu zachowały one swój wygląd z XVIII stulecia. W budynku nr 11 przy Rynku ocalały w dawnej formie głównie piwnice oraz filary podcieni. Do połowy XX stulecia przetrwały też w kształtach nadanych im przed z górą wiekiem kamieniczki przy ul. Nadkościelnej (Św. Barbary) nr 5. Przy ul. Krzywej (Kołłątaja) nr 19, przy późniejszej ul. Mochnackiego nr 11 na Dolnym Przedmieściu, a w skromniejszym stopniu jeszcze kilkadziesiąt budynków Starego Miasta i obu dawnych przedmieść.    Do XIX w. budynek olsztyńskiego Ratusza miał tylko jedno, południowe skrzydło, w którym mieściły się biura władz miejskich, a od chwili, gdy Olsztyn stał się miastem garnizonowym (1788), także wartownia wojskowa. W budynku tym największą wartość zabytkową miały już wówczas tylko piwnice, które zachowały sporo detali architektonicznych sprzed remontu z 1765 r. i pożaru z 1620 r. Do północnej ściany Ratusza przylegał przy jego wschodniej krawędzi ciąg złożony z użytkowanych przez przekupniów czterech bud (to jest budynków o konstrukcji ramowej), przy zachodniej krawędzi zaś ciąg złożony  z użytkowanych z pięciu bud. Krańce obu ciągów łączyła buda położona równolegle do Ratusza. W środku tak zamkniętego ciągu znajdował się dziedziniec. Tak wyglądała południowa część Rynku. Dalej znajdowała się wolna przestrzeń, na której stała studnia miejska, a na północnej stronie rynku wznosił się budynek browaru. W 1859 r. sąd powiększył gmach Ratusza przez wybudowanie zachodniego jego skrzydła na miejscu czterech bud. Tymczasem w latach 1837-1849 biura Zarządu Miejskiego mieściły się w domu burmistrza Rarkowskiego (na skraju Rynku, w narożniku ul. Zamkowej). Następnie przeniesiono je do adaptowanego na ten cel budynku dawnego browaru. W 1872 r. zburzono ten budynek i biura władz miejskich znalazły się znowu w domu Rarkowskiego, na krótko jednak, bo już w 1880 r. opróżnił zajmowane pomieszczenia, przenosząc się do właśnie ukończonego, własnego budynku przy drodze klebarskiej (róg późniejszej al. Piłsudskiego i ul. Dąbrowszczaków). W latach 1871-1873 rozebrano pozostałe budy i cała północna i wschodnia przestrzeń Rynku była już wolna. Zabudowano ją jednakże dopiero w latach 1927-1928 tworząc trzecie, północne skrzydło Ratusza. Starą wieżę rozebrano w 1852 r. i zastąpiono nową, niewysoką, drewnianą, zwieńczoną hełmem z blachy. Przetrwała ona do 1945 r.     Nad miastem nadal górowały wieże kościoła Św. Jakuba i zamku. Kościół zamknięto w 1864 r., gdyż groził ruiną. Odnowiono go gruntownie w latach 1866-1868. Prace renowacyjne ponawiano jeszcze parokrotnie. Zamek sąsiadował ze Starym Miastem, ale aż do lat międzywojennych XX stulecia był wyłączony wraz ze swym majątkiem-ogrodem z granic administracyjnych Olsztyna. Po zaborze Warmii (1772) przeszedł na własność zarządu domen państwowych. Mieściły się w nim odtąd biura, mieszkanie i pomieszczenia gospodarcze dzierżawcy majątków państwowych: zamkowego, Pozort i Starego Dworu. Północno-wschodnie skrzydło wynajmowano ewangelickiej gminie wyznaniowej. Gdy kolejny dzierżawca przeniósł się w 1860 r. na stałe do Pozort, pomieszczenia zamkowe oddano w arendę różnym instytucjom i osobom prywatnym. Projektowano wówczas rozebranie południowo-zachodniego skrzydła i przekształcenie północno-wschodniego na kościół ewangelicki. Szczęściem nie zrealizowano tych projektów. Zamek stał się wkrótce siedzibą starosty powiatowego i pomieszczeniem starostwa i był nim do 1894 r. Na koniec przebudowano go w latach 1909-1911 na rezydencję prezesa rejencji olsztyńskiej, urzędnika administracji państwowej równego rangą polskiemu wojewodzie. Niestety, niemieccy budowniczowie naruszyli wówczas wiele bezcennych fragmentów zabytku. Między innymi obniżono wówczas poziom podłóg w dawnym mieszkaniu Kopernika i wprawiono futryny okienne w krużganku. Wieża zamku, po pożarze wywołanym uderzeniem pioruna w 1821 r., przez z górą 40 lat była pozbawiona dachu. Następnie otrzymała dach płaski. Uwieńczono ją ponownie hełmem w 1926 r.    Zmieniły swój wygląd pola i wody otaczające Olsztyn. Po reformach pierwszej połowy XIX w. działki należące do mieszczan, przechodziły z rąk do rąk. Sprzedano również w ręce prywatne grunty stanowiące własność gminy miejskiej. W ten sposób powstały na północ, wschód i południe od miasta, ale w jego granicach administracyjnych, majątki ziemskie: Starkowo, Niedźwiedź, Zielona Górka, Augustówko, Grądek, Ostrzeszewo, Piotrowy Dwór, Nagórki, Pieczewo i Kortowo. Niektó®e z nich znalazły się na dłuższy czas w posiadaniu znanych mieszczańskich  rodzin. Zielona Górka w rękach Grunenbergów, Grądek – Belianów, Ostrzeszewo – Hiplerów, Kortowo – Rarkowskich, Wybudowali tam swoje dworki. Z czasem część tych majątków ziemskich znowu odkupiło miasto, część – skarb państwa i przeznaczyły na parcele budowlane, część wszakże pozostała w rękach prywatnych aż do końca II wojny światowej. Koncentracja miejskich gruntów ornych w rękach niewielkiej liczby prywatnych właścicieli pociągnęła też za sobą istotną zmianę w wyglądie miasta. Zniknęły z niego szopy, stodoły, obory i stajnie, które poprzednio wznosiły się na zapleczu kamieniczek mieszczańskich i – na przykład – ciągnęły się po obu stronach ulicy nazwanej później Piastowską. Zabudowania gospodarcze wyrosły natomiast na dalekich peryferiach: przy dworkach, a także przy chałupach posiadaczy mniejszych działek rolnych.    W ręce prywatne przeszły także jeziora i stawy leżące w granicach Olsztyna. Często oznaczało to dla nich wyrok śmierci. Właściciele oczekiwali większych dochodów z parcel budowlanych, a w gorszym wypadku z łąk niż z gospodarki rybnej. Rozległe jezioro Fajferek, leżące na południe od wlotu miłakowskiej do miasta (między ulicami Grunwaldzką, Warszawską, Kazimierza Jagiellończyka i Związku Jaszczurczego) nad którym jeszcze w 1845 r. Zarząd  Miejski otworzył kąpielisko, w 1882 r. osuszono. Spuszczono także wodę z jezior: Motka (w pobliżu ul. Konopnickiej), Trackiego (u wylotu ul. Lubelskiej. Pelnogi (na południe od ul. Towarowej), Małego Klebarskiego (u wylotu późniejszej al. Piłsudskiego, Płocidugi (na wschód od Kortowa) i Choinki (na południe od Szarych Szeregów. W drugiej połowie XIX w. zniknęły również stawy, z których niegdyś rurociągi prowadziły wodę do studzien miejskich. Mały Staw (na parceli szkół nr 2 i 3) zasypano, Duży Staw (na parceli późniejszej Dyrekcji Kolei) i największy z nich Górny Staw (między ulicami Żołnierską, Głowackiego i późniejszą al. Piłsudskiego) spuszczono. Najwcześniej, bo już w 1825 r., uregulowano Łynę na odcinku od miejsca, gdzie później zbudowano szpital, do miejsca, gdzie stał młyn zamkowy, osuszając nadbrzeżne mokradła.    Północną część obszaru należącego do miasta pokrywały od wieków lasy. Poza tym olsztyńska gmina miejska posiadała jeszcze las zwany Windugą, w odległości kilkunastu kilometrów na południe od Olsztyna, na południowy wschód od Jeziora Kielarskiego. Obydwa kompleksy leśne przetrwały do XX stulecia niemal nie uszczuplone. Stopniowo natomiast ograniczano prawo do eksploatacji tych lasów, służące niegdyś wszystkim obywatelom Olsztyna (to jest posiadaczom nieruchomości w mieście). Wreszcie w 1885 r. pozbawiono ich całkowicie deputatów drewna, za odszkodowaniem, które wypłacano ratami aż do 1911 r. Od tej pory lasy Olsztyna stanowiły rodzaj przedsiębiorstwa komunalnego. W 1928 r. zajmowały one obszar 2325 ha, z tego Las Dywicki 1146 ha, a las Winduga 1179 ha. Las Dywicki był w latach 1897-1899 i 1906-1910 atakowany przez mniszkę brudnicę, jednakże szkody wyrządzone przez tego pasożyta szybko zlikwidowano.    W epoce wielkiej hossy na drewno, wyrąb z lasów, głównie z Windugi, przynosił miastu ogromne dochody, które zarząd miejski mógł przeznaczać na liczne inwestycje. Na malowniczych walorach krajobrazu lasów podolsztyńskich poznano się nieco później. Wówczas Las Dywicki stał się ulubionym terenem rekreacyjnym dla mieszkańców Olsztyna. Restauracja położona na krawędzi tego lasu zwanej Jakubowem, z lewej strony szosy biegnącej do Dobrego Miasta, okazała się wtedy zbyt ciasna dla zjeżdżających tam tłumów gości. W 1910 r. przeznaczono ją więc na leśniczówkę, w pobliżu wybudowano nową, przestronną. Nie opodal w dolinie pozostałej po osuszonych  w 1862 r. mokradłach, stworzono i oddano w 1920 r. do użytku stadion sportowy. W innej części Lasu Dywickiego przy szosie prowadzącej do Tuławek, otworzono 30 października 1907 r. sanatorium przeciwgruźlicze, przeznaczone podówczas jedynie dla kobiet.    Od połowy XIX stulecia zaczęto Olsztyn oplatać wieńcem dróg bitych. Najczęściej, ale nie zawsze, wiodły one tymi samymi szlakami co stare, odwieczne trakty. W 1859 r. oddano do użytku drogę z Olsztyna do Dobrego Miasta. Wkrótce wstrzymano ruch na niej, ponieważ zawalił się most na Wadągu, na skraju Lasu Dywickiego. Nowy, jak na owe czasy imponujący most, ukończono w 1862 r. W latach 1864-1866 zbudowano drogę między Olsztynem a Olsztynkiem. W 1883 r. ukończono drogę z Olsztyna do Barczewa. Wlotowe odcinki tych dróg, położone w granicach miasta, prędko stały się jego ulicami. Miasto rozszerzało się tez w kierunku obu dworców kolejowych, otwartych w 1872 r. , drugi w 1893 r. Mosty kolejowe na Łynie wzniesiono: pierwszy  w 1872 r, drugi w 1892 r. Tereny położone na północ od torów i mostów kolejowych aż do I wojny światowej stanowiły peryferie miasta.    W latach 1872-1890 wytyczono i prawie całkowicie zabudowano: ulice Grunwaldzką (miłakowską), Władysława Jagiełły, Warszawską (Olsztynkowską) do rogu Kazimierza Jagiellończyka, Orkana, Łukasińskiego, Osińskiego, Niepodłegłości (Warszawską) do rogu Kościuszki, las Roosevelta (Targ Koński) , ulice – Knosały, Szreibera (z wyjątkiem nr 11), Pieniężnego, Nowowiejskiego, Wyzwolenia, Skłodowskiej-Curie, 1 Maja, Liszewskiego, Mrongowiusza, Dąbrowszczaków, Lanca, Linki, Partyzantów (Dworcową), al. Piłsudskiego (do Urzędu Wojewódzkiego). Przez koszary (przekazane – w większości po 1918 r. – na cele cywilne) zajęte były ulice Kromera, Gietkowska, Dąbrowskiego, Artyleryjska i część Zientary-Malewskiej. Aleja Wojska Polskiego zabudowana była tylko, tuż za wiaduktem kilku domami i kilkoma w pobliżu cmentarza ewangelickiego. Ulica Jagiellońska miała kilka domów na odcinku między ulicami Żeromskiego a Niedziałkowskiego. Daleko, na południowym krańcu miasta, stały już bloki szpitala dla umysłowo chorych w Kortowie, wzniesione w latach 1886-1889 (z wyjątkiem kilku dobudowanych później w latach 1897, 1900 i 1907).
   W 1890 r. zakończono roboty przy budowie węzła kolejowego w Olsztynie. Dla wielu firm i dla setek ludzi zabrakło zajęcia. Nastąpił krach finansowy i Olsztyn przezwano wówczas Pleitensteinem, grodem plajty. Po przezwyciężeniu kryzysu miasto rozwijało się wszakże dalej, aczkolwiek wolniej. Między owym rokiem a wybuchem I wojny światowej, wytyczono i zabudowano: ulice – Barczewskiego (do rogu Osińskiego), Zyndrama z Maszkowic, Mikołaja Trąby, Mikołaja Kopernika, Adama Mickiewicza, Tadeusza Kościuszki (między al. Piłsudskiego a Mazurską i między pl. Pułaskiego a ul. Kętrzyńskiego po zachodniej stronie), Wojciecha Kętrzyńskiego, plac Bema, ulice: Mazurską, Warmińską, Andrzeja Samulowskiego, K. I R. Małłków, Stefana Żeromskiego, Jana Kasprowicza, Jagiellońską. Zbudowano też nowe bloki koszar. Plan rozwoju przestrzennego Olsztyna był już w pracowni miejskiego urzędu budowlanego gotowy. Wybuch I wojny światowej i trudności lat powojennych, wstrzymały jednak realizację. Okres ponownego wzmożenia ruchu budowlanego w Olsztynie przypadł dopiero na ostatnie lata przed II wojną światową.    Mieszkańcy Olsztyna czerpali wodę niegdyś ze studni miejskich, do których dopływała ona rurami ze stawów położonych przy drodze klebarskiej. Gdy stawy te zasypano lub spuszczono, musiano korzystać ze studni gruntowych lub z wody z Łyny. W latach 1898-1899 zbudowano w Olsztynie nowoczesne wodociągi i kanalizację. Wcześniej , bo już w 1890 r., Olsztyn uzyskał gaz. Używano go nie tylko do gotowania, ale też, a raczej głównie do oświetlania domów i ulic, zanim światła gazowego nie zastąpiono elektrycznym. Gazownię zbudowano przy ul. Pieniężnego, która wówczas była ulicą peryferyjną. Prąd elektryczny miasto otrzymało 14 grudnia 1907 r. Miejski zakład elektryczny wzniesiono obok rzeźni miejskiej, na zapleczu al. Wojska Polskiego. Korzystał on z mocy miejskiej elektrowni wodnej przy Łynie (Alle), od 1924 r. także z mocy elektrowni wodnej na Wadągu (Wadang) znajdującej się w pobliżu wioski tejże nazwy, od 1930 r. zaś jeszcze z trzeciej na Łynie, położonej w pobliżu Brąswałdu (Braunswalde).     W 1820 r. Olsztyn miał 301 domów mieszkalnych, w 1864 r – 366, w 1910 jednakże już 1251. Numerację domów (i parcel) prowadzoną niegdyś łącznie dla całego miasta zastąpiono w 1888 r. oddzielną numeracją domów dla każdej ulicy. Według przepisów prawnych, pochodzących jeszcze ze średniowiecza, każdy właściciel nieruchomości winien był stale oczyszczać ulicę przed swym domem ze śmieci, błota czy śniegu. W XX w. dozorcy  wielkich kamienic czynszowych wywiązywali się z tego obowiązku z łatwością, dla właścicieli małych domków był on nieznośnym ciężarem, ulice zaś przed parcelami nie zabudowanymi pozostawały zwykle nie uprzątnięte. Od 1910 r. zadanie oczyszczania ulic i placów Olsztyna zostało przyjęte przez specjalnie w tym celu utworzone przedsiębiorstwo komunalne.    Wskutek znacznego powiększenia się obszaru zabudowy powstał w Olsztynie nowy problem, problem komunikacji miejskiej. Rozwiązano go przez uruchomienie trakcji tramwajów elektrycznych. Pierwszy tramwaj przejechał ulicami Olsztyna 15 grudnia 1907 r. (dzień wcześniej przyszła elektryczność) a Olsztyn uzyskał więc trakcje tramwajów elektrycznych wcześniej, niż wiele wielkich miast, wcześniej niż np. Warszawa. Linia tramwajowa prowadziła od Dworca Głównego ulicami Partyzantów (Bahnhofstr.) i Dąbrowszczaków (Wartenburgerstr., Kaiserstr.), dalej przez Górne Przedmieście (obecna 11 Listopada, Zeppelinstr.), ulicę Podgórną (Staromiejska, Oberstr.), wzdłuż wschodniej ściany Rynku i ulicą Prostą (Richstr.) do granicy Dolnego Przedmieścia (styk ulic Grunwaldzkiej (droga miłakowska, Liebstaedterstr., Mohrungerstr.), Warszawskiej (Hohensteinerstr.) i Mochnackiego (Warschauerstr.). W 1908 r. przedłużono tę linię do Targu Końskiego (pl. Roosevelta, Langemarckplatz). Na tym odcinku tramwaje  kursowały tylko kilkanaście miesięcy. W 1909 r. wytyczono im inną końcową trasę: od mostu Św. Jana (Johannesbruecke) drogą miłakowską (ul. Grunwaldzka) do Dworca Zachodniego (Dolne Przedmieście). W 1911 r. Olsztyn otrzymał drugą linię tramwajową: od Górnego Przedmieścia (pl. Wolności, Adolf-Hitler-Platz, a od 17 czerwca 1998 plac Jana Pawła II) drogą na Dobre Miasto (ul. 1 Maja, Hindenburgstr.) i al. Wojska Polskiego (Kronenstr., a od 1933 Adolf-Hitler-Allee) do Jakubowa (Jacobsberg, Regionalny Ośrodek Kultury), w pobliżu którego zbudowano zajezdnię tramwajową (za dawnym Szpitalem Kolejowym, którą w 1945 r. spalili razem z tramwajami czerwonoarmiejcy).    W tym czasie  na ulicach Olsztyna pojawiły się pierwsze samochody, zwane wówczas automobilami. W 1903 r. samochodem przejechali agitatorzy socjaldemokratyczni, rozrzucając ulotki. 10 lat później Olsztyn ujrzał samoloty. 18 czerwca 1913 r. pierwszy samolot wylądował na lotnisku w Dajtkach. Jednym z pionierów lotnictwa polskiego był Warmiak, Jan Szalcewski, urodzony w Olsztynie 23 września 1893 r. Zginął on śmiercią lotnika 14 grudnia 1919 r. podczas zajęć w Oficerskiej Szkole Obserwatorów Lotniczych w Warszawie. W 1926 r. Olsztyn otrzymał lotniczą komunikację pasażerską z Gdańskiem, a przejściowo miał ją tez z Królewcem (Koenigsberg). Nie powiodły się natomiast starania podejmowane w latach 1927 i 1930 o przedłużenie tej linii do Warszawy, a nawet przez Warszawę i do Wrocławia (Breslau). Ale to już były sprawy lat późniejszych.    Przewóz pasażerów został – po pojawieniu się kolei, samochodów, tramwajów i samolotów – wyłączony z zadań poczty. Spadały na nią wszakże nowe zadania, które wynikały z wynalezienia telegrafu i telefonu. Budynki poczty głównej przy ul. Pieniężnego (Wilhelmstr.) wzniesiono w 1887 r., rozbudowano je w 1907 r. Pierwsze telefony zainstalowano w Olsztynie w lipcu 1892 r.    Pod koniec XIX w. stał się Olsztyn stolica regionu: największym miastem Warmii i jednocześnie największym miastem Pojezierza Mazurskiego. Wkrótce dane mu było stać się także administracyjną stolicą regionu. W 1905 r. ulokowano w Olsztynie siedzibę rejencji, władzy administracji publicznej drugiej instancji, odpowiednika polskiego urzędu wojewódzkiego. Na swe biura rejencja zajęła dom prywatny przy placu nazwanym później placem Bema (Coppernikusplatz), a 1 lipca 1911 r. przeniosła się do świeżo wybudowanego dla niej ogromnego gmachu między al. Piłsudskiego (droga klebarska, Kleebergerstr.) a ulicami Kościuszki (Roonstr.) , Reja (Hardendurgerstr.) i Emilii Plater (Freiherr-von-Stein-Strasse), gmachu, w którym po II wojnie światowej mieściły się biura Dyrekcji Okręgu Kolei Państwowych.    Jednym z głównych zadań rejencji było – jak oficjalnie podkreślano – ujednolicenie akcji energicznego zwalczania polskości. Rejenci olsztyńskiej podlegały powiaty: ostródzki, olsztyński, reszelski, nidzicki, szczycieński, mrągowski, giżycki, piski i ełcki. Znacznie wcześniej stał się Olsztyn siedzibą władz sądowych drugiej instancji. Sąd okręgowy powstał tu w 1877 r. Gmach sądu wzniesiony przy drodze klebarskiej (przy styku al. Piłsudskiego (Kleebegerstr. i Dąbrowszczaków, (Wartenburgerstr., Kaiserstr.) oddano do użytku w 1880 r. Jego projektantem i budowniczym był znakomity architekt polski Zygmunt Gorgolewski (1845-1903), twórca gmachu teatru we Lwowie i wielu wspaniałych budowli w zaborze pruskim i w Rzeszy.    Władzą administracji publicznej pierwszej instancji był dla mieszkańców Olsztyna i powiatu olsztyńskiego starosta powiatowy, landrat, którego biura mieściły się w gmachu przy ul. Szrajbera 11 (Friedrichstr.). W 1910 r. decyzją rządu Olsztyn uznano miastem wydzielonym, wyłączonym spod kompetencji władz powiatowych. Burmistrza Olsztyna zwano odtąd nadburmistrzem (Oberbuergermester), co odpowiadało polskiemu tytułowi prezydenta miasta. Podlegał on w zakresie spraw tak zwanych poruczonych (politycznych, wojskowych, policyjnych, komunikacji państwowej), bezpośrednio prezesowi rejencji jako starosta grodzki. Pozostawał przy tym, oczywiście nadal głową samorządu miejskiego.    Był to awans nie tylko dla burmistrza. Był to też awans dla miasta, usprawiedliwiony jego szybkim rozwojem.    Olsztyn spęczniał od nowych gmachów administracyjnych i mieszkalnych. Wyrosły nad nim wieże nowych kościołów. Ulice czyste, rzęsiście oświetlone, obsadzono gęsto drzewami, które latem otulały jezdnie pięknym zielonym płaszczem. Ukoronowaniem rozbudowy nowego Olsztyna miało być wzniesienie nowego Ratusza. Na miejsce pod budowę wyznaczono teren dawnego cmentarza katolickiego na Górnym Przedmieściu, teren, na którym niegdyś wznosił się kościół Św. Krzyża. Kamień węgielny nowej budowli położono 31 października 1912 r. Projekt, według wzorów barokowych budowli tego typu, opracowali architekci miejscy Boldt i Zeroch, budową kierowali przedsiębiorcy z Olsztyna, Albert Dylewski i Franciszek Macpołowski. Ukończono ją w końcu 1915 r.                    Olsztyn – dzieje miasta – Andrzej Wakar.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Ożywienie gospodarcze. Kulturkampf.

sobota, 12 listopada 2011 13:26

Ożywienie gospodarcze. Kulturkampf.    Przez 7 dziesięcioleci XIX w. ludność Olsztyna i jego okolicznych wsi pędziła życie zaściankowe, parafiańskie, niemal w całkowitej izolacji od wielkich przemian gospodarczych i społecznych, które przekształcały Europę. Wielki przełom zaczął się tu dopiero około 1870 r. Wojna francusko-pruska wprowadziła tysiące mieszkańców Warmii w szeregi wojska, wciągnęła ich w sprawy dotąd odległe, otwierając przed nimi nieznany świat. Wkrótce potem poczęto pokrywać całą Warmię gęstą siecią dróg kołowych i żelaznych, tworząc ich węzeł w Olsztynie. Polepszyło to sytuację materialną tutejszych mieszkańców, bo wielu znalazło przy tym pracę i niezły zarobek. Budowa linii kolejowych przyśpieszyła tempo obrotów handlowych. Na tutejszy rynek zwaliła się wówczas masa towarów produkowanych przez przemysł zachodnioniemiecki, lepszych i tańszych niż te, które wytwarzano na miejscu. Rzemiosło i chałupniczy przemysł Olsztyna nie mogły wytrzymać tej konkurencji. Próby modernizacji miejscowych zakładów nie powiodły się, tutejsi przedsiębiorcy nie dysponowali bowiem dostatecznie wielkimi kapitałami. Rozwinął się natomiast przemysł drzewny, wykorzystując istniejącą na miejscu tanią siłą roboczą oraz wielką masę surowca. Poprawiła się sytuacja rolnictwa, dla którego kolej otworzyła możliwości zbytu nadwyżek towarowych na odległe rynki. Poprawę tę odczuli właściciele większych u średnich gospodarstw. Warstwom najuboższym łączność kolejowa z ośrodkami przemysłowymi w Niemczech stworzyła warunki do masowej emigracji. Tak więc Warmia została nagle wciągnięta do ogólnoniemieckich rynków handlu i pracy. Zmiany w tradycyjnych stosunkach pracy wzmogły znaczenie oświaty powszechnej, w tym wypadku niemieckiej. Przyznanie w 1869 r. wszystkim dorosłym mężczyznom prawa głosu w wyborach parlamentarnych, rozbudziło zainteresowania polityczne.    Cały ten proces o wielorakich skutkach ubocznych i pochodnych, wciągający w wartki obieg dóbr gospodarczych i kulturalnych wszystkie dzielnice kraju, unifikujący rozległe obszary, likwidujący zaściankowość – gwałtownie począł przybliżać żyjącą dotąd własnym parafiańskim życiem Warmię do Niemiec. Proces germanizacji tej ziemi, dotychczas kierowany aktami prawnymi, w skali masowej mało skutecznymi, zyskiwał materialną podstawę. Równocześnie jednak, dzięki tym samym bodźcom, ożywiały się społeczne rzesze ludności, które swe potrzeby kulturalne potrafiły wyrażać tylko polskim językiem. Przekształcenie się mówiącej po polsku masy ludnościowej z biernej, bezwładnej na czynną, tworzyło przesłanki tego, co niezbyt precyzyjnie nazywa się odrodzeniem narodowym. Spotkały się zatem dwa prądy: jeden zmierzający do zniesienia warmińskiej wyspy ludnościowej, drugi – do zaostrzenia jej brzegów. Epoka cywilizacji przemysłowej wzmagając możliwości germanizacji Warmii, jednocześnie tworzyłaprzeciw nim zaporę. Mogła odrębność językową zniszczyć lub zamienić na narodową.    W tym samym czasie rząd Bismarcka wydał walkę Kościołowi katolickiemu, znaną w historii pod nazwą kulturkampfu. Na ludności wiosek i miasteczek warmińskich, od wieków szczerze przywiązanej do wiary katolickiej, głębokie wrażenie wywarły represje wobec księży wykraczających poza normy, którymi rząd pragnął regulować swoje stosunki z Kościołem: kilku proboszczów warmińskich zasiadło wtedy na ławach oskarżonych, a 8 parafii podolsztyńskich przez wiele lat pozbawionych było duchowej opieki. Brutalna ingerencja rządu w sprawy, które ludność przywykła uważać za leżące wyłącznie w gestii Kościoła, wzmogła, jak zwykle w takich wypadkach, fanatyzm religijny. Jednocześnie władze wydały zarządzenie rugujące mowę polską ze szkół (1873). Wśród rodzin żarliwie katolickich, a równocześnie żarliwie przywiązanych do mowy polskiej i polskiego obyczaju, fakty te wywołały niezwykłe podniecenie umysłów. Na tle tego podniecenia zrozumiałe stają się wypadki latem 1877 r.    Wypadki gietrzwałdzkie dostały się na łamy prasy polskiej wszystkich zaborów. Pisali na ten temat, głównie do gazet poznańskich i pomorskich, korespondenci z Warmii, spośród których wyróżniali się chłopi Franciszek Szczepański z Lamkowa i Jakub Mazuch z Rasząga, księgarze Andrzej Samulowski z Gietrzwałdu i Eugeniusz Buchholz z Olsztyna oraz nauczyciel Jan Liszewski. Zajęli się ta sprawą reporterzy z Poznania i z Warszawy. Wprawdzie sensacyjna strona zagadnienia bardziej przyciągała uwagę ogółu, to jednak przy tej okazji zaznajamiał się on także ze sprawami narodowościowymi Warmii.    Był to czas, gdy polska myśl polityczna demokratyzując się, rozległość obszaru Polski poczęła obliczać nie w milionach hektarów ziemi należących do polskiej szlachty, lecz terytorialnym zasięgiem mowy polskiej wśród ludu. Po Śląsku, Kaszubach i Mazurach musiała zwrócić uwagę na Warmię. Ukazały się wówczas znakomite studia naukowe o Warmii pióra Wojciecha Kętrzyńskiego oraz Karola Emiliana Sieniawskiego. Sama Warmia piórami Szczepańskiego, Samulowskiego i Liszewskiego domagała się, by zwrócić na nią uwagę.    Na początku ostatniego ćwierćwiecza XIX stulecia mówiąca po polsku ludność Warmii nie mogła już i nie chciała żyć nadal w dawnym marazmie społecznym. Jednakże stały przed nią trzy drogi. Mogła wchłonąć szczepionkę niemiecką obficie wstrzykiwaną przez szkołę, urząd, wojsko, a wkrótce także i przez Kościół i uznać swój język polski na znamię swego zacofania społecznego u niższości kulturalnej, za rodzaj stroju ludowego, który należy porzucić, przekraczając wyższy próg cywilizacji. Mogła pielęgnować język polski, tradycje miejscowe, wiarę i obyczaje przodków, lecz zasklepić się w swej dzielnicy, stworzyć ruch regionalny, a separować się od ruchu narodowego. Mogła włączyć się do walki całego narodu polskiego o jego narodowe prawa, uznając – jak to powiedział Andrzej Samulowski – że jeden duch Polskę spoli.    Wszystkie te drogi stały przed ludnością warmińską otworem. Niejeden u nas tak sobie w głowę wbił, że mowa niemiecka to coś wyższego od mowy polskiej, że mowa niemiecka to dla uczonych, wielkich i bogatych panów, a polska to tylko dla prostaków i biedaków – pisał jeden z korespondentów warmińskich. Po prawym brzegu Łyny nie wytworzył się żaden ruch narodowo-polski, tylko katolicko-warmiński – stwierdzał reporter „Dziennika Poznańskiego” w 1882 r. Kilka lat później jednak – po wielkich wiecach polskich na Warmii z lat 1890-1892, po założeniu tu kilkudziesięciu czytelni polskich, po zwycięstwie polskim w wyborach parlamentarnych 1893 r.  – jasne stało się, że ludność Warmii obrała trzecią drogę. W 1890 r. w kondukcie za trumną Adama Mickiewicza wiedzioną na Wawel, stanęli z wieńcem z kłosów i kwiatów polnych delegaci Olsztyna jako dzieci jednej wspólnej matki.                        Olsztyn  - dzieje miasta – Andrzej Wakar. 






Podziel się
oceń
1
1

komentarze (6) | dodaj komentarz

Rozwój miasta w końcu XIX weku.

sobota, 12 listopada 2011 13:25

Rozwój miasta w końcu XIX wieku.    Do ostatniego 30-lecia XIX wieku Olsztyn był miastem małym i biednym. Potem zaczął szybko rozrastać się. Prześcignął liczbą mieszkańców inne miasta Pojezierza Mazurskiego.1864 – 47931855 – 61591875 – 115551895 – 21554, a łącznie z garnizonem 24844.   W ciągu 30 lat powiększył liczbę mieszkańców przeszło 5-krotnie.    Za ojca nowoczesnego Olsztyna uchodzi w historiografii niemieckiej Oskar Belian, burmistrz Olsztyna z lat 1877-1908. Pogląd ten jest niesłuszny. Wprawdzie istotnie za czasów Beliana Olsztyn rozrósł się, otrzymał gaz (1890), wodociągi i kanalizację (1899), prąd elektryczny i tramwaje (1907) i stał się siedzibą władz rejencji (1905), odpowiednika województwa, ale warunki do tego rozwoju stworzono już za rządów Roberta Zakrzewskiego (1865-1875), ostatniego polskiego burmistrza grodu nad Łyną przed 1945 rokiem.    Główną przesłanką przyszłego rozkwitu Olsztyna był fakt ulokowania w nim wielkiego węzła kolejowego. Walczyła o to także Ostróda, do owej pory miasto równorzędne Olsztynowi. Zarządowi miejskiemu, kierowanemu przez Zakrzewskiego, udało się przechylić decyzję ministerstwa na swoją korzyść 26 listopada 1872 r., dzień, w którym przy huku wiwatów z dział Robert Zakrzewski przecinał wstęgę przed pierwszym pociągiem wjeżdżającym na stacje olsztyńską, był pierwszym dniem dziejów nowoczesnego Olsztyna.    W ciągu następnych lat sieć węzła olsztyńskiego została ukończona w 1872 r. odcinek na Czerwonkę, w 1873 r. na Ostródę, w 1883 na Morąg i na Szczytno, w 1884 r. na Ornetę, a w 1887 r. na Iłowo.   Za rządów Zakrzewskiego zbudowano szpital olsztyński, otwarty 15 października 1867 r.. Zatrudniono w nim wprawdzie na początku tylko jednego lekarza, niemniej, był to już nowoczesny zakład leczniczy, podczas gdy dotąd istniejące placówki noszące tę nazwę stanowiły jedynie przytułki dla osób chorych i niedołężnych. Burmistrz, sam z zawodu nauczyciel, przyczynił się do budowy nowego gmachu szkolnego, przy ulicy nazwanej kilkadziesiąt lat później ulicą Pieniężnego, prowadził starania o utworzenie gimnazjum w Olsztynie (przez przeniesienie tu szkoły z Reszla). Powstało ono w 1877 r. już po ustąpieniu Zakrzewskiego z władz miejskich.    Zakrzewski czuł się Polakiem. O swym mieście z reguły pisał w sprawozdaniach: Allenstein, polnisch Olsztyn. W swoim czasie, jako nauczyciel, udzielał lekcji języka polskiego, nim usunięto je ze szkół. Z polskim ruchem politycznym jednakże nie współpracował. Podówczas jeszcze taki ruch na Warmii nie istniał. Był człowiekiem poglądów wolnomyślnych. Z jego inicjatywy, jeszcze przed kulturkampfem, zeświecczono szkolnictwo w Olsztynie, usuwając z niego siostry zakonne, katarzynki, i na miejsce szkół wyznaniowych wprowadzając tak zwane symultanne, to jest wspólne dla dzieci wszystkich wyznań. Otwierając w 1873 r. pierwsza taką szkołę w Olsztynie, witał świeckie nauczycielki jako te, które niosą światło i oświecenie, jako bojowniczki w walce toczonej przez nową szkołę przeciw ciemnocie i głupocie.    Spory kompetencyjne z przewodniczącym rady miejskiej, ambitnym lekarzem, doktorem Rakowskim, utrudniały Zakrzewskiemu sprawowanie urzędu. Jego pozycja stała się nie do utrzymania, gdy większość w Radzie zdobyli przedstawiciele stronnictwa katolickiego. W 1875 r. po 10-letnich rządach Olsztynem, musiał podać się do dymisji.                    Olsztyn – dzieje miasta. – Andrzej Wakar.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Bezrobocie, nędza.

sobota, 12 listopada 2011 13:23

               Bezrobocie. Nędza.    Do wojen napoleońskich dzieje Olsztyn i jego okolic toczyły się leniwym nurtem. Tryb życia kolejnych generacji ulegał tu stosunkowo nieznacznym zmianom. Dopiero epoka wojen napoleońskich przyniosła głębokie reformy na wsi i w mieście. W 1807 r. zniesiono poddaństwo chłopów, a potem ich uwłaszczono. Zlikwidowano przymus należenia rzemieślników do cechów (1808). W prawie pracy wprowadzono zasadę wolnego najmu, przy czym pozostawiano jedynie niewielkie ograniczenia w stosowaniu tej zasady wobec robotników rolnych i służby domowej, usunięte na początku XX stulecia. W obrocie towarowym zatriumfowała zasada wolnego handlu.    Reformy pierwszych lat XIX w. wprowadziły tez poważne zmiany w prawnym i politycznym położeniu mieszkańców Olsztyna. Radę zastąpiono bardziej liczebną radą miejską, stanowiącą organ planowania i kontroli wobec powoływanego przez nią organu wykonawczego zarządu miejskiego z zatwierdzanym przez władze państwowe burmistrzem na czele. Kompetencje obu tych organów określono ordynacją miejską (1809), podporządkowując je ściślej powiatowym organom administracji publicznej, kierowanym przez starostę powiatowego jako reprezentanta rządu (1818). Zlikwidowano sądownictwo miejskie (ławy i rady) oraz resztki sądownictwa patrymonialnego na wsi (dziedziców wobec poddanych chłopów) i wprowadzono jednolity system wymiaru sprawiedliwości w całym państwie, oparty na zasadzie równości obywateli wobec prawa oraz niezawisłość sądów, które składały się odtąd z osób o wykształceniu prawniczym. Zniesiono karę chłosty, pręgierz, publiczne wykonywanie wyroków, palenie przestępców na stosach, łamanie kołem, ćwiartowanie itp. Wymuszania zeznań przez tortury w śledztwie zakazano już wcześniej.    Reformy te przeprowadzono w duchu absolutyzmu oświeconego. Usuwały one to, co słusznie uważano za pozostałość „barbarzyństwa i średniowiecza”, na przykład okrutne kary, dowolność w ich wymierzaniu, niewolę i pańszczyznę. W gospodarce przyśpieszały rozkład feudalizmu i narodziny cywilizacji przemysłowej. W życiu państwowym pozornie sprzyjały tendencjom demokratycznym, na przykład przez wprowadzenie zasady równości wobec prawa, zniesienie podziału w mieście na „obywateli” i „budników” pozbawionych praw obywatelskich. Jednakże głównie wzmacniały władzę centralną. Likwidowały wszelkie formy samorządu stanowego, korporacyjnego i terytorialnego lub dostosowywały jego rozmiary do modelu państwa centralistycznego i biurokratyczno-policyjnego. Mieszkańcy miast i wsi korzystali odtąd z równości wobec prawa, wolności w wyborze pracy i miejsca zamieszkania, z inicjatywy w życiu gospodarczym. Ale wobec króla i jego ministrów byli niemal zupełnie bezwolni.    Także Olsztyn i jego okolica poważnie odczuły skutki tych reform. Tutejsza szlachta polska, nigdy niebogata, a jeszcze zrujnowana przez wojnę, nie wytrzymała ich ciężaru. Jej majątki poszły na licytację, dostając się w ręce niemieckie. Różni Rogawscy, Komorowscy, Petrikowscy spauperyzowali się, przenieśli do miasta, a tu spadli do rzędu proletariuszy. Dla chłopów ratunkiem było poświęcenie się stanowi duchownemu lub karierze wojskowej. Gorzej było z pannami. Nawet prostytutki olsztyńskie nosiły nazwiska niegdyś herbowe. Z tej klęski uratowali się jedynie Grzymałowie, ale oni wymarli w ostatnim 20-leciu XIX w. Jako pamiątka po nich został zabytek: klasycystyczny dworek w Tracku.    Reformy uwłaszczeniowe zrazu nie przyniosły także spodziewanej poprawy położenia materialnego chłopom. Dotychczasowe czynsze, daniny i robociznę, jakie świadczyli oni wobec domen państwowych i majątków szlacheckich, przeliczano na kwoty pieniężne, które należało spłacić w krótkich terminach. Były to sumy wysokie. Wielu chłopów nie mogło wywiązać się ze swych zobowiązań. Spekulanci skupowali ziemię za bezcen. Wzrosła liczba biedoty wiejskiej, ludzi utrzymujących się z małego skrawka gruntu lub zupełnie pozbawionych roli. Wielu z nich próbowało znaleźć zatrudnienie w mieście o powiększało tu szeregi proletariatu, gnieżdżącego się na poddaszach, w suterenach lub w lepiankach wznoszonych na peryferiach miasta. Sytuacja rzemieślników olsztyńskich również się nie poprawiła. Rujnowali się oni wzajemną ostra konkurencją z domorosłymi majsterkami wiejskimi. Wskutek ubóstwa wsi nie mogli liczyć na zbyt towarów na miejscu, po jako tako opłacalnych cenach.     Prawdziwą klęskę i dla rolnictwa, i dla rzemiosła stanowiło wprowadzenie po 1815 r. granicy celnej między Pojezierzem Mazurskim a ziemiami polskimi zaboru rosyjskiego. Zahamowała ona eksport ziemiopłodów, szczególnie zaś wytworów rzemiosła olsztyńskiego. Olsztyn został zamurowany w najdalej położonym zakątku państwa, oddzielony granicą polityczną i celną od terenów, z którymi złączony był naturalnymi związkami obrotu towarowego. Dlatego – wraz z innymi miastami Pojezierza Mazurskiego – przeżyć musiał długi okres chudych lat.    Nędzę mieszkańców Olsztyna nadzwyczaj wyraziście obrazują sprawozdania, które burmistrz Olsztyna z lat 1836-1865 Jakub Rarkowski składał władzom państwowym. Oto kilka przykładów:    Listopad 1837 – Tylko nieliczni rolnicy zebrali więcej zboża, niż potrzebują dla własnego gospodarstwa. Na wiosnę będzie przeto wielka bieda. Wielu komorników i parobków nie znajdzie z tego powodu utrzymania. Ciągną oni już teraz gromadnie do Polski. Ceny zboża rosną.    Grudzień 1837 – Nędza tutejszych mieszkańców przechodzi wszelkie pojęcie. W mieszkaniach ludzie leżą na gołej słomie, prawie nadzy i głodni. Aby oszczędzić na opale, mieszkają w ciasnych, często wilgotnych izdebkach po 3 rodziny. Cudem chyba zaraza nie wybucha w tak przepełnionych mieszkaniach.    Styczeń 1838 – Pogorszenie. Na nadchodzącą wiosnę oczekujemy jeszcze większej biedy. Nasze biuro codziennie zapełnione jest potrzebującymi pomocy. O wsparcie proszą nawet młodzi, silni ludzie. Grożą, że zamordują własne dzieci, jeśli odprawi się ich z niczym.    Luty 1838 – Panująca tu nędza i głód są nie do opisania. Mało kto może najeść się do syta. Liczba żebraków i złodziejów powiększa się z każdym dniem. Gospodarze nie mogą wyżywić parobków i zatrudniają ich tylko wyjątkowo. Dlatego widzimy tak wielu włóczęgów. Jeśli rząd nie znajdzie sposobów znalezienia zarobku dla najniższych klas społeczeństwa, rozbój uliczny  inne zbrodnie są nieuniknione.    Maj 1838 – Większość tutejszych mieszkańców cierpi głód.    Lipiec 1838 – Każdy jest doprowadzony niemal do rozpaczy. Handel zamarł, rzemieślnicy głodują, żebracy ciągną od domu do domu, wszędzie głód i nędza.    Wrzesień - Grudzień 1838 – Nie ma najmniejszej poprawy.    Styczeń 1839 – Dobrobyt chyba nigdy nie wróci do tych nieszczęsnych stron.    Maj 1840 – Grudzień 1841 – Notujemy stałe pogorszenie.    Na tej dacie urywają się zapiski Jakuba Rarkowskiego, a przecież najgorsze miało dopiero przyjść później. W 1844 r. padające bez przerwy przez całe lato ulewne deszcze zniszczyły zbiory na polach. W 1846 r. zaraza padła na ziemniaki.       Burmistrz olsztyński kilkakrotnie notował w paru miesięcznych odstępach, że kradzieże są na porządku dziennym o zdarzają się niemal w każdy dzień i każdą noc. Zanikała wiara, że porządek społeczny, niosący masom tak potworne cierpienia, dany jest przez dobrotliwego, miłosiernego Boga. Jakub Rarkowski zapisał w maju 1837 r., że nacjonaliści mnożą się. Później w 1838 r., dwukrotnie stwierdził, że bezbożnicy mnożą się z dnia na dzień i dodał melancholijnie jest to skutek tegorocznej nędzy.    Kasa miejska była pusta. Domy waliły się. Poszły w niepamięć przykładne zarządzenia olsztyńskich wilkierzy. Miasto nie potrafiło zorganizować sprawnego wywozu nieczystości. Śmieci leżały na ulicach i zaduch był okropny. Co pewien czas epidemie zmiatały część ludności. Bruk zniknął pod grubą warstwą śmieci i błota. Handel zamarł. Rzemieślnicy głodowali. Zamknięto istniejącą od trzech wieków hutę szkła. Wielu opuszczało te nieszczęsne strony i emigrowało do sąsiednich dzielnic polskich zaboru rosyjskiego, gdzie można było w powstających wówczas fabrykach Łodzi, Warszawy i Białegostoku znaleźć niezły zarobek.    Gniew skrzywdzonych i poniżonych wyładowywał się w zaburzeniach socjalnych Wiosny Ludów w 1848 r. W Olsztynie demokraci zorganizowali wtedy Klub Konstytucyjny. W ukazującym się od 1843 r. tygodniku „Allensteiner Kreisblatt” referendarz Sądu Ziemskiego z Królewca, Herman Plehwe, przebywający na dłuższej delegacji w Olsztynie, publikował na przełomie lat 1848 i 1849 wiele artykułów po polsku w cyklu Kto ma uszy, niechai słucha. Zajmował się w nich tym, co się tyczy wolności, którąjśmy od wiosny osiągnęli. Stwierdzał, że król od wiosny nie sam, jak przedtem, ale on i wszystek lud jego z nim wspólnie swym kreijem rządzi, że przy sporządzaniu nowych praw i wydaniu nowych podatków także coś do mówienia mamy, że przed tym musiał każdy to, co chciał, drukować, nayprzod dać przejrzić temu, co nazywał się cenzor, i że na koniec osiągnęliśmy przecze i tej wolności, iż możemy się dziś zgromadzać, gdzie sami tylko chcemy. Ponieważ zaś niepodobna, abyśmy wszyscy rządzić mieli, należy obrać jednego z pomiędzy nas, który nas wszystkich i we wszystkiem przy ustanowieniu nowego prawa zastąpić ściśle obowiązanym jest. Autor wzywał, aby nie zechciał żaden posług swego upodobania drugiego hańbić, bić, okraść i obrabować, tylko jak przedtym pracować.    Wkrótce potem nastąpił okres reakcji politycznej. Swobody obywatelskie, o które walczono w okresie Wiosny Ludów, stały się własnością społeczeństwa zaboru pruskiego dopiero po dwu dziesięcioleciach. Wcześniej natomiast poprawiła się znacznie sytuacja gospodarcza mieszkańców Olsztyna i jego okolic. Przyczyniły się do tego szczególnie wielkie roboty publiczne: budowa dróg bitych i wodnych. Niemniej, aż do ostatniego ćwierćwiecza XIX stulecia Olsztyn był miastem bardzo ubogim.    Był przy tym miastem małym. W 1801 r. miał 2003 mieszkańców. Górowało nad nim wówczas liczbą mieszkańców aż siedem miast warmińskich: Braniewo, niemal 3-krotnie, oraz Dobre Miasto, Reszel, Orneta, Bisztynek. Lidzbark Warmiński i Pieniężno. Po inwazji napoleońskiej liczba mieszkańców spadła w 1809 r. do 1373. W 1816 r. podniosła się znowu do 2078. Następnie Olsztyn liczył mieszkańców:1821 – 24271831 – 27811843 – 33561846 – 36481861 – 42961864 – 47931869 – 51481872 – 5454.    Nadal był miastem rzędu Bartoszyc, Lidzbarka Warmińskiego i Kętrzyna, a dwa razy mniejszym od Braniewa, tradycyjnie gospodarczej i kulturalnej stolicy Warmii.                                   Olsztyn – dzieje miasta – Andrzej Wakar.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Ruch budowlany. Czynszówki i wille.

sobota, 12 listopada 2011 13:16

Ruch budowlany, Czynszówki i wille.    U schyłku XIX w. powstały w Olsztynie problemy mieszkaniowe nie znane dawnym stuleciom. Do owej pory domy mieszkalne stanowiły tu własność kupców lub rzemieślników, którzy mieszkali w nich wraz z rodziną i z zatrudnionym personelem. Właściciele z rodziną mieszkali dość wygodnie, czeladnicy, terminatorzy i służba natomiast gnieździli się w wielkiej ciasnocie, nieraz nawet w zabudowaniach gospodarczych, nad stajniami i chlewami. Nie stanowiło to jednak dla nikogo podniety do budowania nowych domów. Dom mieszkalny związany był bowiem funkcjonalnie z warsztatem pracy właściciela.    Zmiany w organizacji rzemiosła i handlu, inwestycje komunikacyjne i wojskowe, narodziny nowoczesnego przemysłu oraz rozbudowa nowoczesnej administracji publicznej, skarbowej, sądowej itd., powstanie licznych zakładów usługowych, wszystko to stworzyło nową sytuację. Powstała wielka armia wolnych pracowników najemnych, o których zakwaterowanie pracodawcy nie mieli obowiązku kłopotać się. Zadanie to przejął przedsiębiorca: kamienicznik. To, co niegdyś było rzadkim wyjątkiem -wynajmowanie mieszkań za opłatą, za tzw. komornem - stało się regułą. Duży popyt na mieszkania zachęcał przedsiębiorców do intensywnego budownictwa.   W ostatnim 30-leciu XIX w. zjechało się do Olsztyna prawie naraz kilka tysięcy ludzi do pracy przy budowie węzła kolejowego i budowie koszar. Musiano stawiać w pośpiechu jakie bądź domy. Jedni klecili chaty z nieociosanych belek, drudzy wznosili sobie w pośpiechu domki z cegieł wybranych ze starych rozwalonych budowli, między innymi z muru obronnego, jeszcze inni spali w szopach. Ale to trwało krótko. Rozwinął się bowiem wówczas ruch budowlany na dotąd nie notowaną w dziejach skalę. Zarobki robotników wystarczały na wynajęcie choćby ciasnych izdebek w domach czynszowych.    W pierwszej fazie okresu cywilizacji przemysłowej kamienice czynszowe stawały się więc typem budynku mieszkalnego w Olsztynie. Znoszono je na rozległym obszarze między Starym Miastem a Dworcem Głównym, przy ulicach: Skłodowskiej-Curie (Jacobstr.), 1 Maja (Hindenburgstr.), Dąbrowszczaków (Wartenburgerstr., Kaiserstr.), Partyzantów (Bahnhofstr.), Kopernika (Coppernikusstr.), częściowo przy ul. Kościuszki (Roonstr.) oraz przy przecznicach tych ulic. Mniej kamienic czynszowych stanęło po lewej stronie torów kolejowych, przy ulicach Jagiellońskiej (Wadangerstr.), Okrzei (Herrenstr.) i M. Zientary-Malewskiej (Trautzigerstr.), zupełnie niewiele zaś poza Dolnym Przedmieściem, przy ulicach: Grunwaldzkiej (Liebstaedterstr., Mohrungerstr.) i Warszawskiej (Hohensteinerstr.)    Właścicielami tych kamienic byli nierzadko fabrykanci, przedsiębiorcy budowlani lub kupcy, pospoliciej jednak ludzie średnio zamożni, np. maszyniści kolejowi, rzemieślnicy, urzędnicy, nauczyciele. Oszczędności gromadzone przez cała lata pracy przeznaczali oni na budowę lub kupno kamienicy, kalkulując, że dochód z komornego nie przysporzy tak wysokich zysków, jakie mogliby osiągnąć przez lokatę kapitału w przedsiębiorstwach przemysłowych, ale za to przyniesie zyski pewne, bez ryzyka. Posiadaczami wielu kamienic czynszowych byli też więc polscy Warmiacy, którzy bynajmniej nie stali przecież na najwyższych szczeblach drabiny społecznej Olsztyna.    Były to kamienice złożone z trzech lub czterech kondygnacji, nie licząc suteren i facjat, stosunkowo jednak wysokie, ponieważ wysokość każdej kondygnacji – znowu nie licząc suteren i facjat – wynosiła około czterech metrów. Wyższych nie budowano, po to bowiem, by z lokali mieszczących się w górnych kondygnacjach – powyżej 3-go czy 4-go piętra – można było czerpać spore zyski, trzeba by było zainstalować w kamienicach windy. Te zaś w ówczesnym Olsztynie należały do rzadkości.    Kamienice te różniły się między sobą kształtami zewnętrznymiI rozplanowaniem wewnętrznym. Znaczną ich liczbę zbudowano w stylu secesji, bo styl ten modny był najbardziej na przełomie XIX i XX stulecia, tzn. wtedy, gdy Olsztyn rozbudowywał się bardzo intensywnie. Najbardziej reprezentacyjnym budynkiem w tym stylu był i pozostał dom przy ul. Dąbrowszczaków nr 3, na rogu Mrongowiusza (Magisterstr.). Jednakże większość olsztyńskich kamienic czynszowych nie miała żadnego stylu. Wewnętrzne rozplanowanie budynków zależało od tego dla jakiej kategorii lokatorów były one przeznaczone. Dbano o to, by można było oferować mieszkania tanie dla uboższych mieszkańców i mieszkania komfortowe dla burżuazji. Na przykład wspomniany dom przy ul. Dąbrowszczaków nr 3 -, złożony z 4-ch kondygnacji, miał tylko 4 mieszkania, podczas gdy 3-kondygnacyjny dom przy drodze klebarskiej (al.Piłsudskiego, Kleebergerstr.) nr 16/18 składał się z 40-tu mieszkań. Dom przy ul. Olsztynkowskiej nr 13 (ul. Warszawska, Hohensteinstr.) miał 4 mieszkania, a równy mu wielkością dom przy tejże ulicy pod nr 25 - 24 mieszkania.    Oferowano więc najemcom zarówno luksusowe, 5-cio, 6-cio, 7-mio i 8-mio pokojowe przestronne mieszkania, mieszkania średnio wyposażone 3-pokojowe lub 4-pokojowe, jak też mieszkania malutkie, gdzie można było się tylko gnieździć w warunkach urągających podstawowym zasadom higieny. Kwestia posiadania lepszego czy gorszego mieszkania zależała od finansowych możliwości najemców, gdyż wobec wysoko wyśrubowanych opłat czynszowych zawsze spora liczba wolnych mieszkań, znajdowała się „w obrocie rynkowym”. W 1890 r. w Olsztynie aż 24 domy stały puste, w 1914 r. wolnych było około 20-tu mieszkań. Kamienicznikom nieraz bardziej opłacało się mieć lokale nie wynajęte, niż wynajmować je za komorne, które uznawali za zbyt niskie. Czynsze mieszkaniowe, regulowane jedynie umową między właścicielem mieszkania a wynajmującym, rosły wówczas, gdy odczuwano brak mieszkań, np. wtedy, gdy lokowano w Olsztynie nowe oddziały wojska. Żołnierze znajdowali bowiem kwatery w koszarach, rodziny oficerów jednakże wynajmowały mieszkania w domach prywatnych. Biedaków często nie stać było na zapłacenie wyśrubowanego w ten sposób komornego, zalegali x nim przez wiele miesięcy i albo – spłaciwszy lub nie spłaciwszy zadłużenia – przenosili się do mieszkań tańszych, albo czekała ich przymusowa eksmisja. W okresie bezrobocia, w kryzysowym 1891 r., prasa olsztyńska ciągle zamieszczała notatki o eksmisjach lub ucieczkach lokatorów zadłużonych u kamieniczników po uszy. W numerze 77 1891 r. „Gazeta Olsztyńska” donosiła: Moda uciekania nocą z mieszkań szerzy się w Olsztynie pomiędzy tymi ludźmi, którzy nie mając własnych domów, chcą darmo mieszkać. I tak wyniósł się w tych dniach z mieszkania niejaki S., zabrawszy swoją chudobę, a zostawszy długu u swego gospodarza na 499 marek. Na ulicy Polnej wdowie Cz. drapnęło też nocą dwóch lokatorów, nie zapłaciwszy mieszkania.    Olsztyn właściwie nie miał tak charakterystycznych dla dużych miast dzielnic nędzy, peryferyjnych dzielnic robotniczych. Kamienice czynszowe z małymi mieszkankami, przeznaczonymi na najem dla ubogich mieszkańców, sąsiadowały tu na tych że samych ulicach z kamienicami posiadającymi wielkie komfortowe lokale. Częstokroć nawet w luksusowo wyposażonych domach bogacze mieszkali obok biedaków, którzy zajmowali sutereny i poddasza. W Olsztynie raczej środek miasta przypominał wyglądem peryferie przemysłowych miast. Przedmieścia Olsztyna – Górne i Dolne – powstały, zanim miasto rozrosło się i niespodziewanie znalazły się w XX wieku w samym centrum, podobnie jak w centrum, wskutek szybkiego rozrostu miasta, znalazły się, budowane u schyłku XIX w. na jego ówczesnych peryferiach: więzienie, gazownia, fabryka zapałek, zakład budowy i naprawy maszyn, tartak i wiele drobniejszych zakładów przemysłowych przy ulicach: Warszawskiej (Niepodległości), Klebarskiej (al. Piłsudskiego) i Ogrodowej (Knosały, Gartenstr.). W samym centrum Olsztyna wzniesiono przeznaczony dla biedoty obskurny blok przy Klebarskiej  16/18. Biedota zamieszkiwała też położone centralnie w rozbudowanym mieście boczne uliczki staromiejskie.    Od tego przemieszania luksusu i nędzy mieszkaniowej odcinała się jednorodnością dzielnica kolejarska, złożona z nie tynkowanych domów rozłożonych po obu stronach torów wokół Dworca Głównego, wybudowanych i administrowanych przez kolej państwową. Mieszkania w tych domach, przeznaczone dla kolejarzy gorzej zarabiających, były ciasne i pozbawione większych wygód. Tuz przed I wojną i zaraz po jej zakończeniu, przeznaczono dla ludności cywilnej parę kompleksów koszarowych przy ulicach: Kromera (Kasernenstr.), Gietkowskiej i Dąbrowskiego (Magazinstr.) Wynajmowali tam mieszkania tylko najubożsi.   W Olsztynie istniały dysproporcje we wskaźnikach zagęszczenia mieszkań. W wielkich, wielopokojowych lokalach mieszkało po kilka osób, spośród których znowu 2-3, tzn. kucharka, pokojówka i niańka, gnieździły się na niewielkim metrażu kuchni i pokoiku służbowego. Niewielkie mieszkania w domach zajmowanych przez biedotę natomiast były niezwykle przeludnione. Jednakże nie stwarzało to klasycznej kwestii mieszkaniowej, to jest sytuacji, w której popyt na mieszkania jest większy od ich podaży. Wolnych mieszkań było stale pod dostatkiem, trzeba było tylko mieć dość pieniędzy na płacenie odpowiednio wysokiego komornego. Klasyczna kwestia mieszkaniowa powstała tu dopiero po I wojnie światowej.     Tuz przed I wojną światową powstała w Olsztynie z inicjatywy kilku lewicowych działaczy spółdzielnia mieszkaniowa Allensteiner Wohnungsbaugenossenschaft. Zbudowała ona bloki mieszkalne przy ulicach: Okrzei nr 22-28 (Herrenstr.), Sienkiewicza 2 i 6 (Sandgasse), Jagiellońskiej 2, 4 i 6 (Wadangerstr.) oraz dom przy ul. Mazurskiej (Bismarckstr.) Komorne w tych domach było stosunkowo niskie i jego wysokość stała, niezależna od koniunktury mieszkaniowej. Jednakże spółdzielnia ta administrowała mikroskopijnym odsetkiem mieszkań olsztyńskich, nie miała więc zbyt wielkiego wpływu na sytuację mieszkaniową stolicy Warmii. Stanowiła tylko zapowiedź przyszłych rozwiązań.    Na przełomie XIX i XX stulecia zbudowano w Olsztynie liczne bloki koszarowe dla wojska różnych rodzajów broni. Koszarowy wygląd miały budynki administrowane przez kolej państwową. Podobne koszarom były też długie bloki kamienic czynszowych, spośród których jedynie bardziej luksusowe odróżniały się od nich  na zewnątrz swym bogatym, secesyjnym wystrojem. Urbanistyka Zachodu realizowała już wówczas koncepcje miasta-ogrodu, miasta w którym otulone zielenią jednorodzinne wille lub bliźniaki zajmowały znaczną część, niekiedy zaś większość obszaru miejskiego. Do I wojny światowej koncepcje te nie zdążyły dotrzeć do Olsztyna, mimo że wśród budowniczych, którzy je opracowali, znajdował się syn tego miasta, Eryk Mendelsohn, jeden z najsławniejszych architektów XX stulecia.    Gruby pierścień nowych budowli mieszkalnych, którym pod koniec XIX i na początku XX wieku opasano olsztyńskie Stare Miasto, składał się niemal wyłącznie z kamienic czynszowych. Domy jedno- czy dwurodzinne z niewielkimi ogródkami były podówczas w budownictwie olsztyńskim nie zapowiedzą nowej epoki, lecz reliktem starej. Kształtem i rozplanowaniem wewnętrznym pokrewne wiejskim budynkom mieszkalnym znajdowały się w bocznych uliczkach Starego Miasta, np. przy ul. Okopowej (Schanzenstr.) lub Bolesława Chrobrego (Mauestr.) oraz na peryferiach: obok cmentarza ewangelickiego przy drodze na Dobre Miasto (al. Wojska Polskiego – Koenigstr., a od 1933 r. Adolf-Hitler-Allee), przy drodze na Olsztynek (ul. Warszawska, Hohensteinstr.), przy drodze na Miłakowo (Grunwaldzka, Liebstaedterstr., Mohrungerstr.), częściowo też poza Górnym Przedmieściem ul. 1-go Maja (Hindenburgstr.), Partyzantów (Bahnhofstr.), Lanca, Linki (Kreuzstr.) oraz ul. Smętka (Kurkenstr.). Mieszkała w tych budynkach biedota. Kapitaliści, wyżsi oficerowie i wyżsi urzędnicy zajmowali przestronne mieszkania w wielkich, bardziej luksusowych kamienicach.    Niektórzy notable olsztyńscy mieli do dyspozycji wielopokojowe mieszkania służbowe. Prezes rejencji mieszkał w gmachu rejencji   (po 1945 r. DOKP), prezydent miasta – w ratuszu, dyrektor gimnazjum w gmachu tej szkoły, wyżsi urzędnicy bankowi – w gmachach bankowych. Najbogatsi ludzie Olsztyna niejednokrotnie mieszkali w domach stanowiących wręcz jaskraw przykłady złego gustu. Nic dziwnego, bo zazwyczaj byli to dorobkiewicze, nuworysze, którym nie udawało się ukryć swego prostactwa. Właściciel zakładów metalurgicznych, Karl Roensch, mieszkał w domu przyfabrycznym przy ul. Partyzantów nr 40 (Bahnhofstr.), właściciel fabryki zapałek. Ladendorf, w brzydkim nie otynkowanym budyneczku z werandą przy al. Piłsudskiego 22/24 (Kleebergerstr., budynek ten rozebrano w 1969 r.) Gdy spółka akcyjna posiadająca browar przy drodze na Dobre Miasto (al. Wojska Polskiego nr 20) wybudowała swemu dyrektorowi na mieszkanie i biuro tylko trochę ładniejszy budynek, nazwała go od razu pompatycznie zameczkiem leśnym.    Pojęcie nowoczesnej willi był wtedy jeszcze budowniczym olsztyńskim zupełnie nie znane. Nazwę willi nadawano domom ze zwartej zabudowy, jeśli miały kształt pozornie bardziej oryginalny – Villa Martha – przy pl. Bema (Coppernikusplatz), składający się z 4-ch kondygnacji: niskiego i wysokiego parteru oraz dwu pięter. Jedyną willę zasługującą na tę nazwę wybudował sobie właściciel tartaku, Hermenau, przy zbiegu ulic Kościuszki (Roonstr.) i Niepodległości (Warschauerstr. Po 1950 r. przedszkole nr 9, po 1985 r. Dom Harcerza). Druga, już znacznie skromniejsza, przy drodze na Track (ul. Zientaty Malewskiej nr 10, Trautzigerstr.), stanowiła również własność jednego z olsztyńskich fabrykantów. W obu można zauważyć ślady wpływu secesji.    Jedyny w Olsztynie pałacyk fabrykancki pochodził jeszcze z drugiej połowy XIX w., wznosił się przy ul. Zamkowej 5 (Schlossstr.), otoczony rozległym parkiem-ogrodem. W 1945 r. przeznaczono na rezydencję wojewody olsztyńskiego, kika lat póżniej siedziba Klubu Garnizonowego. Należał do rodziny Harich, która od 1843 r. była właścicielką wielkiej drukarni na Górnym Przedmieści) styk ul. 11 Listopada (Zeppelinstr. i Skodowskiej-Curie, Jacobsstr.). W latach 1945 –1970 Olsztyńskie Zakłady Graficzne.                       Olsztyn – dzieje miasta – Andrzej Wakar.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Szpitale i lekarze. Oświata sanitarna.

sobota, 12 listopada 2011 13:14

      Szpitale i lekarze.    W ciągu kilku stuleci, od początku dziejów Olsztyna aż do progu XIX w., liczba mieszkańców Olsztyna oraz liczba ludności komornictwa olsztyńskiego nie zwiększyły się wydatnie. Przyrost naturalny był tu niewielki. Zazwyczaj roczna liczba urodzeń żywych przekraczała nieznacznie roczna liczbę zgonów, przyrost ten jednakże, sumowany z roku na rok w ciągu wielu lat, ginął doszczętnie wciągu paru miesięcy głodu i zarazy, jak np. w latach 1624 i 1709, gdy zmarli prawie wszyscy mieszkańcy grodu znad Łyny, lub jak w 1807 r, gdy zmarła ich trzecia część. Przeciętna życia ludzkiego obracała się jeszcze pod XVIII w. wokół granicy 30-tu lat. A przecież wówczas nie gościli tu czterej jeźdźcy Apokalipsy.    W XIX w. stopniowo przyrost naturalny począł się tu powiększać, a granica wieku ludzkiego przesuwać wyżej. Wywołała to zrazu wiele skutków społecznych typowych dla zjawiska przeludnienia. Skutki te zostały usunięte po 1870 r. dzięki wzrostowi wydajności pracy w przemyśle i w rolnictwie oraz dzięki ruchom migracyjnym.    Od epoki napoleońskiej po 1914 r., a więc równo przez stulecie, wojna nie nawiedzała tych stron. Długo jednak jeszcze trapiły je wielkie epidemie. W XIX w. miejsce „czarnej śmierci”, miejsce dżumy zajęła cholera. Była to choroba dotąd w Europie nieznana. Podczas powstania listopadowego została przez wojska rosyjskie zawleczona do Polski. Zmarli wówczas na nią między innymi wielki Książę Konstanty orz głównodowodzący armii rosyjskiej, generał Dybicz. Wkrótce przedostała się na Mazury i Warmię. W Olsztynie wybuchła 7 listopada 1831 r. Zachorowało tu 228 osób, zmarło 71. Epidemia trwała do 12 stycznia 1832 r. Przy następnych nawrotach, w latach 1848-1849 i 1852, epidemia oszczędziła Olsztyn. W 1855 r. pochłonęła tu jednak dalsze ofiary. Na dobre zagościła w grodzie nad Łyną w 1866 r. Żyło wówczas w Olsztynie 4793 osoby. Zmarło na nią 215 osób. Co 20-sty mieszkaniec Olsztyna nie uszedł śmierci. Działo się to w bardzo krótkim czasie, zgroza więc panowała powszechna. Natychmiast powołano komisję sanitarną z burmistrzem Olsztyna, Robertem Zakrzewskim na czele. Wśród chorych uwijali się lekarz, dr Rakowski (przewodniczący Rady Miejskiej) oraz kapłani katoliccy, z których jeden, Józef Boehnki, ofiarność swą przypłacił życiem.    Pobożny lud Olsztyna postanowił wznieść krzyż dla przebłagania niebios. „Gazeta Olsztyńska” donosiła w nr 11 z 1891 r., że krzyż ów drewniany zębem czasu zgryziony runął, ale na jego miejsce wystawiono nowy, żelazny na kamiennym postumencie tuż przy szosie Olsztynkowej. Nowy krzyż wzniesiono w 1886 r. i dlatego ta data znalazła się w inskrypcji na postumencie, głoszącej „Od powietrza, głodu ognia i wojny zachowaj nas Panie”. Lud Olsztyna dał postumentowi napis polski, podobnie jak napis polski – Idź za mną – dał półtora wieku wcześniej cokołowi dźwigającemu figurę umęczonego Chrystusa. Krzyż ten więc i owa „Bożamęka” są nie tylko pamiątkami klęsk elementarnych dawnych czasów, ale również pomnikami świadczącymi o polskości Olsztyna. Ową figurę Chrystusa przeniesiono w 1937 r. z Targu Końskiego (pl.Roosevelta, Langemarckplatz) na zbieg dróg prowadzących z Olsztynka i z Ostródy (róg ul. Warszawskiej Hohensteinerstr. I Kazimierza Jagiellończyka Richthofenstr. Krzyż z napisem „Od powietrza... stoi obecnie w sąsiedztwie Kaplicy Jerozolimskiej.     Po 1866 r. jeszcze raz klęska epidemii cholery spadła na Olsztyn. W 1873 r. zachorowało na nią 160 mieszkańców, z czego zmarło 86. Podczas ostatniej wielkiej epidemii cholery w 1894 r. Olsztyn został oszczędzony.    Wiele chorób opanowano dzięki postępowi medycyny, upowszechnieniu oświaty sanitarnej i rozwojowi placówek służby zdrowia.     Jedną z największych chorób ludzkości – czytamy w nr 54 z 1890 r. „Gazety Olsztyńskiej” – są bez wątpienia suchoty (...) Lekarze dotąd nie znali lekarstwa na tę chorobę i głowy sobie łamali, jak by tej pladze zapobiec. Pewien doktor, nazwiskiem Koch, wynalazł teraz lekarstwo na suchoty, czyli jak u nas na Warmii mówią: na „szwincucha”. Powiada ów doktor, że suchoty powstają z robaczków, które z niewiadomej przyczyny dostają się w płuca człowieka i je pożerają. Gdy robaczki płuca zjedzą, musi chory umierać. Przez powiększające szkła można nawet w flegmie, czyli w plwocinach suchotnika, robaki te dostrzec. Doktor Koch pracował więc głównie nad tym, aby uśmiercić owe robaczki  w płucach i człowieka-suchotnika od powolnej, lecz pewnej śmierci wyrwać. Udały mu się tez pierwsze próby z dwoma chorymi, którym po lekarstwie Kocha znacznie polepszyło.    Od doktora Kocha do Olsztyna nie było znów aż tak daleko. Parę tygodni później w nr 7 z 1891 r. „Gazeta Olsztyńska” donosiła: Jak słychać zamierza p. Markmann na wiosnę do swego domu kuracyjnego przede wszystkim chorych na suchoty przyjmować, którzy podług Kocha sposobu przez dwóch tutejszych lekarzy mają być leczeni.    Zdobycze medycyny przyjmowały się zatem w Olsztynie dosyć szybko. Również szybko upowszechniła się tu oświata sanitarna. W ostatnim ćwierćwieczu XIX stulecia rozumiano tu już powszechnie to, co przeczuwano instynktownie od dawna, że wielu chorób można uniknąć przestrzegając zasad higieny, że dzięki stosowaniu tychże zasad można znacznie zmniejszyć śmiertelność połogową kobiet oraz śmiertelność niemowląt. Wiedziano, że potrzebne dla zdrowia są czystość, ruch, świeże powietrze, właściwe odżywianie.    Łaźnię Olsztyn miał już w średniowieczu. Prócz niej w 1845 r. władze miejskie zorganizowały kąpielisko publiczne nad jeziorem Fajferek. Gdy w 1882 r. jezioro wysuszono, urządzono dwa nowe kąpieliska dla ludności cywilnej, jedno nad Łyną, na wyspie między korytem rzeki a kanałem w pobliżu gazowni (przy ul. Knosały 1 i 2, Gartenstr.), drugie przy skraju Jeziora Długiego, w pobliżu ul. Bałtyckiej (Strasse am Langsee). Trzecie kąpielisko, również nad Jeziorem Długim, w jego północno-wschodniej części, zorganizowały władze wojskowe dla żołnierzy miejscowego garnizonu. Nadto od początku XX stulecia działały: zakład kąpielowy „Neptun” przy ul. Warmińskiej 26 (Langgasse) oraz łaźnia dla uboższej ludności w budynku szkolnym przy ul. Jagiellońskiej (Wadangerstr.). Najwięcej do poprawy stanu sanitarnego miasta przyczyniło się uruchomienie wodociągów i kanalizacji w 1899 r. Po tej dacie zniknęły z miasta cuchnące wylewiska nieczystości, w większości zaś mieszkań instalowano urządzenia kąpielowe. Nowe kąpielisko miejskie zbudowane w latach 1931-1932 nad Jeziorem Ukiel (Krzywe), miało już raczej charakter inwestycji sportowej, a nie sanitarnej.    Pierwszy nowoczesny szpital w Olsztynie otwarto 15 października 1867 r. Był to szpital miejski zwany Mariackim. Jego budowa trwała jeszcze 3 lata. Wydawał się on współczesnym za duży na potrzeby miasta, w 1898 r. wszakże musiano go powiększyć, a i później dobudowywano do niego nowe skrzydła i pawilony. Po 1945 r. Szpital Wojewódzki im. Mikołaja Kopernika, a po 1975 r. Szpital Miejski.     W latach 1884-1885 zbudowano szpital garnizonowy przy drodze do Kortowa (ul. Warszawska, Hohensteinerstr.) Tuż przed II wojną światową.     W latach 1937-1938, powstał trzeci szpital olsztyński, nazwany wówczas imieniem Hindenburga, położony w lesie przy drodze do Dobrego Miasta. Spalony w 1945 r., został po paru latach odbudowany, to Szpital Kolejowy.    W 1886 r. uruchomiono szpital dla umysłowo chorych w Kortowie, rozbudowywany w dalszych latach. Szpital ten utrzymywany był przez organa samorządowe prowincji Prusy Wschodnie. W budynkach pozostałych po tym zakładzie umieszczono w 1950 r. Wyższą Szkołę Rolniczą (Akademię Rolniczo-Techniczną).    30 października 1907 r. otwarto sanatorium przeciwgruźlicze dla kobiet, położone przy drodze do Wadąga.   Gdy w 1867 r. otwierano w Olsztynie Szpital Mariacki, jego dyrektor dr Hubert Rakowski, był jedynym lekarzem mieszkającym w Olsztynie. W 1892 r. mieszkało tu już 16-tu lekarzy, w tym 8-miu wojskowych. Później ich liczba nie zwiększała się przez długie lata. Np. w 1914 r. praktykę lekarską uprawiało tu 16 lekarzy (w tym 7-miu lekarzy specjalistów) oraz 4-ch lekarzy dentystów. Przed I wojną światową wśród lekarzy olsztyńskich, było zawsze kilku Polaków, spośród, prócz dr Rakowskiego, wymienić trzeba dra Zawadzkiego, stypendystę polskiego Towarzystwa Pomocy Naukowej, dra Przewoskiego, dra Dobczyńskiego, dra Salzmana, którzy stale ogłaszali się w „Gazecie Olsztyńskiej”, oraz dra Kazimierza Dekowskiego. W 1938 r. Olsztyn miał 27 lekarzy, 8-miu tzw. ogólnych i 19 lekarzy specjalistów (w tym dwie lekarki) oraz 12 lekarzy stomatologów (w tej liczbie jedną lekarkę dentystkę). Lekarze ci pracowali w szpitalach oraz prywatnych klinikach (dra Lotzina, dom przy ul. Emilii Plater 3 (Freiherr-von-Stein-Strasse) i dra Kalmusa ul. Dąbrowszczaków (Wartenburgerstr., Kaiserstr.), nadto zaś z reguły prowadzili prywatna praktykę. Prócz tego prywatną praktykę prowadziły także akuszerki, których w 1914  r. było 13 (a w 1938 14)    W 1914 r. w Olsztynie działały 4 apteki. Najstarsza zwana „Pod Orłem” (Adlers-Apotheke), mieszcząca się w domu  pod nr 2 przy Rynku, pochodziła z 1751 r.    Druga przy ul. 11 Listopada nr 1 (Zeppelinstr.), powstała w 1885 r.     Trzecią, zwana apteką Pod Koroną (Kronen-Apotheke) przy ul. Prostej nr 24 (Richstr.), tuz obok mostu św. Jana (Johannesbrueck) założona w 1893 r.    Czwarta, zwana apteką Pod Lwem (Loewen-Apotheke), przy al. Wojska Polskiego nr 2 (Koenigstr., a od 1933 r. Adolf-Hitler-Allee), powstała w 1908 r.    W latach międzywojennych Olsztyn wzbogacił się k=jeszcze o piątą aptekę imienia Kopernika (Coppernikus-Apotheke), położoną przy ul. Dąbrowszczaków nr 34 (Wartenburgerstr., Kaiserstr.). Były to wszystko apteki prywatne. Ich właściciele należeli do starych rodzin olsztyńskich, niegdyś spolonizowanych, jak Plastwichowie, Zimmermanowie i Rohlfleischowie, lub niegdyś polskich jak Węcławscy. Z tych aptek II wojnę światową przetrwały tylko dwie: dawna apteka Pod Orłem, przeniesiona w 1905 r. na drugą stronę Rynku i apteka przy ul. Dąbrowszczaków.    Przeciętna długość życia ludzkiego wciąż była niska i wynosiła aż do XX w. poniżej 30-tu lat. Oczywiście, wciąż tę średnią obniżała wielka śmiertelność niemowląt. Po wyłączeniu zgonów dzieci do lat dwu, przeciętna ta nadal nie sięgała 40-tu lat życia. Dopiero począwszy od schyłku XX w. przeciętna długość życia ludzkiego zaczęła szybko rosnąć. W XX w. także śmiertelność niemowląt poczęła się zmniejszać, z wyłączeniem dzieci do 2 lat:    1880 – 26,6    1885 – 32,5    1889 – 38,5    1894 – 46,7    1899 – 45    1909 – 48,8    1935 – 52,7     Jednakże, gdybyśmy średnią wieku chcieli obliczyć oddzielnie dla różnych grup zawodowych, stwierdzilibyśmy, że ludzi bogatsi żyli przeciętnie znacznie dłużej niż ludzie z warstw uboższych, mieszkający w ciasnych mieszkaniach, gorzej odżywiający się, przeciążeni pracą. Ludzie z warstw uboższych powszechniej chorowali, porady lekarskie zaś i leki były dla nich zbyt często za drogie. Na początku XX w. społeczna służba zdrowia stawiała dopiero pierwsze kroki. Do lekarza i apteki udawali się więc zazwyczaj wtedy, gdy na skuteczne leczenie było już za późno. Częstokroć lekarza zastępował znachor, tańszy, a choremu obiecujący rychłe wyzdrowienie. Na początku XX w. cieszył się w Olsztynie ogromną sławą lekarską Ferdynand Wahl. Dr Bernard Dobczyński określał go jako szarlatana. Nie przeszkadzało to „cudotwórcy” w prowadzeniu praktyki, aż do czasu gdy ustalono, ż jest on z zawodu czeladnikiem murarskim. W 1903 r. skazano Wahla na 2 lata więzienia.                Olsztyn – dzieje miasta – Andrzej Wakar 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Życie codzienne.

wtorek, 11 października 2011 21:05

Życie codzienne mieszkańców Olsztyna.   Jak się toczyły dni powszednie mieszczan Olsztyna? Jeżeli byli zamożni, mieszkali przy Rynku. Był to duży prostokątny plac. Jego południową część zajmował Ratusz, odbudowany po wielkim pożarze w lutym 1620 r. i całkowicie przebudowany w latach 1766-1770, głównie staraniem podkomorzego miejskiego Piotra Poleskiego i pracą budowniczego miejskiego Walentego Drozdowskiego. Do Ratusza przylegały budy przekupniów. Na północnej stronie Rynku wznosiły się dwa browary, również przebudowane w latach 1766-1769. Rynek był w tychże latach wybrukowany. Między browarami mieściła się budka strażnicza z wieżyczką i dzwonem. Wszystkie domy Rynku miały wąski front, na ogół z trzema oknami na pierwszym piętrze, a dwoma na drugim piętrze. Górne kondygnacje dzięki podcieniom wysunięte były przed linię regulacyjną Rynku. Jeszcze w 1836 r. wszystkie domy przy północnej i wschodniej ścianie Rynku, miały podcienia, przy południowej zaś miały je do pożaru w 1803 r.   Kamienice mieszczańskie wznosiły się także poza Rynkiem przy ulicach Prostej, Krzywej, Podgórnej i Kościelnej, których nazwy wymieniano już w XVIII wieku (choć uliczną numerację domów wprowadzono w Olsztynie dopiero w 1888 r.    Wszystkie te domy posiadały podwórza, niekiedy z niewielkim ogródkiem, oraz budynki gospodarcze, przede wszystkim stajnie, do których dojeżdżano z zaplecza wąskimi uliczkami równoległymi do ulic miejskich. Biedota gnieździła się w budach wznoszonych z drewna lub lepiankach, często przylegających tylną ścianą do murów obronnych lub też budowanych na przedmieściach.   Na wewnętrzne urządzenia domów mieszczanie nie zwracali uwagi. Przy postępowaniu spadkowym w XVIII w. Wymienia się wśród mebli mieszczan olsztyńskich, tylko stoły, ławy, szafy, raz zegar ścienny wydzwaniający godziny. Nawet o łóżkach  rzadko tam mowa, widocznie więc spano zwykle na ławach, tzw. szlumbankach.   Na parterze przez sień wchodziło się do pomieszczeń warsztatowych. Dalej mieściła się tak zwana czarna kuchnia, odpowiednik rozszerzonych u dołu kominów-wędzarni zachowanych do dziś w niektórych chałupach mazurskich. Na piętrach było po kilka pokojów. Np. dom mieszczański przy ulicy Podgórnej miał trzy pokoje na pierwszym, trzy pokoje i dwie komory na drugim piętrze, nadto dwie izby na poddaszu i jeszcze dwie izby mieszkalne dla służby nad stajnią. Burmistrz Dromler wynajmował komuś budę o czterech izbach. Pokoje często można było uznać raczej za alkierze, bo kamienice, ze względu na swój kształt, miały niewiele okien. Okna te były wąskie. Otwierano je rzadko, bo owa epoka nie doceniała zdrowotnego znaczenia świeżego powietrza (raczej „kadzono” mieszkania, niż je wietrzono). Piętra, zdaje się, bardzo długo służyły jedynie jako magazyny i spiżarnie i dopiero w XVIII w. Poczęto je przeznaczać na mieszkania. Były to mieszkania ubogo urządzone, ciemne, duszne i chyba niezbyt czyste, bo wnoszenie wody było uciążliwe, a studni nie tak znowu wiele.    W każdym domu w zasadzie mieszkała jedna rodzina. Bogatsi mieszczanie chętnie czerpali zysk z wynajmu posiadanych domków na peryferiach miasta czy na przedmieściach, ale d własnych domów nie dopuszczali nikogo, nawet służby, chyba, że zmuszał do tego powszechny brak mieszkań po pożarach. Mieszkali zatem przestronniej. Lecz w ćwiartkach i połówkach domów oraz w budach ciasnota panowała wielka. W ciepłe dni wielu mieszczan wykonywało swą pracę przed domem. Zmuszało to radę do wydawania zarządzeń przeciw garbowaniu czy przędzeniu na ulicy, tarasowaniu ulic i bram itd.   Mieszczanie olsztyńscy ubierali się skromnie, tak zapewne jak mieszczanie innych miasteczek polskich tego rzędu. W wieku XVI wydawano jeszcze zakazy przeciw zbytkowi w stroju, później były one już niepotrzebne, bo od połowy XVII w. Nastąpiło na Warmii ogólne zubożenie. Suknie kobiece sięgały niżej kostek. W ciepłej porze roku dzieci i wiele kobiet chodziło boso.   Wobec brudu panującego w mieszkaniach i na ulicy, ważną rzeczą była częsta kąpiel. Olsztyn  posiadał łaźnię miejską. Mieściła się ona nie opodal mostu św. Jana. W XVIII w. schodziło się do łaźni przez furtę w murze. Ze skąpych wzmianek z lat 1656 nie wiadomo, czy kąpiel była obowiązkowa, czy wyznaczano oddzielne godziny kąpieli dla różnych płci, czy też kąpano się wspólnie jak wówczas na Zachodzie. Latem kąpano się też zapewne w Łynie oraz w jeziorach, których wody, np. Fajferka i Górnego Stawu, podchodziły wtenczas pod same mury miasta.   Małżeństwo zawierano dla interesu. Jego podstawę stanowiła nie trwałość uczucia, lecz ciągłość działalności warsztatu. Młody rzemieślnik  żenił się z leciwą wdową po majstrze, również pożądana była ręka majstrówny. Od końca XVI w., wobec ustalenia zasady rozdziału majątkowego, pozycja społeczna kobiety z zamożniejszych lub średnio zamożnych warstw mieszczaństwa, wcale nie była zła. Gdy szlachciankę wydawano za mąż nieraz w wieku 12-14 lat, a 20-letnia uchodziła za przekwitłą, w Olsztynie, tak jak i w innych miastach tego regionu, małżeństwo panny niżej 19-stu lat należało do wyjątków, a różnica wieku między małżonkami nie była duża, rażąca raczej w wypadkach, gdy starszą w małżeństwie miała być kobieta.   Od panny młodej wymagano dziewictwa. Szło głównie o to, by wytępić wolne związki, występujące dość powszechnie w Olsztynie w XVI stuleciu, gdy to Kościół zmuszony bywał nawet do tolerowania clandestinum matrimonium, to jest ślubu bez księdza i świadków. Związanie aktu małżeńskiego z sakramentem kościelnym powiodło się księżom całkowicie i panna pozbawiona dziewictwa z trudem mogła liczyć na zdobycie męża, choćby była nawet córką zamożnego i wpływowego mieszczanina. Księża warmińscy skrupulatnie rejestrowali, czy na kobierzec ślubny wstępowała virgo virtuosa czy też deflorata albo corrupta. Wdowy natomiast były dobrze widziana partią. Patrycjusz olsztyński z pierwszej połowy XVIII w., Franciszek Dromler, po owdowieniu ożenił się z posażną panną, która zabrał z klasztoru, ta zaś po jego śmierci wyszła za burmistrza Olsztyna, gdy zaś ponownie owdowiała - za szlachcica Zygmunta Kalnassego. Przy zawieraniu tych związków o miłości nie było mowy. Porwanie narzeczonej, raptus puellae, akta olsztyńskie notowały raz jeden, ale była to nie mieszczka, a szlachcianka z komornictwa olsztyńskiego. Biedna dziewczyna z miasta musiała bardzo uważać na to, czy jej wybrany nie jest zbiegłym chłopem pańszczyźnianym, w takim wypadku mogła bowiem być wydana panu wsi wraz z mężem i dziećmi. Uznanie nieślubnych dzieci natrafiało na bardzo duże trudności prawne.   Zdrada małżeńska była karana sądownie. W 1576 r. uwięziono w Olsztynie dwu mieszkańców winnych tego przestępstwa. Około 1580 r. więziono żonę kotlarza olsztyńskiego, podejrzaną o intymne stosunki z proboszczem. Mąż stanął w obronie żony stwierdzając, że padła ofiarą oszczerstwa. Z czasem nie słyszało się już o łamaniu wierności małżeńskiej przez mieszczki olsztyńskie, dla mężczyzn zaś prawo stało się bardziej tolerancyjne. Wdowa po Dromlerze, owa dawna wychowanka klasztoru, u schyłku życia założyła w Olsztynie dom uciech.   Prostytucja w Olsztynie była dość rozpowszechniona, podobnie jak i w innych ówczesnych miastach i miasteczkach polskich, gdzie sporo było niezamężnych ubogich kobiet. Zwalczał ją swymi zarządzeniami Marcin Kromer. Co pewien czas wypędzano prostytutki z miasta, ale wkrótce pojawiały się nowe.   Wbrew powiedzeniu Krasickiego - wolno się na czas żenić, wolno się rozwodzić - rozwody należały do rzadkości. Częstsze były separacje małżonków.   Kobiety rodziły wiele dzieci. Wychowywano je w surowym rygorze, który nie ustawał nawet wtedy, gdy już były dorosłe. Nie bardzo o nie dbano czy też nie umiano dbać, śmiertelność wśród nich była duża. Nikt się tym specjalnie nie przejmował. „Pan Bóg dał, Pan Bóg wziął”. Wskutek tej dużej śmiertelności, na rodzinę mieszczan olsztyńskich przypadało stale przeciętnie jedno-dwoje dzieci poniżej 12 lat, reszta leżała na cmentarzu.   Uroczystości rodzinne - chrzty, wesela, pogrzeby - święcono z tradycyjnym ceremoniałem. Zmarłych grzebano początkowo w podziemiach kościoła parafialnego, potem też na dziedzińcu kościelnym oraz przy kościele św. Krzyża. Cmentarzyki posiadały także: Kościółek św. Jerzego i Kaplica Jerozolimska. Bogatsi mieszczanie z okazji śmierci kogoś bliskiego przekazywali nieraz sutą darowiznę na rzecz kościoła.    Przy okazji pito wiele. Bogatsi pili wino i miód, ubożsi kontentowali się piwem. Piły wszystkie stany. Od XVIII w. poczęto pić głównie gorzałkę. O księdzu Jacobim olsztyńscy rajcy opowiadali: owszem że jest pilny i nic o nim złego nie słyszeli, jeśliby nie to, że niekiedy przy kieliszku tak się zapomina, iż czasem pijany na ziemię się obala”.   Mieszczanie olsztyńscy pędzili w owych wiekach życie dość surowe i jednostajne, wypełnione pracą, w której i kobiety i dzieci miały swój udział. Rozrywek było niewiele. Należało do nich strzelanie w dni święta bractwa kurkowego, połączone z piciem i hulankami. Była to rozrywka dostępna tylko dla posiadających prawa obywatelskie. Podobnie było ze sportem wędkarskim. Zakaz polowania natomiast dotyczył wszystkich mieszkańców miasta, jak również zakaz noszenia broni. Gry hazardowe w kości i w karty karano grzywnami lub chłostą. Jedynie gry w szachy i w warcaby oraz inne uczciwe gry rozrywkowe dopuszczano pod warunkiem jednak, by stawki pieniężne nie były w grze wysokie. Także te zabawy dotyczyły tylko obywateli. Wilkierz budnicki nie wspominał o nich zupełnie. Już w XVI w. natomiast powszechną rozrywka stał się tak niegdyś ostro potępiony taniec. Wilkierz  budnicki zastrzegał tylko , że żadnemu nie wolno po godzinie dziewiątej tańcować. W końcu XVIII stulecia, gdy rozluźniły się dawne rygory moralne, w Olsztynie zabawy taneczne rozpoczynały się już przed południowym nabożeństwem, tak że dźwięk  muzyki i hałas szalejących tancerzy dawał się słyszeć aż na dziedzińcu kościelnym ku zgorszeniu garstki ludu przychodzącej do kościoła. Zabawy te odbywały się w niedziele i święta, w dni powszednie brakło na nie czasu. Lecz też świąt było tak wiele w roku, że trudno uznać, by ciężar zajęć przytłaczał mieszkańców Olsztyna w tych czasach bardziej niż w następnej epoce.   Wilkierz olsztyński z 1568 r. wspominał o godzinie dwunastej, którą wybije zegar. Zegary znajdowały się na zamku, na wieżyczce Ratusza, trafiały się w domach bogatszych mieszczan. Ale raczej nie wskazówki zegara, lecz bieg słońca regulował życie mieszkańców Olsztyna. Wstawali oni o świcie, kładli się spać ze zmierzchem. Oświetlenie mieszkań było drogie i liche. Do wszelkich zajęć należało zatem wykorzystywać światło dzienne.   Po godzinie dziewiątej, po dzwonieniu, miasto ogarniał głęboki sen. Nikomu już wtedy nie wolno było nie tylko tańcować, ale też cudzą czeladź w pomieszczeniu swoim trzymać, każdego zaś. Kto by chciał wtedy śpiewać lub wrześcić, czy też nocnym sposobem w studnie rzucać kamienie, ławy, stoły, wozy, czekała zasłużona kara. Mało też kto wypuszczał się na nocna przechadzkę. Też gdyby nie krył się taki spóźniony przechodzień pod podcienia gmachów rynkowych, mógłby zostać oblany nieczystościami wylewanymi wprost z okien, mógłby unurzać się w błocie i w kałużach wśród ciemności, które dopiero w XIX w. rozświetlone zostały czterema latarniami ulicznymi. Nocą w Olsztynie w wiekach XVII i XVIII słychać było na ulicach tylko kroki wartowników miejskich oraz mieszczan wyznaczonych na dyżur nocny do straży obywatelskiej.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Założenie miasta Olsztyn.

wtorek, 11 października 2011 21:04

Założenie miasta Olsztyn (Allenstein).Ziemie Warmii i Mazur zamieszkiwali różne ludy: Warmowie, Galindowie, Sambowie, Natangowie, Prusowie (zwano ich Estami), Sudinowie, (wg. zapisków rzymskich kupców), Litwini. Często te ludy napadały na swoich sąsiadów, chcąc powiększyć swoje terytoria i dzięki temu nauczono siębudować system umocnień.Krzyżacy rozpoczęli podbój tych ziem. Papieski legat, biskup Modeny w 1243 r.  wystawił, zatwierdzony przez papieża Innocentego IV dokument o podziale Prus na cztery na katolickie diecezje. Pierwszy biskup Krzyżak Anzelm, nominowany w 1250 r., objął diecezję Warmińską, (od nazwy ludów Warma), który na stolicę wybrał Braniewo-Braunsberg. Osadnictwo posuwało się od ziem nad Zalewem Wiślanym ku puszczańskim terenom Galindów, (nazwa Galindia oznaczała „koniec świata”, czyli że dalej nie było innych ludów). 1233 - Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego, zwany w Polsce zakonem krzyżackim, rozpoczyna podbój ziem pruskich. Służyli oni rycerskim ideałom, gdy bronili Grobu Chrystusa i opiekowali się pielgrzymami zdążającymi z Europy do Ziemi Świętej. Jednak gdy zaczęli w Prusach budować swe państwo, zapomnieli o ideałach, bowiem rządy nad innymi i polityka nie sprzyjały, ani rycerskiemu honorowi, ani przestrzeganiu reguły zakonnej.1260 - Pierwszy biskup warmiński Anzelm eryguje kapitułe warmińską, przeznaczając jej trzecią część dochodów z dominium biskupiego. 1284 - po dwukrotnym spaleniu po raz trzeci lokowano miasto Braniewo1288 - kapituła kolonizowała kraj Wewa, zakładając miasto Melzak ok. 1312 r.1308 - przywilej lokacyjny wystawiony został dla Lidzbarka Warmińskiego.1325 - założono strażnicę Wartenberg - Barczewo, która miała zamykać drogę najazdom litewskim, szlakiem biegnącym od Szczytna nad jeziorem Wadąg ku Dobremu Miastu. Później dokumenty wzmiankowały o istnieniu miasta Wartenburg1329 - lokowane zostało Dobre Miasto1342 - Prus Jomen otrzymał przywilej na założenie wsi Jaroty1345 - bracia Mileszen i Wofshain, założyli wieś Tomaszkowo. W tymże roku nad rzeką Łyną lokowano wieś kościelną Bartąg. Osadnictwo objęło też pruskie pole Gudikus, na którym założono Stępiny, Wołowno, Warkały.1346 - powstało Jonkowo1348 - na terytorium Bertingen Prus Mekede założył 15 gospodarstw, które utworzyły wieś Bartążek. W tymże roku na terenie komornictwa olsztyńskiego trzej kanonicy: proboszcz katedralny Hartmut, dziekan Jan oraz kustosz Jan, wystawili przywileje lokacyjne dla Linowa, Gągławek, Gronit, Cegłowa. Poszukiwali też terenu dla zbudowania miasta i budowę zamku, szukając wzdłuż Łyny.  Znaleziono go, gdzie rzeka raptownie skręca na zachód, by szybko zmienić bieg na kierunek północny. Tu kolano rzeki formowało półwysep, a do tego wokół teren był bagnisty i otoczony jeziorami: Długim, Ukiel, Kortowskim i Fajerek. Tradycja przez wieki głosiła, a potwierdzili ją niektórzy historycy warmińscy, że początki Olsztyna sięgają roku 1334.1353 - 1354 - wojska Kiejstuta i Olgierda wdarły się na południową Warmię od strony Szczytna i lasu Nadeyn. Spalili zamek i miasto Barczewo nie biorąc jeńców.1356 - napadli na Olsztyn, ale go nie zdobyli, ale spalili 17 podolsztyńskich wsi.Takie najazdy powtarzały się co jakiś czas, więc ciągle wzmacniano mury. 1379 - w tej sytuacji wielki mistrz krzyżacki Wienrich von Kniprode zawarł w Trokach z książętami litewskimi Jagiełłą i Kiejstutem porozumienie, powstrzymania się od działań wojennych na okres 10 lat.1380 - pierwsze informacje o rzemiośle i cechach olsztyńskich - wymieniono wówczas cechy piekarzy, szewców, rzeźników. Przywilej lokacyjny ustalał dla każdego cechu górną liczbę majstrów. Szewców miało być 22, rzeźników 16, piekarzy 16. Każdemu przydzielono ławę, czyli miejsce na sprzedaż wyrobów, oczywiście za określona opłatą.1386 - Litwini napadli na Zalbki nie dotrzymując zawartej umowy.1410 - w bitwie pod Grunwaldem brały udział trzy chorągwie - kapituły warmińskiej, po stronie krzyżackiej.1414 - Olsztyn zdobywa Władysław Jagiełło, broniony przez Krzyżaków. W zbrojnym oporze miasta i zamku, zginęło 533 osób. Krzyżacy twierdzili później, ze Olsztyn zdobyto na skutek zdrady warmińskiego rycerza Filipa. Niemałe zapasy zboża zgromadzone na olsztyńskim zamku, stały się łupem wojsk królewskich, które tez plądrowały Warmię, straszliwie ją pustosząc. Spalone były miasta i wsie , zabito 1400 mieszkańców, zniszczone zostały łany dojrzewającego zboża. Wojna przyniosła głód także wojskom polsko-litewskim, dlatego w historii została nazwana wojną głodową. Po opuszczeniu Warmii przez wojska, zamek i miasto powróciły we władanie kapituły warmińskiej. Kanonik Jan Hermannsdorf, który na żądanie wielkiego mistrza oszacował straty poniesione na skutek wojny, wyliczył na sumę 500 000 grzywien, podczas gdy roczny dochód biskupa i kapituły, 13 lat po wojnie głodowej obliczono na 7 000 grzywien.Wracając do nazwy Olsztyn: nazwę dała rzeka Łyna, Prusowie nazywali rzekę Alne (1251 i 1308) albo Alina. Słowo Alina w języku pruskim oznaczało łanię, natomiast w tłumaczeniu Gerulisa to zwierzę. Do nazwy rzeki niemieccy założyciele dodali słowo Stein - kamień. Olsztyn zatem to Łyński Kamień, Kamień nad Łyną. Kamień to nie święty pruski głaz, miejsce pogańskiego kultu, ale zamek, potężna twierdza wzniesiona dla obrony południowej Warmii przed najazdami wojowniczych Litwinów. Polscy osadnicy już u schyłku XV stulecia Allenstein, zaczęli nazywać Olstinem lub Olsztynem, aż w XVII stuleciu utrwaliła się nazwa Olsztyn.Kamienna pruska „baba” z Barcian, stojąca dziś na dziedzińcu olsztyńskiego zamku, nie przedstawia bożka, lecz jest posągiem wojownika, który zginął na obcej ziemi. Stanowi przykład pomnika wystawionego wodzom, rycerzom, a więc w pojęciu Prusów ludziom znakomitym.Święty Jan Nepomucen - gdy zawaliły się mury obronne na Dolnym Przedmieściu, a Brama Dolna przestała pilnować, kto do miasta przybywa, pobożny lud olsztyński wystawił na przeprawie mostowej przez Łynę kapliczkę z figurą św. Jana Nepomucena. Odtąd to on miał strzec miasta przed niepożądanymi przybyszami. Jan Pomuk, nim stał się świętym, był wikariuszem generalnym arcybiskupstwa praskiego, a żył w czasach (ok. 1350-1393), gdy królował w Czechach Wacław IV Luksemburski. Z rozkazu tego monarchy został wtrącony do więzienia, torturowany i zrzucony z mostu do Wełtawy.  Się na wypędzenie. Średniowieczne przekazy informują, iż zginął za odmowę złamania tajemnicy spowiedzi, a był spowiednikiem królowej. W Czechach wkrótce zaczął szerzyć się kult duchownego, który w 1729 r. został wyniesiony na ołtarze. Nepomuk stał się patronem dobrej sławy, strażnikiem przepraw mostowych, którym wskazywał właściwą drogę. Na Warmie przybył w roku kanonizacji w obrazie sprowadzonym z Włoch do kolegiaty dobromiejskiej. W Olsztynie zaś w 1869 r. na moście stanęła figura sw. Jana Nepomucena, autorstwa rzeźbiarza z Kolonii Wilhelma Jansena. Przetrwała dwie wojny światowe, ale w 1945 r. zniknęła, zapewne podczas remontu. Figury nie odnaleziono, ale komuniści nie potrzebowali świętych. Dopiero w 1966 r. Św. Jan Nepomucen staraniem Towarzystwa Miłośników Olsztyna, powrócił na swe miejsce i znów strzeże miasta i jego mieszkańców - jak dawniej.W dokumencie lokacyjnym dla wsi Kieźliny, wystawionym 31 grudnia 1348 r., napisano, że jej granice stykają się z jeziorem Wadąg, młynem Wadąg, nowym miastem („nova civitas”) i majątkiem Mateusza (dziś Dągi). Po raz pierwszy wymieniono osadę pełniącą, jak wskazuje nazwa, funkcje miejskie, a przynajmniej będącą ośrodkiem gospodarczym. „Nowe miasto” to właśnie Olsztyn, jeszcze bez nazwy i bez uregulowanej sytuacji prawnej. Osada miejska ulokowała się w pobliżu budującego się zamku, gdyż w przywileju lokacyjnym dla Olsztyna, wspomniano o zamku jako już zbudowanym.1353 r., 31 października kapituła warmińska nadała osadzie prawa miejskie. W imieniu kapituły przywilej lokacyjny wystawili: proboszcz katedralny Hartmut, dziekan Hermann, kustosz Jan i kantor Zylo. Zasadźcą i pierwszym sołtysem, i to dożywotnim, został mianowany Jan z Łajs. Wywiązał się z tego zadania znakomicie, dowodząc, że zachodnioeuropejskie wzory zakładania miast były mu znane.Jan z Łajs urodził się we wsi Łajsy pod Pieniężnem, założonej przez jego dziada, który przybył na Warmię z Westfalii. Ojciec Jana, nosił pruskie imię Geriko. Ten zaś synom nadał imiona Johann i Heinrich. Janowi zleciła kapituła założenie Olsztyna, a Henrykowi biskup polecił założenie Barczewa. Osadników sprowadzili z okolic Pieniężna bez specjalnej zachęty. Musieli wędrować na południe Warmii ochoczo, skoro pod Olsztynem założono aż dwie wsie o nazwie Łajsy. Jan z Łajs był wielką osobistością, rozjemcą w sporach, doradcą, gospodarzem. W 1372 r. otrzymał nobilitację.Kapituła warmińska zwolniła na okres czternastu lat mieszkańców Olsztyna od płacenia czynszu za użytkowanie ziemi. Tyle też czasu dano zasadźcy na sprowadzenie osadników i zbudowanie miasta.Średniowieczny Olsztyn był zabudowany domami jednokondygnacyjnymi i parterowymi z drewna lub gliny. Cegłę w budownictwie mieszkalnym zastosowano na szeroką skalę dopiero w XVI stuleciu.Zamek, wzmiankowany w przywileju lokacyjnym wraz z przedzamczem, młynem i fosą młyńską, budowany był przez całe 2. półwiecze XIV w.  Najpierw na wysokim brzegu Łyny wzniesiono niskie złożenie z kwadratową wieżą narożną. We wschodnim ciągu postawiono wieżą bramną, a całość złączono murem. W drugim etapie zbudowane parterowe skrzydło zamku przy murze południowym, w pobliżu wieży, w trzeciej zaś fazie budowy, trwającej od około 1370 r. do końca XIV w., podwyższono mury obwodowe oraz wieżę, a północne skrzydło zamku otrzymało dodatkowe piętro z przeznaczeniem na spichrz. Mury zamkowe podniesiono do wysokości 12 m, a wieżę do wysokości 30 m. Zbudowano więc potężną warownię, trudną do zdobycia i górującą nad miastem. W drugiej połowie XIV w., w południowej części miasta wzniesiono gotycki, potężny kościół pw. Św. Jakuba. Po nadaniu praw miejskich została ona otoczona murami o grubości około 1,6 m z basztami co 50 m. Do Olsztyna można było wjechać przez dwie bramy: od północy przez Bramę Górną, a od południa przez Bramę Dolną. Przy tej Bramie była tez furta, podobnie w pobliżu młyna znajdowała się Furta Młyńska, a przy Łynie (w okolicy ul. Staszica) była Furta Wodna.1440 - powstał Związek Pruski - stany pruskie chciały mieć wpływ na politykę zagraniczną, a także kasę fiskalną państwa krzyżackiego - przystało 19 miast. Ale krzyżacy nie respektowali tego Związku i rozstrzygnąć go miał sąd cesarski w Wiedniu. Wyrok skazywał związkowców na podporządkowanie się zakonowi. Nastała wojna na całej Warmii, ucierpiał wiele miast, Olsztyn także.Dowódca krzyżacki Jerzy von Schlieben, podstępnie opanował zamek olsztyński 29 grudnia 1455 r. Dużo rzeczy zrabował. Po skardze do Rzymu, krzyżacy oddali część łupów w styczniu 1461, jednak wywiózł 37 wozów łupów, uprowadził 500 koni i dopiero wtedy oddał kapitule władzę.1445 - pierwsza wzmianka o kościele św. Jakuba w Olsztynie, wznoszonym przez prawie sto lat od schyłku XIII w. po koniec XIV w. stulecia. Sklepienia powstały w połowie XVI stulecia, a wieżę zbudowano pod koniec tego wieku. Natomiast kaplice boczne przebudował Piotr Olchowski, mistrz murarski z Reszla w 1721 r.1459 - miasto zostało dotknięte pożarem - upadło rzemiosło, ustał handel. Dodatkowo wojska polskie stacjonujące w Pasymiu i Nidzicy siliły się


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Założenie miasta Olsztyn.

wtorek, 11 października 2011 21:04

Założenie miasta Olsztyn (Allenstein).Ziemie Warmii i Mazur zamieszkiwali różne ludy: Warmowie, Galindowie, Sambowie, Natangowie, Prusowie (zwano ich Estami), Sudinowie, (wg. zapisków rzymskich kupców), Litwini. Często te ludy napadały na swoich sąsiadów, chcąc powiększyć swoje terytoria i dzięki temu nauczono siębudować system umocnień.Krzyżacy rozpoczęli podbój tych ziem. Papieski legat, biskup Modeny w 1243 r.  wystawił, zatwierdzony przez papieża Innocentego IV dokument o podziale Prus na cztery na katolickie diecezje. Pierwszy biskup Krzyżak Anzelm, nominowany w 1250 r., objął diecezję Warmińską, (od nazwy ludów Warma), który na stolicę wybrał Braniewo-Braunsberg. Osadnictwo posuwało się od ziem nad Zalewem Wiślanym ku puszczańskim terenom Galindów, (nazwa Galindia oznaczała „koniec świata”, czyli że dalej nie było innych ludów). 1233 - Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego, zwany w Polsce zakonem krzyżackim, rozpoczyna podbój ziem pruskich. Służyli oni rycerskim ideałom, gdy bronili Grobu Chrystusa i opiekowali się pielgrzymami zdążającymi z Europy do Ziemi Świętej. Jednak gdy zaczęli w Prusach budować swe państwo, zapomnieli o ideałach, bowiem rządy nad innymi i polityka nie sprzyjały, ani rycerskiemu honorowi, ani przestrzeganiu reguły zakonnej.1260 - Pierwszy biskup warmiński Anzelm eryguje kapitułe warmińską, przeznaczając jej trzecią część dochodów z dominium biskupiego. 1284 - po dwukrotnym spaleniu po raz trzeci lokowano miasto Braniewo1288 - kapituła kolonizowała kraj Wewa, zakładając miasto Melzak ok. 1312 r.1308 - przywilej lokacyjny wystawiony został dla Lidzbarka Warmińskiego.1325 - założono strażnicę Wartenberg - Barczewo, która miała zamykać drogę najazdom litewskim, szlakiem biegnącym od Szczytna nad jeziorem Wadąg ku Dobremu Miastu. Później dokumenty wzmiankowały o istnieniu miasta Wartenburg1329 - lokowane zostało Dobre Miasto1342 - Prus Jomen otrzymał przywilej na założenie wsi Jaroty1345 - bracia Mileszen i Wofshain, założyli wieś Tomaszkowo. W tymże roku nad rzeką Łyną lokowano wieś kościelną Bartąg. Osadnictwo objęło też pruskie pole Gudikus, na którym założono Stępiny, Wołowno, Warkały.1346 - powstało Jonkowo1348 - na terytorium Bertingen Prus Mekede założył 15 gospodarstw, które utworzyły wieś Bartążek. W tymże roku na terenie komornictwa olsztyńskiego trzej kanonicy: proboszcz katedralny Hartmut, dziekan Jan oraz kustosz Jan, wystawili przywileje lokacyjne dla Linowa, Gągławek, Gronit, Cegłowa. Poszukiwali też terenu dla zbudowania miasta i budowę zamku, szukając wzdłuż Łyny.  Znaleziono go, gdzie rzeka raptownie skręca na zachód, by szybko zmienić bieg na kierunek północny. Tu kolano rzeki formowało półwysep, a do tego wokół teren był bagnisty i otoczony jeziorami: Długim, Ukiel, Kortowskim i Fajerek. Tradycja przez wieki głosiła, a potwierdzili ją niektórzy historycy warmińscy, że początki Olsztyna sięgają roku 1334.1353 - 1354 - wojska Kiejstuta i Olgierda wdarły się na południową Warmię od strony Szczytna i lasu Nadeyn. Spalili zamek i miasto Barczewo nie biorąc jeńców.1356 - napadli na Olsztyn, ale go nie zdobyli, ale spalili 17 podolsztyńskich wsi.Takie najazdy powtarzały się co jakiś czas, więc ciągle wzmacniano mury. 1379 - w tej sytuacji wielki mistrz krzyżacki Wienrich von Kniprode zawarł w Trokach z książętami litewskimi Jagiełłą i Kiejstutem porozumienie, powstrzymania się od działań wojennych na okres 10 lat.1380 - pierwsze informacje o rzemiośle i cechach olsztyńskich - wymieniono wówczas cechy piekarzy, szewców, rzeźników. Przywilej lokacyjny ustalał dla każdego cechu górną liczbę majstrów. Szewców miało być 22, rzeźników 16, piekarzy 16. Każdemu przydzielono ławę, czyli miejsce na sprzedaż wyrobów, oczywiście za określona opłatą.1386 - Litwini napadli na Zalbki nie dotrzymując zawartej umowy.1410 - w bitwie pod Grunwaldem brały udział trzy chorągwie - kapituły warmińskiej, po stronie krzyżackiej.1414 - Olsztyn zdobywa Władysław Jagiełło, broniony przez Krzyżaków. W zbrojnym oporze miasta i zamku, zginęło 533 osób. Krzyżacy twierdzili później, ze Olsztyn zdobyto na skutek zdrady warmińskiego rycerza Filipa. Niemałe zapasy zboża zgromadzone na olsztyńskim zamku, stały się łupem wojsk królewskich, które tez plądrowały Warmię, straszliwie ją pustosząc. Spalone były miasta i wsie , zabito 1400 mieszkańców, zniszczone zostały łany dojrzewającego zboża. Wojna przyniosła głód także wojskom polsko-litewskim, dlatego w historii została nazwana wojną głodową. Po opuszczeniu Warmii przez wojska, zamek i miasto powróciły we władanie kapituły warmińskiej. Kanonik Jan Hermannsdorf, który na żądanie wielkiego mistrza oszacował straty poniesione na skutek wojny, wyliczył na sumę 500 000 grzywien, podczas gdy roczny dochód biskupa i kapituły, 13 lat po wojnie głodowej obliczono na 7 000 grzywien.Wracając do nazwy Olsztyn: nazwę dała rzeka Łyna, Prusowie nazywali rzekę Alne (1251 i 1308) albo Alina. Słowo Alina w języku pruskim oznaczało łanię, natomiast w tłumaczeniu Gerulisa to zwierzę. Do nazwy rzeki niemieccy założyciele dodali słowo Stein - kamień. Olsztyn zatem to Łyński Kamień, Kamień nad Łyną. Kamień to nie święty pruski głaz, miejsce pogańskiego kultu, ale zamek, potężna twierdza wzniesiona dla obrony południowej Warmii przed najazdami wojowniczych Litwinów. Polscy osadnicy już u schyłku XV stulecia Allenstein, zaczęli nazywać Olstinem lub Olsztynem, aż w XVII stuleciu utrwaliła się nazwa Olsztyn.Kamienna pruska „baba” z Barcian, stojąca dziś na dziedzińcu olsztyńskiego zamku, nie przedstawia bożka, lecz jest posągiem wojownika, który zginął na obcej ziemi. Stanowi przykład pomnika wystawionego wodzom, rycerzom, a więc w pojęciu Prusów ludziom znakomitym.Święty Jan Nepomucen - gdy zawaliły się mury obronne na Dolnym Przedmieściu, a Brama Dolna przestała pilnować, kto do miasta przybywa, pobożny lud olsztyński wystawił na przeprawie mostowej przez Łynę kapliczkę z figurą św. Jana Nepomucena. Odtąd to on miał strzec miasta przed niepożądanymi przybyszami. Jan Pomuk, nim stał się świętym, był wikariuszem generalnym arcybiskupstwa praskiego, a żył w czasach (ok. 1350-1393), gdy królował w Czechach Wacław IV Luksemburski. Z rozkazu tego monarchy został wtrącony do więzienia, torturowany i zrzucony z mostu do Wełtawy.  Się na wypędzenie. Średniowieczne przekazy informują, iż zginął za odmowę złamania tajemnicy spowiedzi, a był spowiednikiem królowej. W Czechach wkrótce zaczął szerzyć się kult duchownego, który w 1729 r. został wyniesiony na ołtarze. Nepomuk stał się patronem dobrej sławy, strażnikiem przepraw mostowych, którym wskazywał właściwą drogę. Na Warmie przybył w roku kanonizacji w obrazie sprowadzonym z Włoch do kolegiaty dobromiejskiej. W Olsztynie zaś w 1869 r. na moście stanęła figura sw. Jana Nepomucena, autorstwa rzeźbiarza z Kolonii Wilhelma Jansena. Przetrwała dwie wojny światowe, ale w 1945 r. zniknęła, zapewne podczas remontu. Figury nie odnaleziono, ale komuniści nie potrzebowali świętych. Dopiero w 1966 r. Św. Jan Nepomucen staraniem Towarzystwa Miłośników Olsztyna, powrócił na swe miejsce i znów strzeże miasta i jego mieszkańców - jak dawniej.W dokumencie lokacyjnym dla wsi Kieźliny, wystawionym 31 grudnia 1348 r., napisano, że jej granice stykają się z jeziorem Wadąg, młynem Wadąg, nowym miastem („nova civitas”) i majątkiem Mateusza (dziś Dągi). Po raz pierwszy wymieniono osadę pełniącą, jak wskazuje nazwa, funkcje miejskie, a przynajmniej będącą ośrodkiem gospodarczym. „Nowe miasto” to właśnie Olsztyn, jeszcze bez nazwy i bez uregulowanej sytuacji prawnej. Osada miejska ulokowała się w pobliżu budującego się zamku, gdyż w przywileju lokacyjnym dla Olsztyna, wspomniano o zamku jako już zbudowanym.1353 r., 31 października kapituła warmińska nadała osadzie prawa miejskie. W imieniu kapituły przywilej lokacyjny wystawili: proboszcz katedralny Hartmut, dziekan Hermann, kustosz Jan i kantor Zylo. Zasadźcą i pierwszym sołtysem, i to dożywotnim, został mianowany Jan z Łajs. Wywiązał się z tego zadania znakomicie, dowodząc, że zachodnioeuropejskie wzory zakładania miast były mu znane.Jan z Łajs urodził się we wsi Łajsy pod Pieniężnem, założonej przez jego dziada, który przybył na Warmię z Westfalii. Ojciec Jana, nosił pruskie imię Geriko. Ten zaś synom nadał imiona Johann i Heinrich. Janowi zleciła kapituła założenie Olsztyna, a Henrykowi biskup polecił założenie Barczewa. Osadników sprowadzili z okolic Pieniężna bez specjalnej zachęty. Musieli wędrować na południe Warmii ochoczo, skoro pod Olsztynem założono aż dwie wsie o nazwie Łajsy. Jan z Łajs był wielką osobistością, rozjemcą w sporach, doradcą, gospodarzem. W 1372 r. otrzymał nobilitację.Kapituła warmińska zwolniła na okres czternastu lat mieszkańców Olsztyna od płacenia czynszu za użytkowanie ziemi. Tyle też czasu dano zasadźcy na sprowadzenie osadników i zbudowanie miasta.Średniowieczny Olsztyn był zabudowany domami jednokondygnacyjnymi i parterowymi z drewna lub gliny. Cegłę w budownictwie mieszkalnym zastosowano na szeroką skalę dopiero w XVI stuleciu.Zamek, wzmiankowany w przywileju lokacyjnym wraz z przedzamczem, młynem i fosą młyńską, budowany był przez całe 2. półwiecze XIV w.  Najpierw na wysokim brzegu Łyny wzniesiono niskie złożenie z kwadratową wieżą narożną. We wschodnim ciągu postawiono wieżą bramną, a całość złączono murem. W drugim etapie zbudowane parterowe skrzydło zamku przy murze południowym, w pobliżu wieży, w trzeciej zaś fazie budowy, trwającej od około 1370 r. do końca XIV w., podwyższono mury obwodowe oraz wieżę, a północne skrzydło zamku otrzymało dodatkowe piętro z przeznaczeniem na spichrz. Mury zamkowe podniesiono do wysokości 12 m, a wieżę do wysokości 30 m. Zbudowano więc potężną warownię, trudną do zdobycia i górującą nad miastem. W drugiej połowie XIV w., w południowej części miasta wzniesiono gotycki, potężny kościół pw. Św. Jakuba. Po nadaniu praw miejskich została ona otoczona murami o grubości około 1,6 m z basztami co 50 m. Do Olsztyna można było wjechać przez dwie bramy: od północy przez Bramę Górną, a od południa przez Bramę Dolną. Przy tej Bramie była tez furta, podobnie w pobliżu młyna znajdowała się Furta Młyńska, a przy Łynie (w okolicy ul. Staszica) była Furta Wodna.1440 - powstał Związek Pruski - stany pruskie chciały mieć wpływ na politykę zagraniczną, a także kasę fiskalną państwa krzyżackiego - przystało 19 miast. Ale krzyżacy nie respektowali tego Związku i rozstrzygnąć go miał sąd cesarski w Wiedniu. Wyrok skazywał związkowców na podporządkowanie się zakonowi. Nastała wojna na całej Warmii, ucierpiał wiele miast, Olsztyn także.Dowódca krzyżacki Jerzy von Schlieben, podstępnie opanował zamek olsztyński 29 grudnia 1455 r. Dużo rzeczy zrabował. Po skardze do Rzymu, krzyżacy oddali część łupów w styczniu 1461, jednak wywiózł 37 wozów łupów, uprowadził 500 koni i dopiero wtedy oddał kapitule władzę.1445 - pierwsza wzmianka o kościele św. Jakuba w Olsztynie, wznoszonym przez prawie sto lat od schyłku XIII w. po koniec XIV w. stulecia. Sklepienia powstały w połowie XVI stulecia, a wieżę zbudowano pod koniec tego wieku. Natomiast kaplice boczne przebudował Piotr Olchowski, mistrz murarski z Reszla w 1721 r.1459 - miasto zostało dotknięte pożarem - upadło rzemiosło, ustał handel. Dodatkowo wojska polskie stacjonujące w Pasymiu i Nidzicy siliły się


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Szkolnictwo.

wtorek, 11 października 2011 20:58

          Szkolnictwo   Panuje pogląd, że dość wysoki poziom gospodarki miejskiej i sądownictwa miejskiego na Warmii, zawdzięczać należy doskonałemu stanowi szkolnictwa w tej krainie. Sto lat później pisano na ten temat: Mieszczanie w miastach co najmniej wyuczyli się łaciny, wielu zaś przerobiło retorykę, filozofię, a nawet teologię i moralistykę. Członkowie rad byli z reguły wykształceni klasycystycznie. Żeńska ludność nauczana była przez siostry katarzynki i umiała czytać oraz korzystać z modlitewników. Także na wsi tylko rzadko można było spotkać kogoś, kto nie umiał czytać i pisać. Był to w istocie bardzo korzystny stan w duchowym życiu Warmiaków i świetne świadectwo rozkwitu szkół. Tym więcej można ubolewać, że po 1773 r. szkolnictwo warmińskie całkowicie upadło.   Pogląd ten nie był jednak w pełni słuszny. W 1772 r. żaden rajca i żaden ławnik olsztyński nie został określony przez komisarza pruskiego jako literatus, przez co rozumiał on osoby z wyższym wykształceniem, specjalnie prawniczym. Korzystny w stosunkach ówczesnych stan sądownictwa olsztyńskiego (praworządność, brak tortur, niestosowanie kary śmierci itp.) ów komisarz tłumaczył faktem, że co najmniej administratores literati sunt, oni więc mianując lub zatwierdzając ławników, mogą dobierać na sędziów ludzi światlejszych. Niemniej, zgodzić się trzeba, że w tym czasie szkolnictwo warmińskie w ogóle, a szkoła olsztyńska w szczególności, reprezentowały zupełnie dobry poziom.    Szkołę olsztyńską wymieniono w aktach po raz pierwszy w 1565 r. Była to szkoła zorganizowana na wzór łacińskich szkół średniowiecza. Posiadała charakter trivium, to znaczy poza tak zwanymi elementami (czytanie, pisanie, rachunek, śpiew) nauczała też sztuk: gramatyki, retoryki i dialektyki. W pierwszym oddziale uczyli się tak zwani syllabisantes oraz legentes et scribentes, to znaczy elementari, ci, którzy poznawali alfabet oraz uczyli się czytania i pisania. W drugim oddziale donatistae uczyli się deklinacji i koniugacji łacińskich według gramatyk Donata i Korneliusza, wykuwali na pamięć sentencje z Katona i z dialogu Bonus dies, ćwiczyli się na katechizmie Kanizjusza, mieli lekcje śpiewu oraz służyli do mszy jako ministranci. W najwyższym oddziale primarii uczyli się dalej łaciny według Alwara i podstaw greki na gramatyce Klenarda, czytali listy Cycerona, coś z Terencjusza i Weryna. Dochodziły do tego katechizm Kanizjusza, wyjaśnianie ewangelii i śpiew kościelny, w niedzielę odbywały się repetycje i dysputy. W 1565 r. w szkole olsztyńskiej uczyło się 111 chłopców.   Na początku XVII stulecia liczba uczniów w szkole olsztyńskiej podniosła się do 150. Dziewczętom nauczyciele udzielali lekcje oddzielnie w swych mieszkaniach. Wizytatorzy w 1623 r. uznali ten stan za niezadowalający i polecili, by nauczała je raczej jakaś czcigodna kobieta. Z powyższego wnosić można, że w Olsztynie z oświaty choć nieobowiązkowej, korzystano wówczas powszechnie. Można jedynie sądzić, że nie wszyscy elementarii dochodzili do klasy najwyższej. W 1638 r. szkołę olsztyńską podporządkowano organizacyjnie sławnemu kolegium braniewskiemu.   W ciągu dwu stuleci w nauczaniu w szkole nie dokonały się istotne przemiany. W 1797 r. miała ona 119 uczniów, samych chłopców. Nauka zaczynała się od poznawania liter alfabetu, następnie nauczano pisania i czytania, także po części z polskich książek, potem zabierano się przede wszystkim do katechizmu Kanizjusza, Alwara i ewangelii. Łacinę nadal traktowano jako podstawę wykształcenia.   W aktach Kaplicy Jerozolimskiej w Olsztynie ostatnie strony brulionu pochodzącego z końca XVIII stulecia, wykorzystane zostały za zapisanie lekcji łacińskiej. Zaczyna się ona od słów" Salvete pueri, a w polskim tekście: Bądźcie pozdrowione dziatki! Podzcie sami żaczkowie! Uczcie się łacińskiego języka, pięknego y chędogiego! Poymicie go według waszego rozumu y rozmaite rzeczy, nasienia mądroszczy! Bóg Wam pomoże itd.   Nauczycieli w szkole olsztyńskiej było dwu: kierownik szkoły, zwany rektorem i jego zastępca, kantor. Ten był zazwyczaj jednocześnie organistą. Nauczyciele olsztyńscy obejmowali swe stanowiska zwykle po ukończeniu kolegium braniewskiego, zdarzali się jednak wśród nich absolwenci Akademii Krakowskiej. Wszyscy z reguły władali biegle kilkoma językami, co najmniej polskim, niemieckim, łaciną i greką. Opłacano ich wszakże bardzo skąpo. W 1623 r. kantor nie mógłby wyżyć ze swego uposażenia 35 grzywien i 10 groszy, gdyby nie pomagali mu rodzice uczniów. W 1637 r. rektor skarżył się na bardzo niskie dochody. Z tego powodu zapewniono mu w 1651 r. stołowanie się na zamku. W 1676 r. żyjącemu w nędzy emerytowanemu rektorowi przyznano pięć korców zboża. W 1713 r. zwolniono nauczycieli olsztyńskich z powodu ich ubóstwa od opera civitatensia, to jest szarwarku i stróży. W 1798 r. rada olsztyńska znowu stwierdziła, że nauczyciele otrzymują o wiele za małe wynagrodzenie. Naprawdę bowiem nie mieli wtedy żadnych stałych poborów i deputatów. Utrzymywali się z bardzo niewysokich opłat uczniów, z sum wypłacanych za kierowanie chórem podczas pogrzebów, podczas mszy w niedzielę i święta oraz z kolędy zbieranej na św. Marcina i na św. Grzegorza. Dopiero w 1798 r. rada zniosła cała tę poniżającą żebraninę i ustaliła nowe zasady wynagradzania nauczycieli, całkowicie i wyłącznie oparte na opłatach uczniowskich.   O budynku szkoły olsztyńskiej wspomniano już podczas wizytacji z 1565 r. podając, że jest konieczny jej remont. W tej sprawie władze kościelne monitowały radę w 1582 r. Wreszcie w 1609 r. reperacje zostały przeprowadzone. Z czasem gmach ten zaczął się chylić do upadku, wobec czego w 1796 r. rada wybudowała nowy. Wznosił się on koło kościoła, przy miejskich murach obronnych. Składał się z dwu sal lekcyjnych na parterze oraz z mieszkań rektora i kantora na piętrze.   Rada wznosząc mowy gmach szkoły i regulując uposażenia nauczycieli, nie mogła jednak powstrzymać upadku oświaty w mieście. Powodem było ogólne zubożenie Olsztyna. W 1797 r. stwierdzono, że wielu chłopców nie uczęszcza do szkoły po części z biedy, po części dlatego, że są przez rodziców wykorzystywani do gospodarstwa, do oporządzania koni i innych robót. W 1798 r. rada wprowadziła kary pieniężne wobec rodziców nie posyłających synów do szkoły i ustaliła zasadę, że nikt nie może być przyjęty do nauki rzemiosła, jeśli w szkole nie wyuczył się co najmniej czytania i pisania. Nie pomogło to jednak. W 1814 r. uskarżano się, że szkoła olsztyńska. Niegdyś tak znakomita, niegdyś posiadająca ponad dwustu uczniów. Obecnie ma ich tylko dwudziestu sześciu. Szkoła olsztyńska była instytucją na pół kościelną. Podlegała nadzorowi i inspekcji władz duchownych. Nauczyciele mieli swój udział w służbie kościelnej. Wielu z nich po latach osiadało na jakimś probostwie. Niektórym tylko nie osiągnięcie tak zwanego wieku kanonicznego, przeszkadzało w poświęceniu się kapłaństwu.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  42 217  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 42217

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl